Aleteia

Jeśli on mnie pocałuje, umrę… Niezwykła historia kobiety uczulonej na własnego męża

Scott i Johanna Watkins. Scott Watkins / Youtube
Udostępnij
Komentuj

Johanna i Scott są małżeństwem od trzech lat, ale od roku mają zakaz fizycznego kontaktu. Każdy dotyk męża mógłby ją zabić. Czy taki związek w ogóle ma sens?

29-letnia Johanna Watkins poślubiła Scotta w 2013 r. Już wcześniej, podczas randek z przyszłym mężem, doświadczała symptomów alergicznych. Podobnie reagowała na większość produktów spożywczych, mydło, zapachy gotowanych potraw, światło słoneczne i ludzi. Rok temu jej choroba jeszcze się nasiliła. Johanna usłyszała diagnozę: zespół aktywacji mastocytów. To zaburzenie układu odpornościowego, w którym określone czynniki (np. zmiany temperatury, alkohol, jedzenie, a w przypadku także Johanny jej mąż) powodują objawy wstrząsu anafilaktycznego i zagrażają życiu.

W zeszłym tygodniu BBC zrobiło niezwykły wgląd w życie tego małżeństwa. Od roku Johanna mieszka w szczelnie zamkniętym pokoju na poddaszu, w domu swoich przyjaciół. W tym czasie jej mąż dostosowuje ich dom dla potrzeb żony. Absolutnie żaden fizyczny kontakt między nimi nie jest możliwy. Para komunikuje się za pomocą SMS-ów. Jak wyglądają ich randki? W tym samym czasie oglądają ten sam program w telewizji, a potem wysyłają sobie wiadomości. Nie takie życie obiecywał ich piękny ślub…

Bądź wdzięczny za powagę ślubnej przysięgi

Jeżeli mamy alergię na rodzaj żywności lub zwierzę, rezygnujemy z nich i staramy się ich unikać. Co zrobić, gdy uczulenie jest reakcją na męża? W tym wypadku powyższa strategia raczej nie zadziała. Sprawa jest naprawdę bardzo, bardzo skomplikowana.

Wyobrażam sobie, że w takich okolicznościach większość ludzi po prostu zakończy związek. Jest niesłychanie kuszące, by pomyśleć, że zagrażająca życiu alergia na drugą osobę jest znakiem, że nie powinniśmy się z nią spotykać. Johanna i Scott złożyli jednak ślubną przysięgę na poważnie. Dlatego też są zdeterminowani, by dawać sobie nawzajem poczucie komfortu w czasie bólu, frustracji i niepewności.

„W dniu ślubu obiecaliśmy sobie, że będziemy razem dopóki śmierć nas nie rozłączy. Niezależnie od tego, co przyniesie życie”. Johanna wyjaśnia, „Mogę wam powiedzieć, że nawet jeśli będę chorować do 90. roku życia, wciąż pozostanę wierna mężowi i nadal będę go kochać”. Scott jest bardzo oddany żonie. Johanna może jeść tylko 15 produktów, a jej posiłki muszą być przygotowywane w specjalny sposób, dlatego on gotuje dla niej po pracy w szkole. Mówi: „To jeden ze sposobów, w jaki mogę się o nią troszczyć”.

Dobrych przyjaciół powinno się kochać

Johanna mieszka z dobrymi przyjaciółmi, Olsonsami, którzy pomogli w zbiórce pieniędzy na dostosowanie dla niej nowego domu. Watkinsonowie nie są dla nich zwyczajnymi gośćmi. W związku z nasileniem alergii Johanny (szkodzą jej nawet zapachy z pobliskiej pizzerii, przyniesione przez wiatr), Olsenowie przestali gotować posiłki w domu, bo to mogłoby doprowadzić do ataku. Inni przyjaciele także im pomagają. Jak mówi Scott: „Każdego dnia, przez ostatni rok, przychodził do mnie jeden z moich przyjaciół i pomagał gotować dla Johanny”. Czapki z głów dla przyjaciół, którzy są tuż obok w czasach największej potrzeby.

Rodzina zawsze jest blisko

Niestety, Johanna jest także uczulona na swoich rodziców, ale toleruje wizyty rodzeństwa w maskach. Jej brat i siostra muszą przed wejściem przejść specjalne procedury, łącznie z rozbieraniem się, myciem i niejedzeniem niektórych pokarmów. To jedyni ludzie, z którymi ma bezpośredni kontakt. Rodzeństwo jest bardzo, bardzo szczęśliwe, gdy może ją zobaczyć. Johanna poznaje także swoje małe siostrzenice dzięki regularnym rozmowom wideo.

Znajdź wdzięczność w najmroczniejszym czasie

Nie ma wątpliwości, że Johanna i jej mąż są niezwykłymi ludźmi. Wiele zawdzięczają swojej wierze w Boga. Johanna nie wychodzi z pokoju od roku, z wyjątkiem szpitalnych wizyt. Zapytana o to, jak spędza czas, mówi, że dzień rozpoczyna od ulubionej muzyki, która nastraja ją pozytywnie. Mówi: „Mam wiele darów w swoim życiu, wiele błogosławieństw, za które muszę być wdzięczna. A to przypomina mi, bym nie stawała się samolubna”.

Na stronie gofundme.com Johanna opowiada o miejscach, w których razem z mężem lubiła wędrować. Jej komentarze są niezwykłym świadectwem poczucia obecności Boga. O wizycie w Meadow pisze tak: „Cztery lata temu, na pięknym szczycie wzgórza odbyły się oświadczyny. Obiecaliśmy sobie, że będziemy iść przez życie razem, z miłością i Bogiem po naszej stronie”.

Być może jeszcze bardziej znacząca dla nich była wycieczka do Temperance, gdzie Johanna zanotowała „Podczas wędrówki wzdłuż rwącej rzeki, znaleźliśmy cichą wnękę. Modliliśmy się w niej, by zrozumieć, co oznacza: nieustannie ufać Bogu w naszym życiu”. I to właśnie to zaufanie Bogu daje Johannie siłę w czasie niepewności. Mam nadzieję, że pewnego dnia lekarze znajdą rozwiązanie, które pozwoli Johannie i Scottowi złapać się za ręce i wyruszyć na randkę.

Udostępnij
Komentuj
Ten artykuł jest otagowany:
chorobamałżeństwomiłość
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail