Aleteia

Ojciec Witold Słabig był moim proboszczem z wyboru

S. Skrzeczyński / HighlightsPhoto.pl
Udostępnij
Komentuj

Dominikanin o. Witold Słabig zmarł nagle 9 sierpnia. Miał 54 lata. Zostanie mi w pamięci jego pogodna twarz i życzliwość, zaufanie Bogu i do ludzi.

Dominikanin o. Witold Słabig to mój proboszcz z wyboru. Dawał ludziom przestrzeń – do życia i do rozwoju wiary. Wielu na warszawskim Służewie spotkało Boga, a bliskość, o której tak często mówił w Polsce papież Franciszek, wydawała się być drugim imieniem służewskiego proboszcza.

Na Służew trafiłam w Wielkim Poście 2014. Zostałam na dłużej, nie dlatego, że znalazłam tam jakąś interesującą grupę, choć niewątpliwie jest ich tam wiele, ale wspólnotę odkryłam w parafii, na liturgii, wśród zwykłych uczestników coniedzielnych mszy. A on był tej parafii proboszczem.

Ojciec Słabig był jakby w tle wszystkiego, co działo i dzieje się w parafii dominikańskiej na Służewie. Oczywiście, wiele wydarzeń nie odbyłoby się bez niego, ale mam wrażenie, że raczej stwarzał klimat, nie grał pierwszych skrzypiec, zostawiając przestrzeń swoim licznym współpracownikom. Dyskretnie i życzliwie czuwał. Może miał talent managerski, ale miał też wiarę, którą się dzielił, głosząc Ewangelię i sprawując sakramenty. Zostanie mi w pamięci jego pogodna twarz i życzliwość, zaufanie Bogu i do ludzi.

W uroczystość św. Dominika koncelebrował wraz z współbraćmi mszę. Zaproszony na tę okoliczność kaznodzieja w pewnym momencie użył dość niefortunnego przykładu, mówiąc, że bywają proboszczowie, przez których można stracić wiarę. Zmierzał do tego, by w Roku Miłosierdzia i Jubileuszu 800-lecia zakonu przeprosić za słabości duchownych, ale zorientował się, że słuchacze „nie chwycili” tego przykładu.

Próbował więc jakoś wybrnąć, mówiąc: „Nie dotyczy to proboszcza Służewa, bo jego świętość jest powszechnie znana”. Dopiero wtedy zareagowali współbracia i uczestnicy mszy. Świadomie czy nie – powiedział prawdę. Nie wiedzieliśmy tylko, że wtedy widzimy się po raz ostatni.

Inny obraz, jaki mi został, to msza w niedzielę 24 lipca z młodymi uczestnikami Dni w Diecezjach, pochodzącymi m.in. z Tajwanu i Francji, których gościła przed Światowymi Dniami Młodzieży parafia św. Dominika.

Kazanie o. Słabiga tłumaczono na chiński i francuski, trwało więc dość długo, a on zdawał się chcieć powiedzieć młodym wszystko, co najważniejsze: „Nie myślcie tylko o sobie, wstawiajcie się za światem tak jak Abraham, za waszymi kolegami i koleżankami, módlcie się za nich. Jak to robić? Może po prostu wołać Ojcze nasz, Tatusiu, miej miłosierdzie dla nas i całego świata. Jak Abraham targujmy się z Bogiem, On to lubi”. Może to był jego klucz do Boga i ludzi?

Pamiętam jego radość i wzruszenie podczas tak bardzo międzynarodowej mszy na zakończenie Dni w Diecezjach przy Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Potem pojechał jeszcze z parafianami na mszę z papieżem Franciszkiem na Polach Miłosierdzia w Brzegach.

Jeszcze inny obraz – wprowadzenie relikwii św. Dominika do parafii w grudniu 2015. Przed mszą roratnią, którą miał sprawować z tej okazji kard. Nycz, kilku dziennikarzy (wśród nich i ja) wpadło do zakrystii, licząc na osobną wypowiedź kardynała z okazji 800-lecia dominikanów. Udało się umówić z jego sekretarzem na „po mszy”.

Wchodzimy więc znów do zakrystii gotowi pytać i nagrywać w każdych warunkach, a o. Witold proponuje nam wygodne miejsce w pokoiku obok. Prosty, życzliwy gest, bynajmniej nie ze względu na kardynała. Skorzystaliśmy. Mogliśmy wykonać swoją pracę w sprzyjających warunkach. Zapamiętamy mu to.

Życzliwość, pogoda ducha i dystans do samego siebie – któż nie pamięta proboszcza w czapeczce z pomponikiem rozprowadzającego losy fanterii w czasie Jarmarku św. Dominika? Proboszcza przy każdej okazji rozmawiającego z parafianami i „przyjaciółmi parafii”. Służył nam wszystkim. Po prostu i z wiarą. Będzie go bardzo brakowało.

 

 

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail