Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Alanna Boudreau w utworze „Pem” odważnie zagłębia się w strachu i podatności na zranienia, kochając i będąc kochaną

Udostępnij

Piosenkarka i autorka tekstów w stylu folk dzieli się swoją historią o poszukiwaniu tożsamości – osoby niedoskonałej, ale kochanej.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Przygotowując się do premiery swojego nowego albumu Champion, która miała miejsce 22 lipca, piosenkarka Alanna Boudreau wypuściła film o swojej piosence „PEM”, znajdującej się w tym albumie. Film, nakręcony na żywo w Nashville, jest surowy i stanowi idealne tło do piosenki o strachu i wrażliwości na zranienia, kiedy się kocha i jest się kochanym.

Na niedawnym koncercie w Wichita, w Kansas, Alanna podzieliła się historią ze swojego dzieciństwa, nawrócenia i życia w Bożej obecności. Jedna z części jej historii została opisana w piosence „PEM”.

Podczas studiów, po tym jak zostałam okrzyknięta piosenkarką, autorką tekstów i intelektualistką, zaczęłam czuć się odizolowana i przestraszona. Przez pewien czas cieszyłam się uwagą innych i obrazem zbudowanym wokół mnie, ponieważ tak długo, jak ludzie kreowali koncepcję tego kim jestem i był to obraz pozytywny, który mnie zadowalał, nie musiałam podejmować ryzyka odsłaniania prawdy o sobie. Ale Boże światło zaczęło przebić moją pychę, kiedy zaczęły mnie dręczyć wewnętrzne pytania. Załóżmy, że straciłabym głos. Załóżmy, że miałabym wypadek i byłabym oszpecona. Załóżmy, że nie urodziłabym się z piękną twarzą. Czy nadal byłabym kochana? Załóżmy, że nigdy nie byłabym w stanie śpiewać. Czy kiedykolwiek zostałabym zauważona?

To było bolesne doświadczenie, kiedy te wszystkie pytania zaczęły się we mnie pojawiać, a ja byłam w stanie ignorować je podczas modlitwy, ponieważ zbliżałam się Boga podobnie jak podchodziłam do innych ludzi – na odległość wyciągniętej ręki, z przyjaznym uśmiechem. Moja obawa przed byciem niedoskonałą i niekochaną mieszała się z próżnością i pychą do tego stopnia, że czułam się duchowo tak spragniona, że bliska śmierci. Błędnie uważałam, że udowodnienie, że jestem zdolna do miłości leży w mojej mocy i, że mogę dowolnie wybierać, jaką część siebie odsłonić, a jaką pozostawić w ukryciu. Starałam się wypełnić ziejącą dziurę wewnątrz siebie samą sobą oraz z ludzkimi uczuciami, a to było oczywiście daremnym przedsięwzięciem. Starałam się przekonać samą siebie, że zasługuję na miłość i nie jestem niedoskonała.

Ale to podstęp. Nie fakt, że zasługuję na miłość – ale idea, że jestem doskonała. Nie patrzyłam na to w ten sposób i było to miłe do czasu. Wcześniej pozwalałam ludziom myśleć, że moje życie jest tak uporządkowane i eteryczne jak moje folkowe piosenki, ale tak naprawdę dusiłam się w torbie mojego własnego ego.

A potem Bóg w swoim miłosierdziu porwał tę głupią torbę na strzępy i w cudowny sposób przeszedł przeze mnie i powiedział: „Ty jesteś moim dzieckiem. To jest Twoja tożsamość. A Twoim największym talentem jest kochać, ponieważ Ja pierwszy Cię pokochałem”.

Libby Reichert

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail