Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Tak, mordowaliśmy was. Ale teraz chodźcie na herbatę”. O rocznicy rzezi wołyńskiej inaczej

Rekonstrukcja rzezi Polaków na Wołyniu
REPORTER
Udostępnij

Naprzeciw siebie stają Polacy, którzy ocaleli i Ukraińcy, którzy przyglądali się ich kaźni. Potomkowie zamordowanych i tych, którzy byli w sotniach OUN/UPA. Co się wydarzy?

Kiedy oglądam fotografie czy filmy dokumentalne na temat rzezi wołyńskiej, uderza mnie zasadniczo jedna rzecz. Pustka. W miejscach kaźni setek Polaków bardzo często nie ma (a przynajmniej przez wiele lat nie było) niczego. Żadnego znaku upamiętniającego tragiczne wydarzenia, których kumulacja nastąpiła w 1943 roku. Żadnych krzyży, zniczy czy kwiatów.

 

Pustka

Zbrodnia, właściwie do dziś nieosądzona, przez wiele lat była tematem tabu. Z powodów politycznych nie znalazła – jak podkreślał dr hab. Andrzej Kunert, Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa – należnego miejsca w polskiej historiografii.

A skoro dla blisko 120 tys. ofiar ludobójstwa na Wołyniu nie było miejsca w podręcznikach historii, to nie było również pomników czy cmentarzy.

Czytaj także: Po co nam rachunek krzywd?

Impas został jednak przełamany na początku lat 90., dzięki staraniom wielu ludzi, m.in. potomków pomordowanych Polaków. Wśród nich był dr Leon Popek, historyk z KUL, którego dziadek, krewni i kuzyni znaleźli się wśród zamordowanych 30 sierpnia 1943 roku mieszkańców wsi Ostrówki i Woli Ostrowieckiej.

W 1990 roku Popek zaczął organizować pielgrzymki na wołyńskie cmentarze. Celem było ich uporządkowanie i odbudowa. Ale także przywrócenie pamięci o ofiarach przez postawienie pomników, tablic czy innych znaków.

W tych pielgrzymkach uczestniczyli zwykle ci, którzy ocaleli z rzezi, albo krewni pomordowanych Polaków. Niezwykłe są dwie kwestie.

 

Iskry

Ocaleni, w momencie zbrodni zwykle kilkuletnie dzieci, bezbłędnie wskazują miejsca kaźni. Zachodzę w głowę, jak rozpoznają je w tych bezkresnych stepach. Na pustych polach, łąkach odmierzają po kilka, kilkanaście kroków i stają. Milczą. Z nabożnością wskazują: „To tutaj”. I faktycznie – z traw czy krzaków wyłaniają się szczątki fundamentów, pojedyncze cegły.

Czytaj także: „Wołyń”: z dala od nacjonalistycznych, polityzujących i manipulatorskich interpretacji [recenzja]

Drugim zaskakującym momentem są pierwsze spotkania Polaków i Ukraińców. Spotkania po latach. Polaków, którzy ocaleli i Ukraińców, którzy przyglądali się ich kaźni. Potomków zamordowanych i tych, którzy byli w sotniach OUN/UPA.

Te pierwsze spotkania iskrzą, dlatego są takie wyjątkowe. Dr Popek, wspominając je, używa nawet słowa „cud”. W 1990 roku do Woli Ostrowieckiej (kiedyś 400-letniej wsi tętniącej życiem, dziś – pustki) przyjeżdża pielgrzymka. Naprzeciw Polaków stają Ukraińcy.

„A wyście nas wymordowali. Wypędzili. Wyście wszystko po nas zrabowali” – rzuca ktoś z Polaków. Na to ukraińska kobieta odpowiada: „Tak, wypędziliśmy was. Nasi chłopcy was wymordowali. Wszystko po was żeśmy wzięli. I co z tego? Wy żyjecie tak, jak przed wojną dziedziczka Konczewska, a my – zobaczcie – w gumowych butach i kufajkach. Jak nic nie mieliśmy, tak nic nie mamy”.

 

Spotkania

Popek myśli, że to pierwsza i ostatnia zorganizowana przez niego pielgrzymka. Po tylu latach wzajemnej nienawiści zaraz dojdzie do przepychanek. „Panie Boże, ratuj!” – woła rozpaczliwie w myślach.

Ale dzieje się coś niesamowitego. „Tak, myśmy was wymordowali – przyznaje Ukrainka – ale teraz chodźcie na herbatę” – mówi niespodziewanie. Uciekła chowana latami złość, nienawiść. Ukraińcy zaczęli się witać z Polakami, pytać, skąd są, jak się nazywają. Okazywało się, że razem chodzili do szkoły, spędzali wspólne dzieciństwo.

Czytaj także: „Trzeba było, to się ratowało”. Opowieść o Ukraińcach, którzy ocalili Polaków na Wołyniu

„Lody zostały przełamane” – wspomina Popek.

Nierozliczone zbrodnie będą dzielić. Wina bez kary nie pozwala zabliźnić się ranom. Spory (skądinąd słuszne) o słowa, uchwały sejmowe, dni pamięci to jedna strona medalu. Po drugiej są ludzie. Ludzie, którzy stają naprzeciw siebie. I którzy, pomimo wielkiej zbrodni, potrafią razem napić się herbaty.

*Korzystałam z:
1. L. Popek. Ostrówki. Wołyńskie ludobójstwo, 2011
2. T. Arciuch, M. Wojciechowski (reż.), Zapomniane zbrodnie na Wołyniu, 2009
3. J. Nowakowska (reż.), Wołyń. Zapis zbrodni, 2013

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail