Aleteia

Dlaczego ukrywamy emocje?

Udostępnij
Komentuj

To było krótko po naszym ślubie. Siedzieliśmy w restauracji obok pary w średnim wieku. Świetnie wyglądali, pili dobre wino, ale o dziwo przez cały wieczór powiedzieli do siebie tylko dwa słowa...

Wyglądali na znudzonych i samotnych. Szczerze mówiąc, nędznie. „Mam nadzieję, że nigdy tak nie skończymy” – szepnęłam Davidowi szturchając go i chichocząc. Ale ta scena dała mi do myślenia, czy za dziesięć lat będziemy jak oni?

Rzeczywiście, dziesięć lat później znaleźliśmy się na kanapie w gabinecie terapeuty, próbując dowiedzieć się, jak się lepiej porozumiewać. W pierwszej dekadzie naszego małżeństwa było wiele radości, byliśmy zadowoleni, ale też przeszliśmy przez wiele wyzwań, wliczając w to stratę pracy, siedmioletnie starania o dziecko i walkę z rakiem. Podczas tych kryzysów wypełnionych skrajnymi emocjami oddaliliśmy się od siebie. Doszło do tego, że odrzucało nas wzajemnie na swój widok.

Po jednej z kłótni, kiedy wracaliśmy ze świątecznej wizyty u mojej rodziny, oboje wiedzieliśmy, że nadszedł czas, by pójść po pomoc. Nie chcieliśmy skończyć naszego małżeństwa rozwodem. Gdy braliśmy ślub, podjęliśmy zobowiązania i chcieliśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby ich dotrzymać.

Oddalanie się

Przez pierwsze miesiące związku do głowy nam nie przychodzi, że kiedykolwiek oddalimy się od siebie, przestaniemy rozmawiać, dzielić się każdym szczegółem dnia. A potem dopada nas życie. Szybko zrozumiałam, że David i ja nie byliśmy jedyną parą, która to przeżywa. Udane małżeństwa czasami są tylko takimi z pozoru, podczas gdy tak naprawdę tworzą je dwie niezależne osoby, które codziennie odnoszą sukcesy, ale nic nie robią razem. Nie są już zaangażowane emocjonalnie, nie są ani partnerami, ani nawet przyjaciółmi.
Nic dziwnego, że główną przyczyną rozwodów jest brak komunikacji. Jeśli małżonkowie nie stawią temu czoła, bardzo szybko powstanie między nimi mur, co amerykański psycholog John Gottman, nazywa efektem stonewall. Na szczęście David i ja zdaliśmy sobie sprawę z problemu, zanim dotarliśmy do punktu, z którego nie ma powrotu.

Kiedy małżonkowie przestają dzielić się emocjami, wypełniają życie innymi rzeczami: uzależnieniami, romansami, pracoholizmem.

Jest wiele powodów, dla których pary przestają się porozumiewać, ale strach przed obnażeniem emocji  jest jednym z największych. Kiedy decydujemy się do nich przyznać, ryzykujemy, że zostaniemy zranieni. A gdy przyznajemy się do głębokich uczuć, a partner je odrzuca – to boli. Boimy się odrzucenia, a jeśli już przeżyliśmy coś podobnego w dzieciństwie, tym bardziej nie umiemy się otworzyć. Jak mówi brytyjski psychoanalityk Donald Winnicott: – Najbardziej obawiamy się tego, co już się kiedyś nam przydarzyło.

Najważniejszą rzeczą, którą dorośli mogą się obdarzyć, to słuchanie siebie nawzajem i sprawianie, aby partner rozumiał, co staramy mu się przekazać. Nie musicie się zawsze ze sobą zgadzać, ale musicie dawać sobie poczucie, że słuchacie i rozumiecie swoje słowa.  Podczas terapii przekonaliśmy się z Davidem, że w czasie naszych małżeńskich kłótni przestaliśmy mówić sobie nawzajem, jak się czujemy i przestaliśmy słuchać, co czuje druga strona. Emocje były za duże, a uczucia zbyt przytłaczające. Dlatego zaczęliśmy wszystkie te uczucia chować gdzieś głęboko,  gdzie budziły niechęć i złość i wylewaliśmy je z siebie przy każdej możliwej okazji. Kiedy nauczyliśmy się nazywać te emocje, dzielić się nimi, zaczęliśmy naprawdę słuchać się nawzajem, a nasze małżeństwo zaczęło lepiej funkcjonować.

Zmiana kursu odbywa się powoli

Zawsze z Davidem rozmawialiśmy przy stole: – Jak ci minął dzień? – dość często na tym się kończyło. – To pytanie nie wystarczy, by naprawdę poprawić relację – mówi Stephanie Whitman z Chicago, licencjonowana terapeutka małżeństw. – Musimy rozmawiać inaczej.  Ważne jest, aby nie tylko mówić o wydarzeniach dnia, ale rozmawiać także o tym, jakie wywołały w nas emocje. A to nie jest proste, boimy się, że usłyszymy : „To śmieszne” albo „To się  nie liczy”.   – Każdy obawia się, że to co mroczne wyjdzie na jaw i zostanie zauważone. Dlatego ukrywamy nasze prawdziwe ‚‚ja” przed sobą nawzajem – pisze Parker Palmer w książce: „A Hidden Wholeness.  The journey toward un undivided life” (Ukryta pełnia).

Kiedy nie chcemy przyznać się do uczuć przed najbliższą osobą ani przed samym sobą, nie żyjemy w pełni.

Jeśli nie podejmiemy ryzyka, nigdy nie zbudujemy głębokiej, intymnej relacji i nie będziemy się sobą cieszyć.

Jak więc rozmawiać, by zapobiec dryfowaniu naszych relacji, żyć w pełni? Jak możemy pokonać wielkie emocjonalne podziały, które sprawiają, że czujemy się samotni i wyizolowani? –  Punktem wyjścia jest zwyczajne pytanie o to, jak minął dzień – podkreśla Janiel Ruiz, terapeuta. – To proste pytanie jest próbą nawiązania kontaktu, ale aby kontakt naprawdę zaistniał, musimy je pogłębić, pytać nie tylko o to jak minął dzień, ale dowiedzieć się, jakie emocje wywołały wydarzenia tego dnia.

Zawsze wiem, kiedy David miał słaby dzień. Odpowiadając mi, wzdycha wtedy, a potem kręci głową. Teraz traktuję to jako znak, żeby dowiedzieć się więcej o tym, co dzisiaj czuł. To ważne, aby mówić partnerowi, jakie emocje i uczucia jego opowieść budzi w tobie. To może być coś w rodzaju: Jestem z ciebie bardzo dumna, że tak świetnie rozwiązałeś ten problem w pracy albo: Kiedy spędzasz czas z naszą córką, jestem wdzięczna, że ma takiego wspaniałego ojca.

– Dzieląc się przeżyciami całego dnia, tak naprawdę wypełniasz lukę, która jest między wami – mówi Ruiz. – Para zaczyna emocjonalny taniec, słowa przestają być zwyczajną komunikacją, a stają się oknem, przez które można zajrzeć do czyjejś duszy. Są też sposobem wyjścia naprzeciw drugiej osobie i oznajmienia jej, co do niej czujemy.

Uczymy się mówić od nowa

Jeżeli jesteś w związku i nie otrzymujesz od ukochanej osoby tego, czego oczekujesz, jesteś załamana. Często nie umiesz nawet wytłumaczyć, co cię zraniło. I tak powstaje błędne koło. Niechęć zaczyna się spiętrzać, a ty zamykasz się w sobie. Zamiast otwarcie rozmawiać o swoich uczuciach, zaczynacie się winić. Nawzajem. – Przestań obwiniać drugą stronę – doradza Whitman. – Przyjrzyj się sobie. Odpowiedz sobie na pytanie, co czujesz? Jak zareagujesz następnym razem, gdy ktoś podzieli się z tobą emocjami? I bardzo ważna rzecz: mówiąc, nie zapominaj używać pierwszej osoby  – mów ,,ja”, mów o sobie – dodaje. – Gdy zaczynasz rozmowę od słowa ,,Ty”, to może być znak, że obwiniasz drugą stronę.

Rozpoczynając wypowiedzi od ,,ja”, dajemy partnerowi w dyskusji szansę na automatycznie uruchomienie jego własnej empatii – mówi Whitman. – Wtedy nie trzeba mu tłumaczyć, jak ma się wczuć w twoją sytuację – dodaje.

Teraz, kiedy jemy z Davidem kolację we dwoje, cały czas rozmawiamy. A kiedy milczymy, to nie jest to niezręczna cisza, nuda, odrzucenie ani oddalenie. To cisza dwójki ludzi, którzy mają za sobą wielką bitwę. Ludzi, którzy walczyli o swoje małżeństwo, a dziś łączy ich wdzięczność za wspólny trud i wytrwałość. I za to, że jesteśmy wreszcie na dobrej drodze.

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail