Aleteia

Idealne dzieci? Znajdziesz je w Paryżu – przekonuje Amerykanka

Udostępnij
Komentuj

Jest takie miasto, w którym trzymiesięczne niemowlęta przesypiają całe noce, a ich mamy spacerują z wózkami umalowane i na szpilkach.

Jest takie miasto, w którym trzymiesięczne niemowlęta przesypiają całe noce, a ich mamy spacerują z wózkami umalowane i na szpilkach. Dwulatki spokojnie siedzą przy stole podczas posiłków i jedzą brokuły. Niemożliwe? Amerykanka Pamela Druckerman, autorka książki „W Paryżu dzieci nie grymaszą” też nie wierzyła własnym oczom. Zamieszkała we Francji tuż przed ślubem i urodziła tam córkę i dwóch synów, więc miała okazję porównywać metody wychowawcze stosowane w obu krajach.

Po pierwsze – „odrabiają noce”

Kiedy córeczka Druckerman miała trzy miesiące, inne matki w parku pytały ją czasem, czy mała już „odrabia swoje noce”, czyli śpi od wieczora do rana. Przecież to niemożliwe – dziwiła się młoda mama. Pomógł jej to zrozumieć dopiero francuski pediatra mieszkający w Nowym Jorku. Otóż we Francji uważa się, że rodzice nie powinni od razu reagować na każde zakwilenie dziecka. Niemowlę – jak każdy człowiek – ma dwugodzinne fazy snu.

Po upływie jednej fazy przebudza się na krótko, czasem nawet wierci się albo postękuje, ale jeśli nikt nie weźmie go na ręce ani nie zacznie karmić, ponownie zasypia. Zbyt szybkie reagowanie przeszkadza mu nie tylko w nauce spania, ale także w kształtowaniu cierpliwości i odkrywaniu własnej autonomii. Dla francuskich matek było to tak oczywiste, że nawet nie wpadły na pomysł, żeby to komuś tłumaczyć.

Po drugie – nie rzucają jedzeniem

Rok później Druckerman zauważyła, że jej córeczka w restauracji zachowuje się zupełnie inaczej niż jej francuscy rówieśnicy. Podczas gdy Bean wypluwała jedzenie, rozrzucała serwetki i wysypywała sól z solniczki, mali Francuzi w tym samy wieku siedzieli spokojnie przy sąsiednich stolikach i jedli to, co im podano, np. ryby i warzywa. Dlaczego? Druckerman, dawniej korespondentka znanej amerykańskiej gazety, przeprowadziła w tej sprawie prawdziwe dziennikarskie śledztwo.

Pierwszy powód to galijskie zamiłowanie do dobrego jedzenia, które rodzice starają się zaszczepić maluchom. Jeśli maluch nie lubi np. gotowanej marchewki, to może polubi surową, duszoną albo fikuśnie pokrojoną? Po drugie – Druckerman zauważyła, że we Francji wszyscy jedzą mniej więcej co cztery godziny i nie podjadają między posiłkami. Dzieci, które dość wcześnie przyzwyczają się od takich pauz, mają czas, żeby zgłodnieć.

Kultura jedzenia ponoć również jest przyczyną tego, że paryżanki są szczupłe. Przygotowują czterodaniowe domowe obiady i nie odmawiają sobie deserów w restauracji, ale na co dzień „uważają” na to, co jedzą. Nie sądzą też, że ciąża to powód do objadania się. A po porodzie wszyscy – mąż, lekarz, przyjaciółka, a nawet teściowa – przypominają im, że powinny zrzucić zbędne kilogramy, żeby znów cieszyć się życiem.

Po trzecie – nie ma dzieciokracji

Zdaniem Druckerman jej rodaczki mają neurotyczne podejście do macierzyństwa. Uważają, że powinny się poświęcać i niepotrzebnie usiłują przepychać dzieci przez naturalne etapy rozwojowe. Zaznajamiają się z mnóstwem teorii wychowawczych i stosują je na oślep. Często uważają się za złe matki. Tymczasem Francuzki sądzą, że komfort matki jest równie ważny jak komfort dziecka, i starają się być szczęśliwe. Dlatego prawie wcale nie karmią piersią, wysyłają czteromiesięczne dzieci do żłobków, a potem uczą je panować nad emocjami, mówić „Dzień dobry” i „Do wiedzenia” i bawić się samodzielnie, szanując prawo rodziców do odpoczynku. Uważają, że stawianie dziecka w centrum rodziny nie służy ani rodzicom, ani dziecku. Druckerman podkreśla, że Francuzki nie kochają swoich dzieci mniej niż Amerykanki, tylko okazują tę miłość spokojniej i mądrzej.

Bliżej nam do Francji czy do USA?

Czy polskim matkom bliżej jest do Ameryki czy do Francji? Kiedy przypominam sobie, jak się zachowywałam po urodzeniu pierwszego dziecka, to muszę przyznać, że jestem bardziej amerykańska od Amerykanek.

Druckerman wprawdzie nie przekonała mnie, że karmienie piersią to niepotrzebne poświęcenie, a swoboda seksualna nastolatków to dobry pomysł. I zupełnie nie podzielam jej poglądu, że twórczość Jana Jakuba Rousseau przyniosła światu coś dobrego. A jednak wiele obserwacji z jej ciekawej, dowcipnej książki dało mi do myślenia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail