Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Pięć powodów, dla których warto zostać do końca mszy świętej

George Martell - BCDS CC
Udostępnij

Łudzimy się, że proboszcz i znajomi nie zauważą, jeśli wyjdziemy z kościoła wcześniej, ale jest Ktoś, kto to widzi.

Prawdopodobnie większość z nas zrobiła to przynajmniej raz w życiu. Po otrzymaniu komunii wykonaliśmy w tył zwrot i z opuszczoną głową pomaszerowaliśmy do wyjścia, bo przypomniało nam się, że mamy coś pilnego do załatwienia. Łudzimy się, że proboszcz i znajomi nie zauważą, jeśli wyjdziemy z kościoła wcześniej. I może naprawdę tak będzie. Jest jednak Ktoś, kto z pewnością to dostrzeże.

Jako zakonnica mieszkałam dotąd w wielu klasztorach. Dziwią mnie znaczne różnice pomiędzy parafiami położonymi w różnych częściach kraju. Pochodzę z Oklahomy, gdzie rzadko ktoś wychodzi z kościoła przed końcowym błogosławieństwem.

Mieszkałam też w domu zakonnym w Kalifornii, a tam z kolei wierni zarówno spóźniali się na liturgię, jak i wychodzili przed jej końcem. Obecnie mieszkam na północnym wschodzie USA i dziwię się powszechnemu zwyczajowi wychodzenia z mszy św. przed zakończeniem. Zjawisko jest intrygujące. Nie mówię o pojedynczych przypadkach. Naprawdę martwię się, kiedy połowa wiernych zdąży odjechać z parkingu, zanim wybrzmi do końca pieśń na wyjście.

Czasem mam ochotę popędzić za tymi, którzy żwawym krokiem wychodzą z kościoła tuż po otrzymaniu Najświętszego Sakramentu. Potrząsnąć nimi i zapytać, czy nie wiedzą, że właśnie przyjęli do serca Jezusa i dobrze byłoby poświęcić minutę na rozmowę z Nim, wyrażenie wdzięczności i swojej miłości!

Wy także potrzebujecie motywacji, aby zostać do końca liturgii eucharystycznej w kościele? A może znacie osoby, które takiej motywacji wymagają? Oto kilka powodów, dla których zostaję do końca mszy św. (naturalnie poza faktem, że jako siostra zakonna zgorszyłabym wiernych, wybiegając z kościoła tuż po Komunii):

1. Komunia daje poczucie wspólnoty. Przyjmując komunię, przyjmujemy w Najświętszym Sakramencie Pana Jezusa. To tak jakbyśmy bawili się z przyjacielem, a kiedy mamy wreszcie czas usiąść obok siebie, wybiegamy szybko, krzycząc zza progu: „Świetnie było cię zobaczyć, widzimy się za tydzień!”. Komunia to łączność z naszym Panem i Zbawicielem. Aby łączność mogła zaistnieć, musimy dać sobie czas na spotkanie i bycie z Jezusem.

2. Nie bądźmy nieuprzejmi. Przed każdą mszą św. odprawianą w naszym klasztorze przeznaczamy pół godziny na cichą medytację nad Ewangelią. Czasem spóźniam się na nią. Wchodzę wtedy szybkim krokiem ze spuszczoną głową, zawstydzona, bo wszyscy wiedzą, że zaspałam. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że moją motywacją do niespóźniania się nie może być uniknięcie wstydu, lecz fakt spotkania z Jezusem. Dlaczego tak często zajmują nas reakcje innych, a nie myślimy o samym Jezusie? Wmawiamy sobie, że musimy pędzić, bo mamy tyle do zrobienia i ktoś już na nas czeka. Dlaczego tak łatwo rozgrzeszamy się ze spóźnień na mszę św. i wychodzenia w jej trakcie, kiedy to sam Stwórca Wszechświata chce nas spotkać?

3. Msza św. nie jest jeszcze jednym punktem na liście obowiązków do odfajkowania. Kiedy widzę wybiegających ze mszy św. ludzi, wydaje mi się, że po prostu odhaczyli pójście do kościoła na liście zadań. Chcą to mieć już za sobą. Życie chrześcijańskie to nie lista zadań do wykonania. To zaproszenie do relacji z Bogiem. Jeśli przychodzimy na mszę św. jedynie z poczucia obowiązku, unikamy co prawda grzechu śmiertelnego, lecz tego typu ustrzeżenie się przed nim nie jest fundamentem naszego powołania do prowadzenia życia duchowego. Jesteśmy powołani do czegoś o wiele większego – do relacji, świętości i przemiany.

4. Błogosławieństwo końcowe jest ważne. W dniu pokuty Zachariasz, ojciec Jana Chrzciciela, miał zaszczyt wejścia do miejsca najświętszego ze świętych w świątyni. Anioł przepowiedział mu, że jego żona urodzi syna. Wierni na zewnątrz stali w oczekiwaniu na błogosławieństwo, którego miał udzielić po dokonaniu ofiary okadzenia. Kiedy jednak Zachariasz wyszedł do nich, nie mógł przemówić ani słowa. Zwątpił w słowa anioła i pozostał na jakiś czas niemy. Niemożność udzielenia błogosławieństwa przygnębiła i dotknęła kapłana. Jestem przekonana, że czekający na błogosławieństwo rozeszli się do domów mocno zawiedzeni. Błogosławieństwa są bezcenne. Kiedy błogosławieństwa rozesłania udziela kapłan, który przez święcenia występuje jako alter Christus, błogosławieństwo otrzymujemy od Boga samego. Gdyby to Jezus czekał w gotowości do udzielenia błogosławieństwa pod koniec mszy św., nie poczekalibyśmy na nie?

5. Otrzymujemy więcej łaski. W Katechizmie Kościoła Katolickiego napisano: „skutki sakramentów zależą (…) od dyspozycji tego, kto je przyjmuje” (KKK 1128). Sakramenty mają moc same w sobie, lecz ile tej mocy przelane zostanie do naszych dusz i uzewnętrzni się w naszym życiu, zależy od naszej dyspozycji. Skoro tuż po komunii św. wybiegamy z kościoła, istnieje duże prawdopodobieństwo, że nasza dyspozycja nie pozwala na dostateczne rozeznanie tego niezwykłego faktu, że spożywamy Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Boga samego. To naprawdę poważna rzecz, zasługująca na dyspozycję pełną szacunku, choćby z racji tego, że wszyscy potrzebujemy otrzymać pełnię dostępnej nam łaski.

Jeśli przychodzą wam do głowy jeszcze jakieś inne powody, by pozostać na mszy do końca, podzielcie się nimi, proszę.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail