Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Zmęczeni i sfrustrowani naturalnym planowaniem rodziny (NPR)?

EAST NEWS
Udostępnij

Jak sprawić, by wstrzemięźliwość seksualna nie oddalała nas od siebie, ale wręcz przeciwnie - pomogła nam się zbliżyć?

Naturalne planowanie rodziny (NPR) to styl życia, sposób na realizowanie odpowiedzialnego rodzicielstwa. Metoda ekologiczna. Metoda aprobowana przez Kościół katolicki.

Według najnowszych badań (Milwaukee, 2003) małżeństwa stosujące nowoczesne, naturalne metody obserwacji płodności wskazują, że ich relacja stała się głębsza i bardziej czuła. W związkach tych pojawiło się większe zrozumienie i wzajemny szacunek oraz satysfakcja ze znajomości funkcjonowania skomplikowanych procesów hormonalnych. Ponadto seks nabrał również wymiaru duchowego.

Na drugiej szali znalazło się 13 proc. respondentów, którzy odczuwali napięcia związane z okresową wstrzemięźliwością seksualną, co z kolei skutkowało pogorszeniem się relacji małżeńskiej.

 

NPR jak demokracja

Na forach internetowych, grupach wsparcia i przy stole wśród znajomych emocjo-twórczym aspektem NPR-u jest seksualna abstynencja. Często rodzi ona stres, poczucie wewnętrznego przymusu korzystania z czasu, który został do spożytkowania (a wiele kobiet doświadcza w fazie poowulacyjnej niepłodności spadku libido), mocno ogranicza spontaniczność.

Jedni małżonkowie czekają na siebie jak narzeczeni na noc poślubną, a inni mają poczucie, że kolejny dzień bez siebie to coraz mniej namiętności i jednocześnie coraz więcej wypalenia.

Nina i Krzysiek (dziewięć lat po ślubie) żartują, że z NPR-em jest jak z demokracją. Ma wady, ale niczego lepszego nie wymyślono. W utrzymaniu miłosnego ognia pomaga im… niezbyt restrykcyjne stosowanie się do zasad. „Jesteśmy katolikami i mamy ufność w Boży plan dla nas, więc czasem naginamy reguły, jeżeli ich przestrzeganie miałoby nadszarpnąć naszą bliskość” – mówią.

Z kolei Agata i Paweł (pięć lat małżeństwa) swoją tęsknotę gaszą rozmową i przytuleniem. Choć, jak przyznają, życie składa się z różnych etapów, które powodują, że nawet „jak się chce i można, to czasem i tak nie można”.

 

„Święta się znalazła”

O to, jak działamy na własną niekorzyść w napiętym czasie wstrzemięźliwości, zapytałam psycholożkę i psychoterapeutkę, Sabinę Sadecką*.

„Według Johna Gottmana, który poświęcił swoje naukowe życie, by badać dobrze i źle komunikujące się małżeństwa, istnieją cztery sposoby zamienienia kryzysowej sytuacji w małżeńskie piekło.

Pierwszy to krytykowanie drugiej strony („Nie znoszę tej twojej demagogii”).

Drugi to nadmierne ochranianie siebie przed potencjalną krytyką („Wiem kochanie, że to takie trudne, ale…).

Trzeci to zamykanie się w sobie („Czy naprawdę musimy o tym teraz rozmawiać?”).

I czwarty to okazywanie sobie pogardy („Święta się znalazła…”).

Dodałabym do tej listy uczynienie z seksu (a raczej jego braku) przedmiotu psychologicznej gry między małżonkami” – mówi Sabina Sadecka.

Taką grę dobrze znają Marzena i Radek (dziesięć lat po ślubie). Pierwszy raz o NPR usłyszeli na naukach przedmałżeńskich. Tam starsza pani przekonywała ich, że jest to metoda bezproblemowa, że wystarczy odrobina silnej woli, a okresy płodne będą przeżywać w radosnym oczekiwaniu na siebie.

„Niestety tak nie było. Obserwacje cyklów uświadomiły mi, że czas bezwzględnej niepłodności jest stosunkowo krótki. Zaczęły się schody. Czułam się winna, tym bardziej, kiedy w trzeciej fazie nie miałam ochoty na bliskość, bo akurat działał cały ten hormonalny koktajl przedmiesiączkowy. Tymczasem Radek był przekonany, że już mnie nie pociąga. Sporo się kłóciliśmy. O wszystko. Tylko nie o to” – wspomina Marzena.

„Gramy, gdy nie mamy odwagi poprosić o coś dla nas ważnego wprost. Wtedy zamieniamy intymność na psychologiczne zaczepki. Niby rozmawiamy o przeterminowanym mleku w lodówce, a tak naprawdę odpłacamy się za brak zrozumienia naszej łóżkowej frustracji. Wykorzystujemy błahy pretekst, np. skarpetki na środku pokoju, by upuścić swój gniew, żal, rozczarowanie” – potwierdza Sadecka.

 

Pięć sposobów na małżeńskie niebo

Jak sprawić, by wstrzemięźliwość seksualna nie oddalała nas od siebie, a wręcz przeciwnie, pomogła nam się zbliżyć? Zdaniem psycholog Sabiny Sadeckiej sposoby są proste, ale… niekoniecznie łatwe do wprowadzenia w życie.

  1. Załóżmy z góry (nawet nieco na wyrost), że w naszym stosunku do seksu różnimy się. Seks zahacza o nasze najintymniejsze potrzeby, doświadczenia, emocje. Rzadko zdarza się, by dwie osoby miały w temacie tychże zupełną zgodność. Uznajmy te różnice jako źródło bogactwa związku, a nie coś, co musi go nadwątlać. Jeśli czegoś w reakcji drugiej strony nie rozumiemy, załóżmy, że przyczyną tego jest właśnie różnica doświadczeń, a nie zła wola drugiej strony. Pomocne bywa zadane z miłością pytanie: „Jak doszedłeś/doszłaś do tego wniosku?”.

  2. Rozmawiajmy, rozmawiajmy, rozmawiajmy! O tym, co nas martwi, niepokoi, ale i o tym, co nas w okresie wstrzemięźliwości (lub po niej) pozytywnie zaskoczyło. Jeśli rozmowy o seksie są dla nas trudne, ustalmy na sztywno jakiś termin (raz na tydzień, miesiąc), w którym porozmawiamy o blaskach i cieniach wybranej przez nas metody planowania rodziny.

  3. Wysyłajmy drugiej stronie pozytywne sygnały. Możemy powiedzieć małżonkowi 10 razy, że go pożądamy i tylko raz, że mamy dość jego głupich uników, a bardziej prawdopodobne jest, że druga strona zapamięta tylko ten negatywny komunikat. Dlatego tym ważniejsze jest, by w komunikacji przeważały dobre komunikaty.

  4. Nie reagujmy na każdą zaczepkę drugiej strony. Gra psychologiczna rozwinie się między małżonkami tylko wtedy, gdy połkniemy haczyk zarzucony przez drugą stronę. Kiedy nasz partner/partnerka wyraźnie nas zaczepia, zapytajmy po prostu: „Czego ode mnie potrzebujesz?” lub uśmiechnijmy się. 

  5. Eksperymentujmy, odważmy się na jakieś nowe aktywności w naszym związku. Energia seksualna będzie domagała się przekierowania. Skierujmy ją na coś, co będzie nas łączyło i budowało nasze związkowe zasoby.

Seksualność to nieodzowny element istoty małżeństwa. To życiodajna siła. Dar, którym mamy sobie wzajemnie służyć. Seksualność to coś więcej niż seks. To cała sieć naczyń połączonych. Dlatego tym bardziej weźmy sobie do serca tych pięć sposobów na… małżeńskie niebo. I idźmy tą prostą, choć wcale niełatwą drogą .

*Sabina Sadecka – psycholog i psychoterapeutka. Pracuje w centrum psychologiczno-coachingowym Inspeerio, szczególnie z osobami chorymi psychosomatycznie, osobami po stracie i osobami borykającymi się z niepłodnością. Prowadzi też psychoterapię par i całych rodzin.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail