Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Ekspert: Za terroryzmem stoi wojna, która toczy się w samym islamie

AFP/EAST NEWS
Udostępnij

"Nie wydaliśmy nawet jednego euro na finansowe wsparcie dla islamskich intelektualistów. Zamiast tego sprzedawaliśmy broń" - mówi ojciec Giulio Albanese.

Rozmowa została przeprowadzona po zamachach w Bangladeszu i Iraku w 2016 roku, ale może być też ważnym głosem w kontekście innych podobnych tragedii. Według ojca Giulio Albanese* za terrorem i rozlewem krwi z ostatniego okresu stoi wojna, która toczy się przede wszystkim w samym islamie, a zbrodniarze będący sprawcami zamachów są tak naprawdę odstępcami od islamu. Nie można wpaść w zastawioną przez nich pułapkę tłumaczenia wszystkiego starciem cywilizacji. Najwyższy czas, by dyplomacje zachodnie podjęły starania w celu powstrzymania konfliktów, począwszy od syryjskiego. A muzułmanie winni zmierzyć się z problemem swojego stosunku do nowoczesności.

Francesco Peloso: Kolejne zamachy, znowu przelana krew niewinnych. Po raz kolejny wraca dramatyczny problem religijnego fundamentalizmu. Jaki jest polityczny cel tych aktów przemocy?

O. Giulio Albanese: Nie powinniśmy, moim zdaniem, wpadać w pułapkę zastawioną przez tych osobników – nazwijmy ich zbrodniarzami, terrorystami, przestępcami. Oczywiście za ich działaniami stoi pewien aparat ideologiczny, doktrynalny, który zresztą ma ogromną siłę przebicia i wiadomo, jakiej manipulacji dokonuje w świadomości ludzi. Wystarczy pomyśleć o tak zwanych „foreign fighters”, czyli emigrantach z drugiego czy trzeciego pokolenia, wywodzących się również z klasy średniej. Zresztą wiadomo już, że na przykład terroryści z Dhaki pochodzili z zamożnych, szanowanych rodzin.

Nie ulega zatem wątpliwości – podkreślam to za każdym razem – że mamy do czynienia z instrumentalnym wykorzystaniem religii w celach wywrotowych. Istnieje ryzyko, że ulegając tej wizji, w ten czy inny sposób, nie zdając sobie z tego sprawy, tańczymy tak, jak oni nam zagrają.

Czy to znaczy, że obraz, który się nam proponuje, jest nieprawdziwy?

Ten, kto zna świat islamu, studiował go – myślę tu zarówno o ludziach z kultury zachodniej, jak i o islamskich intelektualistach – dobrze wie, że trzeba wystrzegać się rozumowania w kategorii starcia cywilizacji. Taka wizja jest nie tylko odstępstwem od islamu, ale wręcz nie ma nic wspólnego z tą tradycją. Jest w oczywistej sprzeczności z nakazami Koranu, by nie wspomnieć o sufizmie – tradycji islamskiego mistycyzmu.

To trzeba wyraźnie podkreślać, ponieważ jeśli przyjrzymy się liczbom, to w rzezi dokonywanej przez tych zbrodniarzy w ciągu ostatnich 4-5 lat najwyższą cenę zapłacili właśnie muzułmanie. Jest to zatem wojna tocząca się wewnątrz islamu, która dociera aż na Zachód.

Warto tu przypomnieć, że kiedy w Dhace doszło do tego strasznego zamachu, w innym, przerażającym ataku w Bagdadzie zginęło ponad dwieście osób.

W tym dwadzieścioro dzieci. A jaki był wydźwięk w prasie europejskiej, zachodniej? Nie da się ukryć, że to, co teraz budzi u nas postrach i zdumienie, tam jest chlebem powszednim. Także w niektórych miejscach w Afryce subsaharyjskiej te rzezie są na porządku dziennym.

Papież Franciszek ma rację, piętnując handel bronią i wzywając rządzących do podejmowania działań na rzecz pokoju, ponieważ winę za to, co dzieje się na Środkowym Wschodzie, ponosi także Zachód. Wiadomo, że w kwestii syryjskiej toczy się otwarta rywalizacja między Iranem i Rosją, a Arabią Saudyjską, Stanami Zjednoczonymi i Katarem. To oczywiste, że taki wyraźny spór stanowi podatny grunt dla ISIS. Jego istnienie jest efektem ubocznym interesów geopolitycznych. Ale jak dotąd zabrakło odwagi, by mówić o tym otwarcie.

Innymi słowy, wojna jest pożywką dla terroryzmu.

Przemoc rodzi przemoc. Papież ma również rację, gdy mówi, że wszystko trzeba postawić na jedną kartę: na pokój. Jeśli nadal będziemy się łudzić, że tego rodzaju konflikty można rozwiązać bronią, przegramy już na starcie. Nadeszła chwila, by w szranki stanęli dyplomaci, ponieważ za kulisami konfliktów kryją się ogromne interesy.

Do najpilniejszych spraw należy zatem podjęcie prawdziwych negocjacji między stronami zaangażowanymi w syryjski konflikt?

Oczywiście. Tym zbrodniarzom trzeba odciąć tlen. W przeciwnym razie nadal będą grać na sytuacji geopolitycznej i ogólnoświatowej, ponieważ nośność pewnych problemów jest tak ogromna, że rozprzestrzeniają się w mgnieniu oka. Wystarczy pomyśleć o sporze między Iranem a Arabią Saudyjską. To nie jest spór między szyitami a sunnitami. Tutaj chodzi o pewne odłamy sunnizmu. Mam na myśli salafitów, wahabitów. Zresztą tak samo to wygląda po stronie szyizmu. Kryzys w łonie islamu trwa już od kilkudziesięciu lat, ale my przez cały czas udawaliśmy, że on nas nie dotyczy.

Być może płacimy również za pewną niewiedzę w kwestii islamu, która sprawia, że łatwo przyjmujemy przesadne interpretacje.

Odpowiedzialność za to ponoszą przede wszystkim media. Ostatecznie to my rozpowszechniamy przekaz o „krzyżowcach trzeciego tysiąclecia”. Dlatego powtarzam: spójrzmy na liczby, a chwycimy się za głowy: Boko Haram zabiła więcej chrześcijan czy muzułmanów? A kogo zabija Asz-Szabab w Somalii? To naprawdę jest wojna wewnątrz islamu w imię przewrotnej ideologii.

Oczywiście jednocześnie jest to wojna z kulturą Zachodu, ponieważ w gruncie rzeczy główny zarzut fundamentalistów wobec reszty świata muzułmańskiego to nadmierna tolerancja w stosunku do pewnego rodzaju kapitalizmu.

Ale jeśli to jest konflikt w samym islamie, to czy nie jest on zarazem konfliktem w reformatorskim nurcie islamu, który wskutek tych kryzysów i przemocy ze strony ekstremistów coraz bardziej się wykrwawia?

Zgadzam się z tym całkowicie. Mamy do czynienia z wyzwaniem, które ma wymiar ściśle teologiczny i dotyczy relacji między polityką a religią. Islam musi wyjść poza teokratyczny paradygmat, który ogranicza suwerenne państwa, od epoki postkolonialnej do dnia dzisiejszego. Musi zmierzyć się z wyzwaniem nowoczesności. To nie ulega wątpliwości. Ale czym innym jest to stwierdzić, a czym innym uznać osobników z ISIS i innych podobnych zbrodniczych organizacji za ludzi religii. To, że tak myślimy, jest im na rękę, tym bardziej, że to, co mówią, nie ma nic wspólnego z tradycją koraniczną. Nawet według wizji konserwatystów.

Jak wobec takiego stanu rzeczy zachował się Zachód?

Nie zrobiliśmy nic. Pozwoliliśmy, by uniwersytety zostały przejęte przez salafitów. Ale to nie wszystko. Nie wydaliśmy nawet jednego euro na finansowe wsparcie dla islamskich intelektualistów, którzy studiują te sprawy, a jest ich niemało. Zamiast tego sprzedawaliśmy broń.

Rozmawiał Francesco Peloso

O. Giulio Albanese – członek zgromadzenia Misjonarzy Kombonianów, wielokrotnie nagradzany dziennikarz, ekspert ds. Afryki i Bliskiego Wschodu, założyciel Missionary International Service News Agency, autor niedawno wydanej książki „Vittime e carnefici nel nome di ‘Dio” (Ofiary i oprawcy w imię ‘Boga), 2016.

Materiał ukazał się w serwisie Vatican Insider
Tłumaczenie: Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail