Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dlaczego Jezus chodził po wodzie?

Udostępnij

Chciał zafundować uczniom niezapomniane show? Udowodnić im i sobie, że potrafi?

Słyszałem kiedyś taki dowcip: Kiedy uczniowie Jezusa byli w łodzi na jeziorze, zobaczyli nagle, że Nauczyciel zbliża się do nich, krocząc po wodzie. Zdziwili się bardzo, a Jezus pomachał do nich ręką i zawołał: Piotrze, chodź do mnie!. Naprawdę mogę do ciebie pójść, Panie? – spytał zdziwiony Piotr. Oczywiście! – odparł Jezus. Piotr, nie zastanawiając się wiele, przerzucił nogi za burtę, chlupnął do wody i zaczął tonąć, a Jezus pokręcił głową i westchnął: Ale po palach, Piotrze. Po palach.

Chodzenie po wodzie jest sztuczką eksploatowaną przez różnych magików. Na przykład niejaki Steven Dynamo Frayne, iluzjonista, który zyskał fanów na całym świecie, zaprezentował gapiom show w sercu Londynu, spacerując po Tamizie.

Asekurująca go motorówka faktycznie w pewnym momencie zahaczyła o pale, co można zauważyć na nagraniu, które znajduje się Internecie.

Jezus nie był jednak iluzjonistą zabawiającym ludzi sprytnymi sztuczkami. Załóżmy, że naprawdę chodził po wodzie. Na stronie z demotywatorami można znaleźć obrazek, ukazujący Jezusa na wodzie, z podpisem: Co ma wisieć, nie utonie”… Niektórych to śmieszy, ale może też razić uczucia religijne innych.

Odłóżmy jednak na bok pytania, jak to możliwe, że Jezus nie tonął. Cudów nie da się wytłumaczyć, bo gdyby się dało, nie byłyby cudami.

Myślę, że raczej należałoby się zastanowić się, po co On w ogóle to zrobił? Odpowiedź: Bo mógł! niczego nie rozwiązuje. Jako Syn Boży mógł pewnie robić wiele rzeczy, których nie robił.

Gdybym ja mógł chodzić po wodzie, pewnie bym to robił, na przykład, dla szpanu albo po to, by sobie skrócić drogę, ale Jezus nigdy nie dokonywał cudów bez jakiegoś ważnego powodu. Można nawet powiedzieć, że czynił je niezbyt chętnie i stosunkowo rzadko, czasami wręcz do nich przymuszany. Skąd więc nagle ten pomysł z chodzeniem po wodzie?

Pewien mój znajomy ksiądz zażartował, że Jezus po prostu nie nauczył się pływać. Żarty żartami, ale to naprawdę ciekawe zagadnienie… Może Jezus nie był do końca pewien, jak daleko sięga Jego moc i, wiedziony nagłym impulsem, chciał się przekonać? Ot tak sobie spontanicznie postanowił sprawdzić, czy będzie potrafił?

Wyjaśnienie to także nie jest zadowalające. Należy raczej przyjąć, że chodzenie po wodzie miało być jakąś lekcją dla Jego uczniów. Jezus chciał im w ten sposób przekazać jakąś prawdę.

Opisy tego wydarzenia znajdują się w Ewangeliach: Marka (6,45-52), Mateusza (14,22-23) i Jana (6,15-21). W każdej z tych wersji Jezus mówi do uczniów w łodzi: Ja jestem, nie bójcie się! (Mt 14,27; Mk 6,50; J 6,20).

Oni mieli bowiem wątpliwości, czy to naprawdę Jezus, czy też może jakaś zjawa albo halucynacja. Ale to Ja jestem w ustach Jezusa stanowi także nawiązanie do Bożego imienia Jahwe. W Księdze Wyjścia, gdy Bóg powołał Mojżesza, przedstawił się słowami: JA JESTEM, KTÓRY JESTEM. I dodał: Tak powiesz synom Izraela: JA JESTEM posłał mię do was (Wj 3, 13-14).

Chodzenie Jezusa po wodzie było kolejną próbą przygotowania uczniów do tego, aby odkryli prawdę o Jego bóstwie, co dotarło do nich tak naprawdę dopiero po zmartwychwstaniu.

Chodzenie po wodzie mogło być też nawiązaniem do stworzenia świata, kiedy ziemia była bezładem i pustkowiem, a ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód i Duch Boży unosił się nad wodami. Poza tym morze symbolizowało siły chaosu ujarzmione przez Boga.

Ewangelista Mateusz jako jedyny wzbogacił tę opowieść, wspominając o niesamowitym wyczynie Piotra. Zazwyczaj pamiętamy, że zaczął on tonąć i został zganiony za małą wiarę, ale zanim się to stało, Piotr doszedł po wodzie do samego Jezusa, czego nie uczynił żaden inny apostoł: Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? (Mt 14, 28-31).

W wersji Mateusza to właściwie Piotr jest głównym bohaterem tego epizodu. Kiedy Jezus kazał mu do siebie przyjść, chciał pokazać pozostałym uczniom, jak wielka może być siła ludzkiej wiary i jak wielkie znaczenie ma zaufanie Bogu.

O potędze wiary Jezus mówił już w przypowieści o ziarnie gorczycy. Mówił też, że samą tylko wiarą moglibyśmy przesuwać góry, co jest raczej pewną metaforą.

Oczywiście nie chodzi o to, że jeśli nie chodzimy po wodzie, to mamy małą wiarę. Przecież teraz poza iluzjonistami (którzy chodzą tak naprawdę po palach) nikt po wodzie nie chodzi i Jezus wcale nie obiecywał, że ludzie głęboko wierzący będą spacerować na powierzchni wody, telekinetycznie przemieszczać góry, bądź przesadzać drzewa.

Ale jeśli Bóg wezwałby nas do siebie, to powinniśmy mu zaufać, że z Nim to, co niemożliwe, może stać się wykonalne. Jezus uczy nas, abyśmy nie polegali na sobie, ale na mocy Boga. A dla Boga nie ma nic nie możliwego.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail