Aleteia

Czy idealna katoliczka musi być posłuszną żoną?

Ben White/Unsplash
Udostępnij
Komentuj

Co jakiś czas ktoś ogłasza, że nieomylnie wie, czym jest prawdziwa kobiecość, a geniusz kobiecości to posłuszna żona. Czy taki jest tradycyjny ideał katolicki?

Dyskusje o kobiecości są modne, także w chrześcijaństwie. Ciągle powraca pytanie o relacje męsko-damskie. Co wypada kobiecie? Co może, a co powinna? Co jakiś czas ktoś ogłasza, że nieomylnie wie, czym jest prawdziwa kobiecość, a geniusz kobiecości to posłuszna żona. Czy taki jest tradycyjny ideał katolicki?

Jakie miejsce kobiety wniosło chrześcijaństwo? Jedno z pierwszych, zaskakujących chrześcijańskich małżeństw na kartach Biblii przedstawia św. Paweł. Najmocniej mówią fakty: apostoł wspomina małżeństwo, Pryscyllę i Akwilę, uznając ich za swoich współpracowników.

Co o nich wiemy? Oboje pracowali zawodowo: zarabiali, wyrabiając namioty. Byli więc niezależni finansowo i jednocześnie głosili Ewangelię. Zapisano, że w ich domu gromadził się Kościół – nie było wówczas kaplic ani osobnych ośrodków religijnych, w wybranych domach czytano teksty biblijne i odprawiano Eucharystię, chętnych wprowadzano w chrześcijaństwo.

Apostoł, dumny ze swego wykształcenia, pewny siebie, o mocnym charakterze, chętnie zamieszkał na dłuższy czas z małżeństwem, dzielił z nimi życie codzienne, pracę zarobkową oraz apostolską. Wspominał ich z wielkim szacunkiem: „za moje życie nadstawili karku”, „winienem wdzięczność nie tylko ja sam, ale i wszystkie Kościoły” (Rz 16,3-5).

Wielokrotnie pozdrawiał ich w listach, wymieniając imię żony zdrobniale i na pierwszym miejscu, co mogło szokować nie tylko w ówczesnej kulturze (2 Tm 4,19). Także św. Łukasz wbrew zwyczajom wymienia jako pierwszą Pryscyllę, zapisując, że małżeństwo wyjaśniało naukę chrześcijańską wykształconemu Żydowi (Dz 18,24-28). Razem z Apostołem Narodów udali się w podróż, później św. Paweł starannie pozdrawiał „Kościół, który się zbiera w ich domu” (Rz 16,3-5).

Kim była kobieta Pryscylla? Jej autorytet podkreślali ojcowie Kościoła. Już dla współczesnych musiała być kobietą niezwykłą: Greczynki i Rzymianki pozostawały w swych domach, dziewczęta rzadko uczono czytać, pisać czy zawodu. Pryska jako Żydówka i chrześcijanka żyła zupełnie inaczej: pracowała, zarabiała i nauczała razem z mężem.

Zachowanie pierwszych chrześcijanek rzeczywiście mogło szokować. Często przywoływany fragment z listów Pawłowych o poddaniu żony mężowi zazwyczaj bywa przytaczany w specyficzny sposób: zapomina o kontekście, w jakim powstawały te pisma. Chrześcijanie wkraczali do różnych środowisk i nie chcieli jednocześnie przeprowadzać rewolucji w każdej sprawie, choć łagodzili kwestie niewolnictwa, zwiększali prawa żon i obowiązki mężów.

Sporo rad św. Pawła uznajemy dziś odruchowo za aktualne w ramach ówczesnej kultury. Mężczyźni w wielu epokach z upodobaniem nosili długie włosy, także peruki, a chrześcijanki nie noszą już zasłon. Dlaczego co jakiś czas tak mocno podkreśla się poddanie żon, a nie obowiązki mężczyzn wobec kobiet? Rzeczywiście, już wcześniej różne próby odnowy przynosiły nacisk na wymagania wobec kobiet, także Kościoły protestanckie u swych początków, pragnąc „wrócić do Biblii”, zazwyczaj ograniczały możliwości kobiet, sprowadzając je do obowiązków małżeńskich i rodzinnych.

Na ile katolicyzm określa rolę kobiet? Niekiedy cytuje się Piusa XI, który wspierał „pewną nierówność w małżeństwie”, dla „dobra rodziny” (encyklika „Casti conubii”). Już 40 lat później Paweł VI uznawał za oczywistą kobiecą równość z mężem i jej władzę w kierowaniu życiem rodzinnym, wzrastające zaangażowanie społeczne i polityczne, badania naukowe i sukces intelektualny (adhortacja apostolska „Marialis Cultus”).

Co ciekawe, argumentem stała się zmiana obyczajów – ogłoszonych dogmatów na temat miejsca kobiet w społeczeństwie po prostu nie ma. Na ile Kościół wpływał na kulturę, na ile jej ulegał? Bywało różnie.

Historia wyraźnie pokazuje, że w Kościele na zmianę sytuacji wpływ miały przede wszystkim kobiety – zwłaszcza święte i błogosławione, nierzadko wywołując zgorszenie i opór społeczeństwa. Możliwości kobiet w katolicyzmie wytyczały powoli one same, zwłaszcza w kulturze polskiej.

Gdy tradycyjnie uczono tylko synów, bł. Zofia Czeska otworzyła pierwszą szkołę dla dziewcząt, bł. Marcelina Darowska włączała tzw. przedmioty męskie dla panien, św. Urszula Ledóchowska wprowadzała je na studia, Paula Malecka tworzyła szkoły zawodowe dla kobiet. Gdy robotnic nie chroniły żadne przepisy, Sł. Boża Maria Witkowska i sł. Boża Aniela Godecka zakładały kobiece związki zawodowe. Kto pamięta, że pierwszy dyplom studiów zdobyła Filipina Studzińska, szarytka, z farmacji, w 1824r.?

Gdy ogłaszano nauczanie Piusa XI, bł. Marcelina wzmacniała autorytet żon i potrzebę kształcenia kobiet, zachęcała je do przyjęcia odpowiedzialności za rodzinę i uczyła zarządzania majątkiem. Mało znana jest tradycja kobiet Kościoła… Kardynał Wyszyński jeszcze przed Soborem Watykańskim II pozwolił na studia teologiczne kobiet i zachęcał je do badań i zaangażowania. Może to tradycja polska?

Czy katolicyzm przyczyniał się do hamowania samodzielności kobiet i poddania żon? Jak to ocenić, z czym porównać? Na pewno nie z tradycją islamu i buddyzmu. Jak było w Europie? W Polsce pełne prawa kobiet wprowadzono w 1918 r., a np. we Francji 1944, w kantonach protestanckiej Szwajcarii dopiero w 1971, ostatecznie w 1990 r. Zakaz pracy zawodowej dla francuskich mężatek w kraju wolności, równości i braterstwa zniesiono wreszcie w 1965, w protestanckiej Holandii chyba najpóźniej – w 1966 r.

Pisząca te słowa, studiując w Niemczech, musiała otworzyć konto w banku, by dostać stypendium. W 1987 roku w Monachium postawiono warunek – pisemną zgodę męża lub uwierzytelniony i przetłumaczony dokument z pieczęcią urzędu stanu cywilnego, potwierdzający, że nie jestem mężatką. Przed ścisłym postem na czas ściągania dowodu niezależności uratował mnie argument, że jako Polka nie podlegam prawom niemieckiego landu.

 

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail