Aleteia

List rozczarowanego ojca

Udostępnij
Komentuj

Wróciłem do pracy po czteromiesięcznym urlopie rodzicielskim. I kilka minut po powrocie zostałem zwolniony. Nie żałuję decyzji o urlopie.

Mam 28 lat i jestem tatą rocznego Antosia. Wczoraj wróciłem do pracy w warszawskiej agencji PR po czteromiesięcznym urlopie rodzicielskim, który dzieliłem z Żoną. Wróciłem i kilka minut po powrocie zostałem zwolniony. Powód: „Michał, nie mamy dla ciebie projektów”. Projektów, czyli klientów, których mógłbym obsługiwać. Przed urlopem miałem dwóch klientów, dla których pracowałem 2,5 roku, zniknęli dla mnie po urlopie.

Jestem rozczarowany. Utrata pracy nie boli. Boli sytuacja, gdy młody tata pragnie spędzić ze swoim dzieckiem więcej czasu, chce je lepiej poznać i cieszyć się niepowtarzalnymi chwilami, a po powrocie z urlopu rodzicielskiego czeka na niego rozwiązanie umowy.

Boli hipokryzja w przekazie publicznym – wiele mówi się o polityce prorodzinnej, o potrzebie tego, aby ojcowie bardziej angażowali się w wychowywanie dzieci, rzeczywistość jednak nie nadąża za tymi słowami.

Prywatny biznes rządzi się oczywiście swoimi prawami i pracodawcy w dużym stopniu sami ustalają reguły obowiązujące w ich firmach. Mam jednak szczerą nadzieję, że niektórzy z nich zaczną jednak postrzegać swoich pracowników nie jako pozycje w excelu, które generują x procent targetu, a jako ludzi z krwi i kości, których warto traktować po partnersku.

Na co dzień – w żłobku, na placu zabaw czy na ulicy, widzę bardzo wielu ojców, którzy zajmują się swoimi dziećmi. To niezwykle cieszy. Mam nadzieję, że to rosnące zaangażowanie mężczyzn, ta swego rodzaju mała rewolucja sprawią, że niektórzy pracodawcy zrozumieją, że ojcowie, którzy chcą poświecić więcej czasu swoim dzieciom i łączyć to z pracą zawodową, mają do tego pełne prawo.

Czy żałuję decyzji o urlopie rodzicielskim? Absolutnie nie. Gdybym drugi raz miał podjąć taką decyzję, wiedząc co mnie czeka na końcu, zrobiłbym to bez wahania. Zrobiłbym to jeszcze sto razy. Te cztery miesiące z moim synem były warte więcej niż jakakolwiek praca.

Mam marzenie, żeby nasze dzieci żyły w lepszym świecie niż my teraz. Więc jeśli Antek za 20 czy 30 lat będzie ojcem i będzie chciał iść na urlop rodzicielski, to mam nadzieję, że nie podpisze się pod tym listem. Bo do tego czasu przestanie on być aktualny, a opisany problem będzie już przeszłością. Czego sobie i wszystkim życzę.

*List publikujemy za zgodą Autora 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail