Aleteia

W podróż z maluchami. Jest się czego bać?

tookapic/Pixaby
Udostępnij

Wystaraczy kilka spraw dobrze poukładać – przede wszystkim w swojej głowie.

Barcelona, Rzym, Paryż, Solden, Amsterdam, USA – to tylko niektóre z punktów na mapie odwiedzone przez nas w małżeńskich, bezdzietnych czasach. Natomiast kiedy w aucie pojawił się fotelik samochodowy, a wraz z nim lokator bez instrukcji obsługi, zderzyliśmy się ze ścianą, która wydawała się nam nie do przeskoczenia. Na szczęście uwielbiamy razem włóczyć się po świecie, więc przez ową ścianę zdecydowaliśmy się przebić. Młotem pneumatycznym.

Pierwsza podróż dalej niż do kościoła to były Mazury. We dwoje przemierzaliśmy tę odległość w trzy godziny. Z dzieckiem jechaliśmy około siedmiu! Wpakowaliśmy do bagażnika niemalże cały dorobek naszego życia. Plus wanienkę. Podczas tej drogi zdążyliśmy się pokłócić x razy, a ja zaoferowałam, że wrócę do domu piechotą. Jednym słowem: iskrzyło!

Potem było już tylko lepiej. Na dowód tego powiem, że nadal jesteśmy małżeństwem. Co się zmieniło?

 

Nasze błędy

Posłuchajcie i uczcie się na naszych błędach.

Przeżyć. To jest nadrzędny cel każdego naszego wypadu. Mamy w sobie głębokie pragnienie powrotu do domu z obrączkami na palcach. Ten punkt ustawia w odpowiedniej hierarchii każdy następny.

Luz. Pierwsze przykazanie każdego rodzica. Przygotuj się na najgorsze i miej nadzieję na najlepsze. Pamiętaj, że jedziesz z małym dzieckiem. Ono nie rozumie, dlaczego cudowne, wypasione wakacje musi okupić wielogodzinnym bezruchem w foteliku. Więc ma prawo się złościć. Ty masz prawo być nieidealnym rodzicem i po siedemdziesiątym ataku płaczu puścić dziecku godzinną bajkę. Możecie też zatrzymać się przy jakimś placu zabaw i odetchnąć. Luz ma poczucie humoru, luz wyrywa nas z błędnego koła kotłujących się emocji, luz jest niezawodnym środkiem wspomagającym w poszukiwaniu wyjść z sytuacji patowych. Luz jest fajny. Miej luz.

Plan. Bez niego ani rusz. Zaplanuj postoje. Dla dziecka niech to będzie czas aktywny, na świeżym powietrzu. Zaplanuj nieplanowane noclegi, odwiedziny u lekarza i trzymaj w rękawie wszystkie atrakcje po drodze, które mogłyby uratować wiszące na włosku życie współpasażerów. Plan daje poczucie, że sytuacja jest pod kontrolą.

Pakowanie. Warto zrobić to przynajmniej dzień wcześniej. My nagminnie pakujemy się w dniu wyjazdu. Nie bierz z nas przykładu. Lista rzeczy spisana na kartce albo w telefonie działa niezwykle uspokajająco. Zdarza się mimo to czegoś zapomnieć. I tu sprawdza się zasada nr 1, czyli luz. O ile nie wybierasz się do Puszczy Amazońskiej, wszystkie podstawowe rzeczy można kupić w dowolnym cywilizowanym zakątku Ziemi. I najważniejsze! Zapakuj dziecko, choć rozumiem, że pokusa zapomnienia bywa ogromna.

Rozrywka. Kilkugodzinna podróż w puszce zwanej samochodem albo samolotem jest stresogenna. Jeśli przestrzeń będziesz dzielić z obcymi ludźmi, okaż miłosierdzie i zabierz do podręcznego bagażu zabawki, które nie wydają żadnych dźwięków. Dzieci potrafią niezmordowanie naciskać jeden i ten sam guzik. Wówczas istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że – oprócz ciebie – ktoś jeszcze na pokładzie samolotu przejdzie załamanie nerwowe. Wujek Google ma mnóstwo pomysłów na kreatywne zabawy, a te dzieci uwielbiają najbardziej. Skorzystaj!

Wszyscy święci i święte Boże, módlcie się za nami! Dobrze jest mieć support z nieba. Razem z moim mężem, zaraz po włączeniu silnika, modlimy się, dziękując za to, co będzie. Takie podziękowanie z góry nastraja nas pozytywnie do niechcianych niespodzianek. W ten sposób przypominamy sobie, że w świecie wiary nie ma przypadków, więc rosnące jak grzyby po deszczu problemy i problemiki to dla nas wyzwania, z których uczymy się wyciągać wnioski.

 

Gramy w jednej drużynie!

Jeśli twój strach przed podróżą z małym dzieckiem ma wielkie oczy i paraliżuje w tobie zapał, popatrz na nas i na nasz pierwszy wypad. Byliśmy totalnie nieprzygotowani i przeżyliśmy. Mało tego, kilka miesięcy później pojechaliśmy w Alpy i rozkręciliśmy się tak bardzo, że kupiliśmy bilety do Stanów.

Dziś podróżujemy z trójką małych dzieci, bez wanienki i wyrywania sobie włosów z głowy. Sekret udanego wypadu jest prosty: choćby wszystko, co na niebie i ziemi, sprzysięgło się przeciwko nam, gramy w jednej drużynie! Wyjeżdżamy jako małżeństwo i jako małżeństwo wrócimy. A przy okazji będziemy się dobrze bawić!