Aleteia

Kard. Nycz: Trzeba pomóc tym, którzy uciekają przed wojną

Udostępnij

Nie chodzi o to, czy pomagać uchodźcom. Pytanie brzmi, jak robić to dobrze. Z metropolitą Warszawy rozmawia Andrea Tornielli.

Eminencjo, niedługo odbędą się w Polsce Światowe Dni Młodzieży: jak się do tego wydarzenia przygotowujecie?

Najważniejszą sprawą jest przygotowanie duchowe i duszpasterskie do ŚDM. O tym niestety w mediach mówi się za mało, mimo, że w Polsce w tej mierze dzieje się naprawdę sporo. Zarówno w diecezjach, gdzie w ramach tzw. Tygodnia Misyjnego, przed spotkaniem z papieżem będzie przyjmowana młodzież z całego świata, jak i w samym Krakowie i sąsiednich diecezjach. Jest przygotowywany ciekawy, wielowątkowy program kulturalny, religijny, duchowy i taki, który pozwoli młodzieży poznać nasze regiony. Kraków ma niewątpliwie dużo do pokazania światu, zarówno od strony kultury i sztuki, ale głównie od strony duchowej, z wielką postacią jak Jan Paweł II na czele.  Mamy sanktuarium poświęcone Janowi Pawłowi II, czy sanktuarium Bożego Miłosierdzia.

ŚDM to doświadczenie wiary i Kościoła powszechnego, jednego Kościoła we wszystkich narodach. To jest doświadczenie potrzebne dla każdego pokolenia. Samo spotkanie z papieżem, który w naszym kraju jest przyjmowany przez młodzież i nie tylko, entuzjastycznie, absolutnie w sposób porównywalny do pontyfikatu Jana Pawła II.  Chciałbym powiedzieć do młodych z całego świata: przyjeżdżajcie, nie bójcie się, na pewno nie będziecie zawiedzeni.

Polskie media donoszą o zagrożeniu atakiem terrorystycznym. Co ksiądz kardynał o tym sądzi?

Chciałbym wszystkich uspokoić. Z pewnością odstraszającym elementem dla młodzieży z całego świata i dla rodziców młodych ludzi są wydarzenia do jakich doszło w ostatnim czasie w Paryżu i Brukseli. Rozumiem co czują rodzice, ale z drugiej strony władze Państwa i służby bezpieczeństwa są w stanie zapewnić bezpieczeństwo i spokojny przebieg Światowych Dni Młodzieży. Stuprocentowej pewności nigdy nie ma, ale myślę, że byłoby wielkim sukcesem terrorystów, gdyby im się udało doprowadzić do zredukowania programu ŚDM.

A jeśli chodzi o przygotowanie struktur, na jakim etapie jesteście?

Trzeba pamiętać, że w ostatnim półroczu w Polsce nastąpiły wielkie zmiany na kilku poziomach: rządu, samorządów lokalnych i w samym województwie małopolskim, gdzie będą odbędą się ŚDM. Przygotowania w tym miejscu rozpoczęły się trzy lata temu, i od samego początku przebiegały na najwyższym poziomie. Nie jest prawdą jakoby wszystko ruszyło pół roku temu z nadejściem nowego rządu! Przygotowania trwają już trzy lata i jestem głęboko przekonany, że to co robimy, to dobra kontynuacja.

Czy mogę zapytać w jaki sposób Kościół polski przyjął adhortację apostolską Amoris laetitia?

Jak to powiedział papież Franciszek w ostatnim wywiadzie dla francuskiego dziennika La Croix: debata rozpoczęła się od wykładu kard. Waltera Kaspera w czasie konsystorza 2014 roku. Potem odbyły się dwa synody o rodzinie i wreszcie dostaliśmy końcowy dokument tych zgromadzeń. I myślę, że w tym kontekście Kościół w Polsce odczytuje adhortację. We wspomnianym wywiadzie papież stwierdził – i to mi się podoba – że wszyscy przeszliśmy długą drogę wokół tematu tak ważnego jakim jest rodzina. Z tego narodziła się pogłębiona refleksja nad rodziną zawarta w adhortacji apostolskiej: dla mnie to medytacja nad rodziną. Papież Franciszek powiedział, że nauczyliśmy się także pogłębionego spojrzenia na synodalność w Kościele. W pewnych częściach tego prawie trzyletniego procesu, bardziej rozumieliśmy synod jako „cum Petro”, z papieżem, Piotrem naszych czasów. Ale ostatecznie dodaliśmy element, bez którego synodalność by nie istniała, czyli „sub Petro”, pod przewodnictwem papieża.

Jak konkretnie jednak została przyjęta adhortacja w Polsce?

Generalnie wierni, księża i biskupi przyjęli ten dokument bardzo pozytywnie i spokojnie. Istnieją grupy dziennikarzy, czy zorganizowanych świeckich, którzy próbują nadinterpretować ideologicznie tekst adhortacji. Niektórzy więc twierdzą, że „jest tam za mało” inni, że „za dużo” powiedziane w pewnych kwestiach. Media koncentrują się przez to zbytnio na ósmym rozdziale adhortacji.

W naszej diecezji próbujemy na kanwie adhortacji, w relacji do wiernych i do księży, koncentrować się na rozważaniu trzech elementów, które stanowią bazę dokumentu: przypatrzeć się przygotowaniu do małżeństwa, nauczyć się towarzyszyć małżeństwu i w tym kontekście rozeznania. Mogę powiedzieć z pewną satysfakcją, że zanim ukazała się adhortacja Amoris laetitia, zaproponowaliśmy w diecezji pogłębioną formę przygotowania do małżeństwa. Kilka dni temu zakończyliśmy cykl studiów podyplomowych na wydziale teologicznym w Warszawie, gdzie młode małżeństwa przygotowywały się by na poziomie parafii zaproponować grupy wsparcia i towarzyszenia innym młodym małżeństwom.

Najbardziej kontrowersyjnym punktem adhortacji jest kwestia rozeznania.

To bardzo ważne, by rozeznając niektóre sytuacje, tym osobom, którym się nie powiodło, nie udało się uratować małżeństwa, dać wszystko, co jest możliwe w Kościele. Amoris laetitia jest kontynuacją, a nie zmianą zasad, które ustanowił w swoim czasie Jan Paweł II. Cieszy, że ta adhortacja jest refleksją nad pięknem teologii małżeństwa. Przy zachowaniu zasad teologicznych małżeństwa, jego sakramentalności i nierozerwalności, jest to dokument praktyczny i o szerokim wymiarze duszpasterskim.

We wspomnianym wywiadzie dla „La Croix” papież powiedział, że liczy bardzo na współpracę Rady ds. Świeckich, na jej pomoc duszpasterzom w kwestii rozeznawania poprzez przygotowanie pewnych jasnych, obiektywnych kryteriów. Sądzę, że pozostawianie rozeznania jedynie subiektywnemu osądowi spowiedników, bez wyznaczenia obiektywnych kryteriów, byłoby nieroztropne.

W ostatnim czasie wzmaga się debata na temat imigracji. Co myśli Ksiądz Kardynał o postawie rządu polskiego i innych w Europie Wschodniej?

Polska jest w nieco innej sytuacji niż pozostałe państwa, bo dla imigrantów jesteśmy wciąż krajem mało atrakcyjnym i bardziej krajem tranzytowym. Jako Kościół i Konferencja Episkopatu Polski jednak mocno rozróżniamy uchodźców, którzy uciekają przed wojną – przed śmiercią i nie mają dokąd wrócić – i tych, którzy przybywają by jedynie poprawić sobie poziom życia, lepiej zarabiać, czyli robią dokładnie tak, jak my Polacy jeszcze 30, 40 lat temu w czasach komunizmu. Wtedy Włosi, Niemcy, Austriacy nas przyjmowali! I tak też dzieje się dzisiaj, bo przecież dwa miliony Polaków pracuje wciąż poza granicami kraju.

Chciałbym też przypomnieć, że do Polski napływa wciąż duża fala imigrantów z Ukrainy. W tej chwili przypuszcza się, że może być ich ponad milion. Wśród nich jest niewielki procent uchodźców wojennych, z Donbasu, ze Wschodniej Ukrainy. Prawdą jest, że w kwestii przyjmowania imigrantów poszczególne kraje Europy przyjmują różne koncepcje i postawy: jedni chcą przyjmować bez ograniczeń i potem się z tego wycofują, inni próbują to robić w myśl umowy zawartej z Turcją, co nie jest też do końca jasne. Według mnie uciekającym przed wojną ludziom trzeba pomagać! Dla mnie nie jest to kwestia pytania czy pomagać, czy też nie. Trzeba im pomagać! Można dyskutować tylko nad tym, gdzie i jak robić to dobrze i skutecznie.

Mówi się, że niesie to ze sobą ryzyko islamizacji…

W Polsce od piętnastu lat przyjmujemy uchodźców muzułmańskich. Z samego Kaukazu przyjęliśmy ponad 90 tysięcy osób. Zostało z tego może 25 tysięcy, czyli jedna czwarta: niektórzy z nich wrócili do domu, inni wyruszyli na Zachód. Nie widzę, by integracja tych ludzi w Polsce stworzyła jakiekolwiek większe problemy społeczne czy religijne. Można powiedzieć więc, że w jakiś sposób jesteśmy przygotowani. Takie organizacje jak Caritas Polska, Caritas w diecezji, czy niemiecka organizacja Kirche in Not (Kościół w potrzebie), która działa także w naszym kraju, czynią niezwykle dużo by pomagać tym, którzy cierpią w Libanie, w Jordanii, w Syrii bez względu na to, czy pomagają chrześcijanom, czy wyznawcom innych religii. To wydaje mi się szalenie ważne.

Ale także w Warszawie, moja diecezjalna Caritas we współpracy z władzami regionu, jesteśmy w stanie, jeśli tylko zaistnieje rzeczywiście taka potrzeba, efektywnie włączyć się w proces przyjmowania ludzi. Współpracujemy także ze Wspólnotą Św. Idziego w tej mierze. Nie chcę natomiast wdawać się w polityczną ocenę postanowień rządów w krajach Europy Środkowo Wschodniej. Natomiast gdyby sprawy posunęły się zbyt daleko, gdyby sytuacja się pogorszyła, myślę, że polski rząd nie pozostanie obojętny na ewangeliczne słowa Jezusa: byłem przybyszem, a przyjęliście mnie.

Mówi się, że niektóre z apeli papieża Franciszka, szczególnie dotyczące duszpasterzy, nie są dobrze przyjmowane w Kościele w Polsce. Czy to prawda?

Myślę, że generalnie tak nie jest. Choć prawdą jest, że papież jest inaczej przyjmowany przez katolików świeckich, a inaczej przez księży. Myślę, że różne są tego przyczyny. Kiedy czytałem ostatnio o papieżu Franciszku i o Ameryce Południowej, nasunęła mi się taka myśl: po trzech latach pontyfikatu Franciszka – jeśli chodzi o akceptację samego papieża – mamy sytuację analogiczną do tej z czasów św. Jana Pawła II. Powiem najbardziej delikatnie jak tylko się da: w Ameryce Południowej Jan Paweł II był przyjmowany entuzjastycznie przez katolików świeckich, natomiast w związku z kwestią teologii wyzwolenia, przez biskupów i księży był przyjmowany… inaczej.

Rozmawiał Andrea Tornielli

Materiał pochodzi z serwisu Vatican Insider
Tłumaczenie: Joanna Bątkiewicz-Brożek