Aleteia

Relikwie: To nie jest magiczne przejęcie mocy

mo pie/Flickr
Udostępnij
Komentuj

Patrząc na kości czy czasem na całe ciało kogoś, kto żył Bogiem tak radykalnie, że został świętym, powinniśmy uruchomić w sobie pragnienie takiego właśnie radykalnego życia.

Spotkanie z relikwiami ma coś we mnie zmienić. To nie jest magiczne przejęcie mocy, to nie jest kult dla samego kultu. Nie oddajemy czci samym kościom, tylko świętości tej osoby – rozmowa z dominikaninem o. Jackiem Szymczakiem.

Konrad Sawicki: Skąd w ogóle wziął się kult relikwii?

O. Jacek Szymczak OP: To jest forma pobożności, która zrodziła się u wiernych, powstała oddolnie. Obecna jest w Kościele od samego początku, od pierwszych nawet nie wieków, tylko dekad istnienia chrześcijaństwa. Mieliśmy wtedy wielu męczenników. Ludzie spontanicznie zaczęli pielgrzymować do ich grobów, czcić ich pochowane szczątki. Ale przecież nie wszyscy mieli taką możliwość. Stąd pomysł, by same szczątki, fragmenty ciała, jechały w świat i w pewnym sensie pielgrzymowały do nas.

Wszyscy katolicy powinni czcić relikwie?

Nie ma tu ze strony Kościoła żadnej formy nakazu. To nie jest obowiązkowa forma kultu. Gdy jakieś relikwie docierają do twojej parafii i na przykład jest procesja czy też adoracja – a ty czujesz w sobie do tego pewien dystans – to nic nie stoi na przeszkodzie, by po prostu zostać w ławce.

Dystans to mało powiedziane. Wielu katolików zwyczajnie tego nie rozumie, a niektórzy wręcz uważają za swego rodzaju szamanizm.

Kult relikwii wbrew pozorom jest głęboko chrześcijański. Ponieważ paradoksalnie pokazuje, że ciało ludzkie nie jest jakimś workiem na duszę czy też klatką, z której dopiero śmierć nas wyzwala. Nie, chrześcijaństwo przynosi ogromny kult ciała. Pamiętamy św. Pawła, który w Pierwszym Liście do Koryntian pisze: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego? (…) Chwalcie więc Boga w waszym ciele!”.

To jest pierwsza perspektywa tego kultu – żyjącego ciała. Natomiast jest jeszcze druga: zmartwychwstania. Nie da się spojrzeć w dojrzały sposób na kult relikwii bez zmartwychwstania. Bez niego wszystko nam się tu rozsypuje. Staje się jedynie teatrem obwoźnym czy nomen omen trupą cyrkową.

Tyle że sprawa zmartwychwstania, co pokazują badania, jest nam dość obca.

Mam wrażenie, że nauka o zmartwychwstaniu, która przecież stanowi fundament naszej wiary, jest w Kościele z trudem przekazywana. Wciąż nie potrafimy z ambony w mądry i ciekawy sposób o niej mówić, a wierny nie traktuje prawdy o zmartwychwstaniu jako fundamentalnej dla swojej wiary.

Ale dlaczego właśnie kwestia zmartwychwstania jest ważna dla dobrego zrozumienia kultu relikwii?

Pamiętajmy, że po śmierci każde ciało – świętego, mniej świętego czy nawet wielkiego grzesznika – zmartwychwstanie. To jest perspektywa zarówno tego, który trafi do nieba, jak i tego, który może trafić do piekła. Jeśli Bóg zechciał, by nasze ciała po śmierci w jakiś sposób powstawały, to znaczy, że należy im się odpowiednia uwaga. Nauka o zmartwychwstaniu prowadzi nas więc do wymogu okazywania szacunku szczątkom i grobom naszych bliskich. Jeśli taką czcią otaczamy prochy członków naszych rodzin, to podobnie możemy spojrzeć na relikwie, czyli szczątki ludzi świętych.

No dobrze, ale zdarza się, że mamy do czynienia z przedmiotami należącymi do świętych, nie tylko z faktycznym ciałem zmarłego.

Mam duży dystans do takich historii, jak na przykład prezentowanie kajaka, którym pływał św. Jan Paweł II, jako relikwii. Trochę drżę na widok ludzi, którzy w sposób nieco magiczny starają się jakoś uczcić taki przedmiot. Jeżeli za kultem relikwii nie idzie nauka Kościoła tłumacząca duszpastersko właściwą perspektywę, ludzie zaczynają wchodzić na tereny mające z wiarą niezbyt wiele wspólnego. A dla osób patrzących z zewnątrz faktycznie może to wyglądać jak szamaństwo.

Zauważyłem, że relikwie cieszą się w naszych kościołach dużą popularnością. Coraz częściej umieszczane są na stałe w bocznych kaplicach, a ludzie przed nimi klękają i modlą się tak, jak przed tabernakulum.

Bardzo ważne jest w kulcie relikwii to, by nam nie przesłonił kultu eucharystycznego. Nie winię tu wiernych, winię bardziej nas, duchownych. Jeśli tak bardzo podkreśla się na przykład, że jakaś Eucharystia odprawiana jest z użyciem kielicha św. Jana Pawła II, a jednocześnie świadomość eucharystyczna wśród wiernych jest niezbyt wysoka, to nie dziwmy się, że dla niektórych ten kielich stanie się ważniejszy od tego, co znajduje się w jego środku podczas mszy świętej.

Czy da się mimo wszystko współczesnemu człowiekowi jakoś pozytywnie pokazać relikwie i dać fajny pomysł na ich wykorzystanie?

Wyjdźmy od ludzkiego doświadczenia. Zobaczmy, że my sami gromadzimy różne przedmioty po naszych zmarłych. Wszyscy, którzy przeżyli śmierć bliskiej osoby, wiedzą, jak bardzo trudno jest pozbywać się ich rzeczy. Ktoś mi niedawno pokazał przepiękny wachlarz swojej praprababci. Wiemy przecież, że opowieść o tym wachlarzu nie jest opowieścią o przedmiocie, tylko tak naprawdę o tej babci. Jeśli taka rzecz odsyła nas do osoby, to o ileż bardziej ludzkie kości.

Patrząc na kości czy czasem na całe ciało kogoś, kto żył Bogiem tak radykalnie, że został świętym, powinniśmy uruchomić w sobie pragnienie takiego właśnie radykalnego życia. Spotkanie z relikwiami ma coś we mnie zmienić. To nie jest magiczne przejęcie mocy, to nie jest kult dla samego kultu. Nie oddajemy kultu samym kościom, tylko świętości tej osoby.

A jak traktować takie okazje, jak na przykład peregrynacja relikwii bł. Piotra Jerzego Frassatiego po Polsce?

Można powiedzieć, że to jest tak, jakbyśmy dostali okulary. Zakładam te okulary marki Frassati i one mają mi pomóc ustawić właściwą ostrość, czy też nabrać odpowiedniej perspektywy patrzenia w dwóch wymiarach: na Boga obecnego w życiu osoby, której relikwie spotykam oraz na moje własne życie. Co więcej, chodzi tu o spojrzenie na siebie w całości. Jeśli w ramach kultu świętych obok modlitwy, naśladowania ich życia, poznawania życiorysów, wspaniałych ksiąg i myśli czcimy również relikwie, czyli ich ciała, to coś to jednak oznacza. Jest to wezwanie do mądrego dbania o własne ciało.

Na wydarzenia takie jak to związane z bł. Frassatim warto spojrzeć jak na spotkanie z kimś, kto w pełni żył Bogiem w swoim życiu. W ten sposób staje się dla mnie przewodnikiem, taką busolą, która może mi wskazać, jak żyć, żeby kroczyć ku świętości. Bo przecież ta osoba już znajduje się w tym miejscu, gdzie jest także mój cel. To nie jest tylko patrzenie przez szklaną szybkę na kości czy też adorowanie trumny. To powinno odbywać się na zasadzie powiedzenia: Chcę dojść do tego miejsca, gdzie ty jesteś.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail