Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Smutna historia miłosna ze szczęśliwym zakończeniem

Halfpoint/Shutterstock
Udostępnij

Odprowadziłem dwoje zakochanych ludzi na lotnisko i poczekałem, aż wejdą na pokład samolotu do nieba.

Historia opisana niżej wydarzyła się naprawdę. To historia miłosna nakreślona ręką samego Boga.

Wiosna 2014 roku. Ed i Cathy Carmello od roku są moimi sąsiadami. Poznali się, kiedy Ed miał już sześćdziesiąt lat, a Cathy była czterdziestolatką. Zakochali się w sobie, a ponieważ nie byli wcześniej w związkach małżeńskich, pobrali się. Kiedy ich poznaję, obchodzą srebrne gody i celebrują wspólne życie na emeryturze.

Pojawiają się jednak problemy. Ed ma nawrót raka prostaty, który szerzy olbrzymie spustoszenie w organizmie. U Cathy z kolei lekarze diagnozują czwarte stadium czerniaka złośliwego. Dowiaduję się o tym, kiedy zostaje jej sześć miesięcy życia. Ponieważ sam wygrałem walkę z rakiem prostaty, a moja pierwsza żona zmarła na czerniaka, mogę z nimi otwarcie rozmawiać o chorobach. Mają poczucie, że ich rozumiem.

 

Spacer

Zazwyczaj zaczynam dzień około piątej rano od godzinnego spaceru. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego pewnego wtorku czuję, że muszę ponownie wyjść na spacer. Jest upalne popołudnie, więc niezbyt chętnie podążam za impulsem.

Podczas marszu spotykam Cathy. Stoi przed domem opierając się o balkonik. Widzę, że z trudem utrzymuje równowagę. Podchodzę do niej zaniepokojony i pytam, czy czegoś potrzebuje.

„Czekałam na ciebie, Larry. Musimy porozmawiać” – odpowiada. Jej słowa mnie zdumiewają. Nigdy nie spaceruję o tej porze, a ona czeka właśnie na mnie! Miała przeczucie, że będę tędy szedł, którego nie potrafi wytłumaczyć. Ciarki przechodzą mi po plecach. Cathy pyta, czy wiem, że Ed umiera.

Wiem. Pytam, w czym mogę im pomóc.

Wiedzą, że jestem katolikiem i nadzwyczajnym szafarzem Komunii św. Cathy prosi, abym sprowadził księdza. Mówi, że są niepraktykujący i od kilku lat nie byli w kościele. Nadszedł czas, by pojednać się z Bogiem.

Po powrocie do domu dzwonię do naszego neoprezbitera, ks. Scotta. Następnego dnia kapłan odwiedza Eda i Cathy. Wysłuchuje ich spowiedzi, udziela obojgu sakramentu chorych i Komunii św. Obiecuje, że przyjdzie ponownie, jak tylko będzie miał wolną chwilę, a że zbliża się Wielkanoc…

 

Najlepsza Wielkanoc

W Niedzielę Palmową to ja udzielam im Komunii. Ponownie z Panem Jezusem przychodzę w Wielkanoc. Ed i Cathy leżą obok siebie na łóżku. Trzymają się za ręce. Ed uśmiecha się i mówi: „Larry, jesteśmy tacy szczęśliwi. To nasza najwspanialsza Wielkanoc”. Odwraca głowę, by popatrzeć na żonę, która obdarowuje go pełnym miłości uśmiechem. Pochyla się nad nim i ociera zapłakane, lecz szczęśliwe oczy. Patrzą na siebie długo, a mnie wydaje się, że zaglądają sobie wzajemnie do dna duszy. W tej chwili widzę niespotykaną wcześniej głęboką duchowość. Jest niemal namacalna. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że Jezus jest z nimi i trzyma oboje za ręce.

Ed umiera w oktawie Wielkanocy. W kolejnym tygodniu Cathy przenosi się do hospicjum, gdzie umiera 2 tygodnie później.

Jestem wdzięczny Bogu za ich przyjaźń i za to, że mogłem towarzyszyć im w ostatniej podróży. Czasem myślę, że odprowadziłem dwoje zakochanych ludzi na lotnisko i poczekałem, aż wejdą na pokład samolotu do nieba.

Tekst pochodzi z angielskiej edycji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail