Aleteia

Ruszasz w drogę? Uważaj, to niebezpieczne

Pexels
Udostępnij

Możesz wrócić jako inny człowiek.

W całym Singapurze nie wolno żuć gumy do żucia. Złamanie tego zakazu grozi natychmiastowym zatrzymaniem przez policję. W Tajlandii nie do przyjęcia jest np. zniszczenie banknotu z wizerunkiem monarchy lub nadepnięcie monety. Dla Tajlandczyków to prawdziwa obraza. Z kolei wybierając się do Bułgarii musimy pamiętać, że skinienie głową na „tak” w Bułgarii oznacza „nie”, natomiast przeczące kiwanie głową to w języku Bułgarów przytakiwanie.

Te i wiele innych zwyczajów z różnych krajów poznaje każdy podróżnik jeszcze przed wyjazdem, na etapie planowania podróży. Nierozważne byłoby złamanie jednej z powyższych zasad i narażenie się na kontrolę służb lub obrażenie miejscowej ludności. Niektórzy jednak twierdzą, że prawdziwa przygoda rozpoczyna się wtedy, kiedy w podroży pojawiają się problemy i niespodziewane sytuacje, bo dopiero wtedy zaczynamy się uczyć i rozwijać.

Od dłuższego czasu powtarzam na spotkaniach autorskich, że moje podróże były jedną
z najlepszych inwestycji we własny rozwój. Z żadnej książki, programu telewizyjnego czy nawet rozmowy z najbardziej doświadczonym podróżnikiem nie dowiemy się tyle o świecie, co w trakcie własnej wyprawy. To spostrzeżenie pojawiło się w mojej głowie dopiero po 3 latach podróżowania. Od tamtego momentu czuję się świadomym podróżnikiem – zdobywcą. Dzisiaj jestem także marką, autorką książki o podróżowaniu, publicystką i ekspertem w dziedzinie taniego podróżowania. To wszystko stało się właśnie dzięki podróżowaniu.

Pozbyć się tego, co niepotrzebne

Mija rok od mojej wędrówki do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela. Ta podróż była dla mnie bardzo ważna, marzyłam o niej wiele lat. W końcu znalazłam odwagę, by to marzenie spełnić.

W trakcie wędrówki codziennie pokonywałam pieszo od 25 do 35 km. Plan dnia był bardzo prosty: pobudka przed świtem, szybka toaleta, pakowanie plecaka, śniadanie, dziesięciogodzinna wędrówka, po południu meldunek w miejscowym albergue (z hiszp. schronisko), prysznic, pranie, obiadokolacja, odpoczynek, sen.

Pielgrzym ma ze sobą tylko to, co uda mu się przenieść na swoich barkach. Dla kobiety to nie lada wyzwanie! No bo jak spakować się w 3 tygodniową podróż do plecaka o pojemności 35 l? Nie miałam wyboru. Musiałam zrezygnować z zabrania wielu „niezbędnych” rzeczy. W dniu wylotu do Hiszpanii mój plecak ważył 13,5 kg bez jedzenia i bez wody. Po 3 dniach wędrówki zdecydowałam się odesłać do domu 4 kg bagażu. Perspektywa mniejszego obciążenia i łagodniejszego bólu pleców była zdecydowanie bardziej kusząca od noszenia kilku gadżetów i ubrań, bez których miałam sobie nie poradzić w podróży.

O dziwo, wcale nie brakowało mi tych rzeczy. Zamiast sprawdzać mapę na GPS-ie, pytałam napotkanych ludzi o drogę; zamiast sprawdzać pocztę służbową i szukać dostępu do Wi-Fi, miałam więcej czasu dla siebie, czasu na integrację z innymi pielgrzymami, wymianę doświadczeń czy zwiedzanie.

Dopiero wtedy zrozumiałam sens drogi, sens Camino: trzeba pozbyć się tego, co niepotrzebne, rzeczy, które tak bardzo przysłaniają nam rzeczywistość. Wtedy można się otworzyć na nowe doświadczenia, ludzi, na otaczający nas świat. Każdego dnia najpiękniejszym momentem był wschód słońca. Małe rzeczy, nawet tak banalne jak czysta pościel, ciepły posiłek czy odpoczynek nad jeziorem sprawiały mi ogromną radość. Z dnia na dzień otwierałam się coraz bardziej na to, co mnie otaczało. Do szczęścia czasami potrzeba tak niewiele.

Opuścić strefę komfortu

Wyruszając w podróż mamy wiele oczekiwań, przygotowany plan, nadzieję na wspaniałą pogodę i same pozytywne zdarzenia. W bagaż zabieramy to, co ma nas przygotować na wszelkie okoliczności pogodowe i zdrowotne. Hotel jest gwarancją relaksu. To wszystko ma zapewnić nam spokój. Czy jednak przywieziemy ze sobą coś cennego z wyprawy?

Istnieje niebezpieczeństwo przywiązania do rzeczy materialnych, pozornie niezbędnych, a w rzeczywistości tak błahych. Może zamiast korzystania z tego, co mamy pod nosem, warto zapewnić sobie inne doświadczenia? Np. wyjść z hotelu, porozmawiać z lokalnymi ludźmi w barze, nauczyć się czegoś lub pójść na spacer mało uczęszczaną trasą.

Nasze osobiste odkrycia i przeżycia będą dla nas najcenniejszą pamiątką, a nawet mogą silnie wpłynąć na naszą osobowość i podejście do codziennych spraw. Nie chodzi o to, by po powrocie z podróży porzucić cały swój dorobek i przenieść się do szałasu. Chodzi o uczenie się, wyciąganie odpowiedniej nauki. Być może dzięki temu będziemy w stanie dostrzec rzeczy, które do tej pory przewartościowywaliśmy. Nie bójmy się zmian i wyzwań, nawet jeśli niosą ze sobą ryzyko utraty komfortu. Wyruszając w podróż pamiętajmy, że życie jest proste. Otwórzmy swój umysł, ramiona i serce na nowe rzeczy i ludzi, a zyskamy więcej, niż byśmy oczekiwali.