Aleteia

Jola Szymańska: Najlepszy (małżeński) seks

fot. Marek Straszewski
Udostępnij
Komentuj

Zeszyt z wykresami pamiętam bardzo dobrze. Mama rozrysowywała je od linijki, siedząc w łóżku. Od małego zarzucałam ją miliardem pytań dziennie, więc na pewno zapytałam i o to. Ale nie pamiętam kiedy dotarło do mnie, że chodzi o płodność.

Z naturalnym planowaniem rodziny zawsze kojarzył mi się obrazek z dzieciństwa: mama na łóżku, z zeszytem na kolanach. I kolorowe wykresy. Wydawało mi się, że to oczywiste, że też chcę tak żyć. Przecież ufam Bogu i lubię to, co naturalne. Nie chcę używać antykoncepcji.

 

Racjonalne podejście

Lata leciały, a „wirus” wiary (także w to, że NPR mi się spodoba) towarzyszył mi na dobre i na złe. Ale do mojego nastoletniego umysłu docierało powoli, że NPR to nie sielanka. Z anarchistycznym temperamentem ciężko o pokorę, wiedziałam więc, że może być różnie. Mogę mieć problem z czystością, mogę poznać kogoś, kto przekona mnie do antykoncepcji. Nie miałam żadnych doświadczeń. Miałam rozsądek, wyobraźnię i racjonalne podejście do życia.

W końcu jednak, warcząc i skowycząc, w moje życie zaczęła wdzierać się Dorosłość. Tak właśnie – taka z dużej litery. I okazało się, że NPR nie tylko może być wyzwaniem. Ono może być kosmosem, „idiotyzmem”, „przesadą” i – choćby dotyczyło pojęcia tak abstrakcyjnego i odległego jak „małżeństwo” – już teraz może być przyczyną łez, walk i kłótni.

 

Zwariowałam

Zwariowałaś? Wiesz, ile trwa czas płodności? Wiesz, z czym to się wiąże? Nie do końca wiedziałam, bo nie miałam po co. A przynajmniej tak mi się wydawało. Zaufanie poziom hard w połączeniu z lenistwem może być kłopotliwe w obliczu jasno postawionych pytań. Wiedziałam, że chcę tak żyć, że nie ma innej opcji, ale nie znałam szczegółów.

Widziałam, że żyją tak zaprzyjaźnione małżeństwa. I że to najszczęśliwsze pary, jakie znam.

Nie miałam jednak zamiaru szukać po bibliotekach opasłych tomisk o płodności. Lubię żyć spontanicznie, na czuja. Wolność oddaję Bogu i wiem, że On pokaże mi wszystko we właściwym języku. Wtedy właśnie Marta Brzezińska-Waleszczyk przysłała mi swoją książkę Wszystko, co chcecie wiedzieć o seksie bez antykoncepcji, ale boicie się zapytać, pełną rozmów z małżeństwami stosującymi NPR.

Thriller na życzenie

Czytając, czułam się trochę jak w domu. Czyli jednak istnieje świat, w którym NPR to nie thriller? Może nie nauczyłam się w ten sposób stosowania samej metody, ale zobaczyłam, jak funkcjonują w niej konkretni ludzie. I na czym w ogóle polega bycie małżeństwem. Bo chyba od tego trzeba zacząć gadanie o NPR.

W książce zaskakiwała mnie jedność każdej małżeńskiej pary. Im naprawdę zależało na tym samym. Mimo że „czystość małżeńska” (w okresie płodnym) brzmi jak najbardziej frustrujący oksymoron w historii wszechświata, wiele z nich potrafiło się z tego śmiać. W ich opowieściach o rocznicach i romantycznych wyjazdach, które pechowo wypadły w dniach płodnych, nie ma wzajemnych walk, a jedność, wzajemne wsparcie i wyrozumiałość.

Po tej książce bardzo się uspokoiłam. Nie muszę się bać. Naturalne planowanie rodziny jest trudne, ale nie chcę inaczej żyć. I nie jest to głupia zachcianka. Mam przecież prawo żyć w zgodzie z samą sobą.

 

Nielajtowe (po)życie

Miesiąc temu poprosiłam moją mamę, żeby opowiedziała mi o jej (dwudziestoparoletnim) doświadczeniu naturalnego planowania rodziny. Zawsze zupełnie zwyczajnie gadałyśmy na takie tematy. Nie opowiedziała mi o lajtowym, małżeńskim (po)życiu. Mówiła o żmudnej nauce, szukaniu, o poznawaniu siebie od środka. O tym, że mądrość nie kończy się na wykształceniu. O prawdzie, która daje siłę do otwartości w rozmowach z dziećmi. O naturalności i wolności. O tym, że ludzie boją się obowiązku poznawania siebie i swojego ciała. I dużo w ten sposób tracą.

Podkreśliła też, że to wcale nie „katolicka” metoda. To przecież naturalne – nie „katolickie” – planowanie rodziny.

 

Na przyszłość

Trochę boję się naturalnego planowania rodziny. Ciągle odsuwam je na kiedyś tam. Bo kiedyś w końcu zacznę się obserwować, mierzyć temperaturę, rysować wykresy. Notować, kiedy ostatnio miałam okres (pisząc wyżej o „spontanie” miałam na myśli prawdziwy spontan). I w ogóle będę porządną, świadomą i zorganizowaną kobietą.

Ale wiecie co? W NPR-owych poszukiwaniach najważniejszym odkryciem było dla mnie coś, co z wykresami niewiele ma wspólnego. Mianowicie, że nawet najlepszy (małżeński) seks bez jedności dusz, wspólnych wartości i totalnej zgody na to jak żyjemy, będzie kłamstwem. A na nim niczego nie warto budować.

Chociaż jeszcze bardziej cieszę się, że szczerze mogę powiedzieć: na nim niczego nie chcę budować.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail