Aleteia

Nietypowy urlop na Kaukazie. Czyli piękna idea Wyjazdów Charytatywnych

Wyjazdy Charytatywne/"Serce dla Kaukazu"
Udostępnij
Komentuj

Biorą wolne, pakują się i jadą na Kaukaz, żeby... odmalować dom dziecka, zrobić komuś zakupy czy postać w kolejce po niezbędne leki.

Biorą wolne, pakują się i jadą na Kaukaz, żeby… odmalować dom dziecka, zrobić komuś zakupy czy postać w kolejce po niezbędne leki. O Wyjazdach Charytatywnych, organizowanych przez Fundację „Serce dla Kaukazu”, opowiada jej wolontariuszka Aleksandra Milke.

Katarzyna Matusz: Znajdujecie chętnych na takie wyjazdy? Kto chciałby w taki sposób spędzić swoje wakacje?

Aleksandra Milke*: Jak najbardziej, znajdujemy chętnych, a nawet organizujemy dwa wyjazdy w najbliższym czasie. Jeden do Armenii (na ten nie ma już miejsc), a drugi do Gruzji – tu jeszcze możemy zaprosić chętnych.

Kto się na to decyduje?

Jeżdżą z nami ludzie różnych profesji, od lekarzy po pracowników więziennictwa. To, co ich łączy, to ciekawość świata i otwarte serca. Podczas wyjazdów odwiedzamy naszych podopiecznych – tych małych w domach dziecka, gdzie zwykle trzeba coś naprawić, odmalować czy skręcić meble, i tych starszych i samotnych, którym chcemy kupić jedzenie i leki, dowiedzieć się o ich zdrowie i zobaczyć, jak sobie radzą. Podczas wyjazdu trzy dni pomagamy, a cztery zwiedzamy piękny Kaukaz.

Opowiedz o Waszych podopiecznych w Gruzji. Jak wygląda ich życie?

Rodziny mają na przeżycie zwykle około 270-500 zł miesięcznie, z czego muszą opłacić jedzenie i leki. Dla zobrazowania tych kosztów podam, że chleb kosztuje około 1,50 zł, a kilogram dość marnego mięsa mielonego około 17 zł. Podczas najbliższego wyjazdu odwiedzimy Ofelię, Żużunę i Krawaj oraz Nanę. Ofelia (64 l.) jest chora na cukrzycę, przez którą straciła wzrok i obie nogi. Nie wychodzi z domu, dni spędza, siedząc na łóżku. Nie ma rodziny, a pomocy udzielają jej przyjaciele, pielęgniarka z Caritas Gruzja i wolontariusze. Pieniędzy nie starcza nawet na leki, które Ofelia musi przyjmować, aby żyć. Nie widzi, nie ma nóg, ale nie straciła wdzięczności i radości.

Żużuna mieszka razem z chorą córką w jednym pokoju. Dodatek do renty, około 300 zł, został jej zabrany, gdy wolontariusze podarowali jej starą lodówkę i pomalowali pokój. Standard życia według gruzińskiej pomocy socjalnej wzrósł tak znacznie, że nie powinny dostawać więcej pieniędzy. Żużuna jest sparaliżowana od pasa w dół, jej córka sama potrzebuje pomocy, więc nie zawsze jest w stanie zajmować się mamą.

Mocno porusza nas też historia młodej kobiety, Nany Nersesian (29 l.), która jeszcze niedawno studiowała marketing i turystykę. Osiem lat temu nagle zachorowała. Choroba postępowała bardzo szybko, dziś jest sparaliżowana, ma sklerozę, korzysta z cewnika. Diagnoza jest straszna – stwardnienie rozsiane. Kobieta potrzebuje leków, do których nie ma dostępu od trzech lat, ponieważ są zbyt kosztowne. Jej mama, Karina Moresjan (60 l.) jest chora psychicznie, ma cukrzycę, anemię i od pół roku nie wstaje z łóżka.  Zajmuje się nimi Samwel Nersesian, tata i mąż, już w podeszłym wieku. Sam jest po operacji żołądka, ma wycięte jelita. Karmi je, zmienia pieluchy, myje…

Czasami pewnie słyszysz, że tyle jest potrzebujących rodzin w Polsce, a Wy z pomocą jedziecie za granicę.

Poziom biedy, który znamy my, Polacy, jest zupełnie inny niż ten, który zastaliśmy na Kaukazie. Opowiem o dwóch rodzinach z Armenii. Bracia – trzy- i czteroletni – mieszkają wraz z rodzicami w małej chacie bez toalety i prądu. Wodę zbierają do butelek, a dom z trudem ogrzewa żeliwny piec. Młodszy chłopiec choruje, jednak lekarze nie wiedzą, dlaczego. Aby żyć, co dwa miesiące musi być wożony do Erywania na transfuzję krwi. Ojciec chłopców pracuje, jednak jego zarobki nie starczają na utrzymanie. Brakuje dosłownie na wszystko. Inna rodzina żyje w skrajnym ubóstwie w opuszczonej, małej chacie, bez mebli i podstawowych sprzętów domowych. Babcia opiekuje się czteroletnią wnuczką i nastoletnim synem. Mieszka z nimi także ojciec dziewczynki. Gigantyczne bezrobocie w rejonie, w którym mieszkają i brak możliwości zarobkowania sprawia, że rodzina nie ma środków do życia. A największym marzeniem dziewczynki jest posiadanie lalki.

Fundacja prowadzi także program „Przyjaźń na odległość”, którego Ty jesteś koordynatorką. Na czym on polega?

Przyjaźń ta polega na regularnej pomocy finansowej. Dzięki temu możemy odpowiedzieć na podstawowe potrzeby dzieci z ubogich rodzin, dzieci pozbawionych opieki, mieszkających na ulicy, a także dzieci uchodźców. Chcemy zapewnić im dach nad głową, jedzenie, naukę, leczenie czy pomoc specjalistów.

W jaki sposób można się włączyć w działania fundacji?

Przede wszystkim zapraszamy do wzięcia udziału w VI Wyjeździe Charytatywnym, na którym można osobiście przekonać się, co my robimy i jak żyją ludzie mieszkający od nas zaledwie trzy i pół godziny lotu.

Uczestnicy wyjazdu płacą za niego sami?

Tak, koszt takiego wyjazdu – licząc z przelotami, wyżywieniem i zwiedzaniem – to wydatek od 1400 do 1800 zł. Ale to, czego doświadczają uczestnicy, warte jest o wiele więcej.

Najbliższy Wyjazd Charytatywny rozpoczyna się 3 lutego, jest jeszcze kilka miejsc. Zgłoszenia: fundacja@sercedlakaukazu.pl lub pod numerem telefonu 604 832 405.

*Aleksandra Milke, wolontariusz w Fundacji „Serce dla Kaukazu”, koordynator programu „Przyjaźń na odległość”. Nieuleczalnie chora na samodzielne podróżowanie z plecakiem i aparatem fotograficznym. Autorka bloga podróżniczego. Zawodowo zajmuje się finansami. 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail