Aleteia

Film „Chata”. Czy Bóg ma prawo zabrać moje dziecko?

LFI/Avalon/REPORTER
Udostępnij
Komentuj

Po seansie „Chaty” miałem ochotę wrzeszczeć na Boga. Nie takiej odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia oczekujemy. A jednak – to jedyna odpowiedź, która pozwala nam kochać.

Rodzinny wypad nad położone w malowniczej, górskiej scenerii jezioro jest początkiem „Wielkiego Smutku” w rodzinie Philipsów. W ostatnim dniu wyjazdu dochodzi do serii tragicznych wydarzeń – najpierw wywraca się łódka z dwójką starszych dzieci MacKenziego. Ojciec rzuca się wpław, by ratować syna. Gdy udaje się wyciągnąć Josha na brzeg, wydaje się, że to szczęśliwy koniec historii. Okazuje się, że jest dokładnie odwrotnie. Najmłodsza córeczka – kilkuletnia Missy, która została na brzegu, przepada bez śladu. Rozpoczynają się poszukiwania. Biorą w nich udział policja, ochotnicy i agenci FBI. Niestety – jedynym skutkiem jest odnalezienie zakrwawionej sukienki Missy i ślady sugerujące, że dziewczynka padła ofiarą seryjnego porywacza i mordercy dzieci.

Od tego momentu życie całej rodziny się zmienia. Każdy na swój sposób próbuje radzić sobie z traumą utraty córki czy siostry. Mac wije się pomiędzy poczuciem winy, że nie ochronił Missy, a oskarżeniami pod adresem Boga. Pewnego, zimowego dnia, gdy żona Nan z dziećmi wyjeżdża, Mac znajduje w skrzynce na listy zaskakującą wiadomość – zaproszenie do opuszczonej, górskiej chaty, w której znaleziono sukienkę córki. Choć rozsądek podpowiada, że może to być pułapka zastawiona przez mordercę, bohater pakuje pistolet, sprzęt biwakowy i w tajemnicy przed żoną wyrusza w podróż, która odmieni jego życie.

„Chata” to opowieść, która na pierwszy rzut oka może się wydawać cukierkowa i banalna. Pokazuje historię człowieka, który doświadczył ogromnego bólu, którego nie potrafi znieść i w krytycznym momencie spotyka Boga. Boga, który w niezwykle pięknej i kolorowej okolicy wyjaśnia mu dlaczego pozwolił, by Missy została zamordowana. Ale pod zewnętrzną warstwą lukru musimy zderzyć się z tym, co w życiu jest najbardziej prawdziwe – tajemnicą bólu, miłości i wolności. I pytaniem: dlaczego Bóg pozwala, abyśmy cierpieli? Odpowiedzi, jakie podsuwają nam twórcy do łatwych i cukierkowych już nie należą.

„Chata” to film, który szczególnie mocno może trafić do rodziców. Choć książkę, na podstawie której powstał film czytałem kilka lat temu, to obejrzana teraz ekranizacja zrobiła na mnie znacznie większe wrażenie. Nie dlatego, że film jest lepszy (moim zdaniem nie). Dlatego, że od ponad roku jestem szczęśliwym ojcem. Kiedy wróciłem z seansu do domu i spojrzałem na śpiącego synka, wyobraziłem sobie, że to on mógłby naleźć się na miejscu Missy. Czasami wystarczy chwila nieuwagi. Miałem ochotę wrzeszczeć na Boga. Przecież w takich sytuacjach powinien stawać w obronie tych, którzy sami nie mogą się obronić! Czy Bóg, który jest miłością może dopuścić do cierpienia niewinnego dziecka? Twórcy dotykają tematu, którego większość z nas unika jak ognia – utraty bliskiej osoby i pustki jaka po niej pozostaje. Ale pokazują też perspektywę drogi uzdrowienia.

Fakt, że „Chata” bardzo dobrze wyjaśnia, dlaczego w świecie mamy do czynienia ze złem, nie zmienia tego, że ból i cierpienie są prawdziwe. Prawdziwe, nomen omen do bólu. Kluczem do wyjaśnienia i zrozumienia cierpienia nie jest tutaj jakaś banalna sentencja, ale skomplikowany system relacji, więzi, które tworzą się między ludźmi. I wolność. Bo jeśli Bóg nie chce niewolników, ale kochające dzieci, to niczego nie może nam narzucić. A nasza wolność niejednokrotnie boleśnie zderza się z wolnością drugiego człowieka. I to – jak pokazują twórcy – jest warunek konieczny do tego, byśmy nie byli marionetkami, ale potrafili kochać.

Bóg, jakiego poznajemy w „Chacie” jest absolutnie zaskakujący, inny od tego, którego znamy z witraży czy obrazów. Nie zaprasza nas do świata bez cierpienia. W zimnej jaskini, mówi ustami pięknej kobiety bez ogródek: „Mam ci obiecać życie bez bólu? Nie ma takiego”. Ale też nie boi się absolutnie szczerej relacji z człowiekiem. Zaprasza na śniadanie na malowniczym tarasie, ale poddaje się też pod surowy osąd zranionego Maca.

William P. Young – autor ksiązki – i twórcy filmu postanowili pokazać nam Boga, który staje pośrodku naszej codzienności. Nie mówi – zabiorę twój ból – bo cierpienie nie jest wynikiem Jego decyzji, ale naszych, ludzkich wyborów. Ale jest przy mnie obecny i cierpi razem ze mną. Czy nie tak wygląda prawdziwa miłość?

Udostępnij
Komentuj
Ten artykuł jest otagowany:
chatafilmkinokultura
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail