Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Słyszałeś o Wesołym Cmentarzu w Rumunii? Tu śmierć przeplata się z radością życia

www.bogdanpopovici.ro/Flickr
Udostępnij

Wesoły Cmentarz to jedno z miejsc, które koniecznie trzeba odwiedzić, podróżując po rumuńskim Maramureszu. W tym regionie makabra sąsiaduje wyjątkowo blisko z lekkością bytu.

Cmentarz Biedaków

Więzienie w Sighetu Marmatiei odwiedziłem po raz pierwszy jako świeżo upieczony ambasador w Rumunii, w roku 1993. Wtedy już nie było tam więźniów. Bukareszteńska fundacja Akademia Obywatelska przekształcała właśnie dawny zakład penitencjarny w placówkę muzealną: Pomnik Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu. Wkrótce stał się też miejscem międzynarodowych spotkań na temat komunistycznej przeszłości. Przywódcy Akademii Obywatelskiej, moi przyjaciele Ana Blandiana (wybitna poetka) i jej mąż Romulus Rusan, stworzyli obiekt, który dziś trzeba koniecznie odwiedzić, jadąc do Rumunii – jedyne chyba takie muzeum pokazujące pełną panoramę komunistycznego szaleństwa we wschodniej części Europy.

Samo miejsce, które zostało wybrane w tym celu, jest makabrycznym symbolem owej epoki. W tym więzieniu, w odległości około kilometra od granicy ukraińskiej (wtedy sowieckiej) wymordowano w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku kilkudziesięciu najwybitniejszych przedstawicieli rumuńskiej elity lat międzywojennych: premierów, ministrów, biskupów, generałów, dziennikarzy, uczonych, przemysłowców. Ciała wrzucano do dołów kopanych w miarę potrzeby na łące przy wyjeździe z miasta, gdzie dziś jest oryginalne plenerowe mauzoleum zwane Cmentarzem Biedaków.

 

Wesoły Cmentarz

Ale w regionie Maramuresz, którego stolicą jest właśnie Sighetu Marmatiei – jak w całej rumuńskiej historii i kulturze – makabra sąsiaduje wyjątkowo blisko z lekkością bytu, a smutek śmierci przeplata się bezpośrednio z radością życia. Zaledwie kilka kilometrów od Cmentarza Biedaków, we wsi Sapanta odwiedzałem już wielokrotnie Wesoły Cmentarz z bajecznie kolorowymi drewnianymi nagrobkami. Na każdym widnieje malowana płaskorzeźba pokazująca scenę z życia zmarłego, a pod spodem humorystyczny wierszyk na jego temat. Twórcą niezwykłego dzieła sztuki, jakim jest las tych nagrobków, był miejscowy artysta ludowy Stan Ioan Patras, a dziś jego pracę kontynuują jego uczniowie.

Bo wiejska kultura ludowa jest wszędzie w Rumunii wciąż bardzo żywa, a w regionie Maramuresz – żywa szczególnie.

 

Najwyższe budowle drewniane w Europie

Maramuresz właściwy to parędziesiąt wsi wokół jednego małego miasta, choć nazwę tę nosi również całe województwo, w którym się znajduje. W tych wsiach zdarza się nierzadko, że starzy ludzie noszą kolorowe stroje ludowe na co dzień, a w niedzielę do kościoła paraduje w nich często nawet młodzież.

A te kościoły są nie byle jakie, nawet dziś budowane przeważnie w tak zwanym „stylu maramureszańskim”, który powstał już w XVII wieku – z drewna, z niezwykle wysokimi wieżami, z których kilka jest uważanych za najwyższe budowle drewniane w Europie. To trzeba zobaczyć! Te Kościoły w niczym nie przypominają architektury prawosławnej w innych częściach Rumunii. Bo też bynajmniej nie wszystkie są prawosławne. Maramuresz od początków XVIII wieku był bowiem jednym z bastionów rumuńskiego Kościoła greckokatolickiego w Siedmiogrodzie.

Ten Kościół odegrał w duchowej i świeckiej historii Rumunii bardzo ważną rolę, wspomagając emancypację większości rumuńskiej w Siedmiogrodzie rządzonym przez Węgrów, a potem przyczyniając się do powstania zjednoczonego rumuńskiego narodu i państwa. W latach międzywojennych miał konstytucyjny status drugiego (obok Patriarchatu prawosławnego) Kościoła narodowego w Rumunii.

W momencie ostatecznego przejmowania władzy komuniści zdelegalizowali grekokatolicyzm. Uwięzili między innymi wszystkich biskupów, z których niektórzy zmarli właśnie w więzieniu w Sighetu Marmatiei. Budynki sakralne zostały przekazane prawosławnym, a wspólnoty parafialne wcielono siłą do bukareszteńskiego Patriarchatu. Dopiero po upadku komunizmu część tych kościołów zwrócono stopniowo grekokatolikom, którzy swą wspólnotę kościelną zdołali odbudować. Kościół odrodził się głównie dzięki tym, którzy nigdy grekokatolikami być nie przestali i przez dziesięciolecia rozwijali bardzo intensywną działalność w konspiracji.

 

Hotel w Maramureszu

W Maramureszu nigdy nie szukałem hotelu. Tu trzeba posmakować życia ludu i poszukać gościny w jednym z niezliczonych pensjonatów agroturystycznych. Standardy zamieszkania są nienaganne, jedzenie wspaniałe, palinka odpowiedniej mocy, a przy tym cały czas otacza człowieka ludowa kultura. Aż do wieczora, gdy do kolacji gra miejscowa kapela, przy której dźwiękach miejscowa młodzież raczy cię wspaniałym pokazem tańca. Wszystko w otoczeniu zielonych wzgórz – warto po nich pochodzić.

Maramuresz jest blisko – leży na północnym zachodzie Rumunii. W prostej linii odległość z Bieszczad do Maramureszu nieznacznie przekracza 200 kilometrów. Podróż przez Ukrainę jest jednak kłopotliwa. Ja jadę przez Słowację i Węgry.

A wtedy, już w Rumunii, na drodze z Satu Mare do Sighetu Marmatiei z niezmiennym zdumieniem przejeżdżam przez wieś Certeze. Jak we wszystkich tamtejszych wsiach, wielu jej mieszkańców stale lub dorywczo pracuje w bogatych krajach UE. Z zarobionymi pieniędzmi robią różne rzeczy – na przykład zakładają wspomniane pensjonaty agroturystyczne. W Certeze doszło do zbiorowego szaleństwa: z trudnych do ustalenia przyczyn mieszkańcy zaczęli rywalizować w budowaniu skrajnie luksusowych domów o wyjątkowo ekstrawaganckiej architekturze. Jest na co popatrzeć.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail