Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

2019 bez Aletei? Z Tobą damy radę!      WESPRZYJ NAS

Aleteia

Jola Szymańska: Jak rozmawiać o wierze i nie zwariować

Uśmiechnięta Jola Szymańska
fot. Marek Straszewski
Udostępnij

Dorastając w Kościele człowiek nabiera czujności. Kompletuje oręż, konieczny do przetrwania w dżungli poglądów i racji. Wyostrza zmysły, tak, aby jednocześnie panować nad nimi i mieć je w zanadrzu. Na wypadek sytuacji, w której powinien zareagować.

Jako autorka bloga, który otwarcie traktuje o wierze, często jestem pytana o problemy Kościoła, odchodzenie młodych ludzi od wiary, o wystawne uroczystości religijne i kontrowersyjne kwestie społeczne. Szczególnie na początku budziło to we mnie różne emocje. Najczęściej był to strach – obawa przed intencjami i wyimaginowanymi sugestiami drugiej strony. Nigdy się one nie potwierdziły.

Dziś, nieważne czy pytanie postawione jest znienacka czy mam czas na przemyślenie sprawy, w pierwszej chwili czuję się doceniona i ważna. Za moment przychodzi jednak inna myśl.

Przypominam sobie, że od tego czy w tym momencie zrezygnuję z własnego ego i otworzę się na działanie Ducha Świętego i Jego przekaz, zależy Prawda. A to już wielka odpowiedzialność. Jeżeli przyznaję się do Chrystusa, moje słowa nie są tylko gadaniem dla gadania. I nie firmują tylko mnie.

Mam rację – mam problem

Zabieranie głosu w kwestii wiary, Kościoła, religijności i samego Boga jest trudne, bo dotyczy kwestii dla wierzących najważniejszej – Prawdy, na której zbudowaliśmy swoje życie. I w imię której podjęliśmy niejedną ciężką decyzję. Dlatego emocje są tu zupełnie naturalne. Ale nie tłumaczą wrogości i reagowania na cudzy światopogląd emocjonalno-słowną maczetą.

Łatwo powiedzieć. Co robić, kiedy budzi się w człowieku sztorm i dla zachowania względnego soul-life-balanse potrzebuje on ściąć przeciwnika (najczęściej Bogu ducha, nomen omen, winnego) w pół? Po pierwsze – przestać myśleć o sobie. W ataku paniki zapominamy, że naszym celem nie jest walka z poglądami drugiego człowieka, a tym bardziej z nim samym. Jest nim zbawienie. A na nie od jakichś dwóch tysięcy lat mamy sprawdzony przepis.

Wyjdź na ten banalny szczyt

„Miłość do bliźniego swego”? Serio? Taki banał? Tyle się o niej nasłuchaliśmy, że wydaje się być prostsza niż przespanie kiepskiego kazania. W naszym chrześcijańskim życiu kroczymy dzień za dniem po piaskach miejskiego wybrzeża jak Król Lew. Dziedzice nieba. Dzieci Boga. Katolicy. Sprawiedliwi i przekonani. Dopiero kiedy na nasz teren wkracza obcy i swoją postawą drażni każdą najmniejszą komórkę naszego prawego organizmu, następuje moment, w którym banał miłości okazuje się trudniejszy niż zdobycie Korony Ziemi.

I jak go tu nie zabić twardymi ripostami rodem ze szkolnej katechezy?

Nie chodzi o różnicę zdań

Nie ma niczego złego w wyrażaniu swojej opinii, w różnicy zdań ani w ich wymianie. Ale niesamowicie trudno oddzielić Prawdę od własnych emocji i ran. Mi pomaga prosta myśl: wyrażając opinię (na temat czegokolwiek, a w szczególności na temat wiary i Kościoła) nie musisz nikogo przeciągać na swoją stronę. Ba, nie chodzi tu o twoją stronę! Chodzi o niebo.

Ta subtelna zmiana perspektywy przesuwa mnie na boczny tor. Wbrew pozorom trudno o piękniejsze miejsce.

Kiedy rezygnuję z podkreślania swojej racji i słuszności, staję się wolna. Przestaję być wyniosłą panią sytuacji, a staję się rozmówcą. I okazuje się, że żaden oręż nie jest mi potrzebny. Potrzebna jest mi wyłącznie Boża obecność. Bez Niej nie przekonam ani świata ani rozmówcy, ani nawet do końca samej siebie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail
2019 bez Aleteia.pl? Nie musi tak być!

Wierzę, że Aleteia.pl stała się dla Ciebie ważnym miejscem w Internecie i że nie wyobrażasz sobie, by nagle miała zniknąć. Niestety, w 2019 roku możemy liczyć na zdecydowanie mniejsze wsparcie ze strony zagranicznych katolickich sponsorów i inwestorów. Ta sytuacja sprawiła, że istnienie Aleteia.pl – która, paradoksalnie, rozwija się z sukcesami – stanęło pod znakiem zapytania. Bardzo potrzebujemy Twojej pomocy, bo bez niej nie damy rady kontynuować naszej misji ewangelizacyjnej.

Z Tobą damy radę!