Aleteia

Odwiedzić Królową Tatr na Wiktorówkach to czysta przyjemność

Adam Brzoza/FOTONOVA
Udostępnij
Komentuj

Dopiero gdy przejdziemy kolejnych kilka minut przez „stumilowy las”, ujrzymy dzieło sztuki w zakopiańskim stylu: całkowicie drewniany budynek ze spadzistym dachem i krużgankiem z przodu. Tak prezentuje się sanktuarium maryjne na Wiktorówkach.

Jest taka polana, z której widać całe Tatry. Prawie całe. A żeby do niej dotrzeć, wędruje się przez tajemnicze lasy Podhala. Niedługo. Wystarczy mieć mniej więcej godzinę, wyruszając z Wierchu Poroniec lub Palenicy (wersja możliwa tylko latem). Krótki spacer, i już wkraczamy dziarskim krokiem na Rusinową Polanę, a przed naszymi oczami rozciąga się zapierająca dech w piersiach panorama Tatr. Warto zatem nie przegapić okazji i zatrzymać się tu na chwilę. Być może kontemplowanie potęgi gór i bliskość natury okażą się sposobem na odnalezienie wewnętrznego spokoju? Niech jednak nie rozpraszają nas zbyt długo rozkosze piknikowania czy obserwowania owiec – prawdziwy cud jeszcze na nas czeka.

Dopiero, gdy przejdziemy kolejnych kilka minut przez „stumilowy las” ujrzymy dzieło sztuki w zakopiańskim stylu: całkowicie drewniany budynek ze spadzistym dachem i krużgankiem z przodu. Tak prezentuje się sanktuarium maryjne na Wiktorówkach. Choć krajobraz dookoła nie ma do zaoferowania nic szczególnego, po wejściu do kaplicy trudno nie zachwycić się jej prostotą. Pozbawiona została zbędnych dekoracji, co wyjątkowo wycisza przestrzeń i może pomóc przybyszom w zachowaniu skupienia podczas modlitwy. Co jednak zwraca uwagę, to również drewniany, minimalistyczny ołtarz z figurą Matki Boskiej Jaworzyńskiej w centrum. Jednocześnie zaś przyjazna, wręcz domowa atmosfera zaprasza do rozmowy z Bogiem.

Sanktuarium maryjne na Wiktorówkach stało się miejscem kultu ze względu na wydarzenia z 1860 roku – objawienie Królowej Tatr, Matki Boskiej Jaworzyńskiej. To właśnie tu widziana była przez czternastoletnią pasterkę, Marysię Murzańską, opiekującą się owcami na Rusince. Dziewczynka, zgubiwszy owce, wbiegła w las, prosząc Matkę Bożą o pomoc w ich odnalezieniu. Wtedy zaskoczył ją widok niezwykle jaśniejącego świerku, na którym ukazała się Maryja.

Matka Boska obiecała zaniepokojonej Marysi, że zaraz odnajdzie swoje owce oraz skierowała do niej prośbę – aby młoda pasterka opuściła Rusinową Polanę, co uchroni ją przed duchowym niebezpieczeństwem. Góralka otrzymała też polecenie upominania ludzi, żeby nie grzeszyli i odprawiali pokutę za wyrządzone krzywdy.

Co obecnie znajdziemy na Wiktorówkach? Oprócz wspomnianej już kaplicy Królowej polskich Tatr, na zewnątrz, na uświęconym świerku, ustawiona została tablica upamiętniająca objawienie Maryi w tym dokładnie miejscu. A dla wędrowców szukających uzdrowienia – obok kaplicy wypływa źródełko, którego wodom przypisuje się cudowne właściwości lecznicze. Jego odnalezienie zawdzięczamy gaździnie Mariannie, nazywanej Wnękulą, która posłusznie usłuchała objawień Matki Bożej we śnie. Było to niecałe 80 lat po niezwykłym spotkaniu Marysi z Matką Boską.

I choć trudno o definitywne potwierdzenie objawień Maryi na Wiktorówkach, nie zraża to pielgrzymów, którzy wytrwale wspinają się tu na wysokość około 1200 m n.p.m. Dzięki temu, latem mają szansę zatopić się w kojącym zapachu wilgotnego lasu lub nagrzanego słońcem drewna, a zimą usłyszeć trzeszczenie ubijanego pod nogami śniegu. Dodatkowo, niezależnie od pogody, każdy wędrowiec zaproszony jest do odpoczynku przy kubku herbaty w dominikańskiej kuchni. Bo to właśnie pod opiekę dominikanów oddane zostało sanktuarium w 1975 roku przez jednego z największych miłośników polskich Tatr, samego Karola Wojtyłę.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail