Aleteia

Mamy małych dzieci są skazane na duchową banicję?

Carol von Canon/Flickr
Udostępnij
Komentuj

Wyrzucałam sobie, że moja modlitwa nie jest taka, jak kiedyś, że nie umiem zorganizować sobie na nią czasu, że zatrzymałam się w duchowym rozwoju.

Cieszę się, że jestem mamą. Zostałam nią prawie trzy lata temu i widzę, ile w tym czasie nauczyłam się o sobie i o innych. Dostrzegam wiele zalet macierzyństwa. Obok małżeństwa macierzyństwo to jeden z najlepszych długodystansowych treningów rozwoju osobistego. Nie ma jednak sielanki.  Macierzyństwo wysyła niejedną mamę na duchową banicję. Wiem, co piszę, bo prawie na niej byłam.

Jak się modlić, będąc mamą?

Jako studentka bardzo lubiłam przed zajęciami na uczelni iść do kościoła. Czasami na chwilę, czasami na mszę. Lubię ciszę w kościele. Zawsze szukałam ciszy, kiedy chciałam się modlić. Lubiłam też zostawać po niedzielnej mszy, kiedy już wszyscy wyszli, by jeszcze coś tam poszeptać. Modliłam się, chodziłam do kościoła, było dobrze aż…

Zostałam mamą i wszystko rypło!

Piszę to, mając na myśli okres, kiedy wieczorami byłam tak zmęczona, że zasypiałam z dzieckiem bez modlitwy. Budziłam się w nocy i starałam się modlić podczas karmienia. Potem zasypiałam i po sekundzie budziłam się, zastanawiając się, co mówiłam przed chwilą.

W ciągu dnia mój rytm wybijały potrzeby dziecka. I tak mijała noc i poranek, kolejne dni, a ja wyrzucałam sobie, że moja modlitwa nie jest taka, jak kiedyś, że nie umiem zorganizować sobie czasu na modlitwę, że zatrzymałam się w duchowym rozwoju. Dziś wiem, że…

…mamy modlą się inaczej

Mama nie uczestniczy spokojnie w mszy św. (nawet jeśli dziecko słodko śpi, ona czuwa). Mama nie da się ponieść modlitwie (obserwuje dzieci, jest z nimi, łapie dziecko biegnące w miejsce X lub ściąga je z miejsca Y). Mama w czasie mszy karmi, wyciera ślinę, unika ugryzienia, wyciąga swoje włosy z buzi dziecka, stara się omijać wszystkie spojrzenia, łapie dziecko związujące pani obok sznurówki.

Gdzie tu mowa o modlitwie i duchowości? Jak wpleść w dzień utkany pieluchami, karmieniem, na wskroś przepełniony fizjologią, duchowość?

W filmie „Faustyna” jest scena, w której jedna z sióstr zwierza się s. Faustynie, że ona do kaplicy to chodzi odpocząć. Pamiętam, jakie kiedyś we mnie to wzbudzało oburzenie. Dziś to rozumiem, bo sama chodziłam na mszę w niedzielę, aby odpocząć od cierpiącego z powodu kolki maluszka.

Czułam się z tym źle. Nie chciałam tak. Okazuje się jednak, że problem tkwił w moim myśleniu i wyobrażeniu tego, jak powinno być. Macierzyństwo można połączyć z duchowym rozwojem i modlitwą. Rozwiązaniem jest elastyczność.

 1. Módl się cały czas

A to dopiero rada, prawda? W praktyce wygląda to tak, że nie zostawiam sobie modlitwy na określony czas. Staram się modlić tyle, ile mogę w różnych momentach. Mam czas wieczornej modlitwy, ale jest on krótszy, bo jej część rozbijam na resztę dnia. Jak to robię? Przykładem niech będzie zabawa z dziećmi na dywanie. Układamy obrazki, rozmawiamy, jest głośno i radośnie. W tym czasie mówię do Boga na głos. Czasami za coś dziękuję, czasami uwielbiam. Bardzo spontanicznie, ale prosto z serca. Ma to drugi dobry skutek: dzieci widzą, jak się modlę (poza czasem wspólnej modlitwy) i dołączają do mnie (piszę o trzylatku, choć może niespełna roczniak także?).

2. Nie zostawiaj modlitwy na ostatnią chwilę

Wcześniej robiłam tak, że ogarniałam wszystko (sprzątałam, przygotowywałam najpotrzebniejsze rzeczy na następny dzień, zajmowałam się swoim małżeńskim projektem, odpisywałam na maile), aby potem cały dzień zwieńczyć modlitwą. Kończyło się to tak, że o trzeciej w nocy budziłam się z nosem w podręczniku formacyjnym. Teraz staram się medytację zrobić podczas drzemki młodszego syna (ma 11 miesięcy). Wtedy trzylatkowi włączam bajkę. Mogłabym sprzątać, ale trzeba postawić sobie pytanie, co jest ważniejsze.

3. Twórz i łap okazje

Wspominałam, że lubię ciszę, kiedy się modlę. Dlatego niedawno wybraliśmy się naszą czteroosobową rodziną na… plac zabaw. Jednak nie byle jaki! Znajdował się blisko kościoła, gdzie jest kaplica z wystawionym Najświętszym Sakramentem. Dołączyli do nas znajomi, a ja wykorzystałam moment i na pół godziny poszłam do kaplicy. Dzieciaki miały zabawę, mąż towarzystwo, a ja – Najświętszy Sakrament i ciszę.

4. Łącz obowiązki domowe z modlitwą

Czytałam kiedyś o kobiecie, która przygotowała sobie cytaty z Pisma Świętego, zaczepiła na tablicy przy zlewie i w czasie zmywania naczyń modliła się tymi słowami. Pomysł bardzo mi się spodobał, ale do tej pory go nie zrealizowałam. Za to bardzo lubię w czasie mechanicznych czynności słuchać pieśni. Czasami włączam sobie śpiewaną Koronkę do Bożego miłosierdzia na YouTube.

5. Pozwól sobie pomilczeć

Są dni, kiedy nie daję rady nic powiedzieć do Boga. Jestem po prostu zmęczona. Wtedy siadam i mówię, jak jest. „Dziś chcę po prostu z Tobą posiedzieć i pomilczeć. Wiesz wszystko”.

W moim przypadku problem z modlitwą rozbijał się o nierealne na dany czas wyobrażenie o tym, jak ta modlitwa powinna wyglądać. Nie doceniałam małych rzeczy, aktów strzelistych. Uśmiecham się, kiedy myślę, jak to wszystko musiało wyglądać z góry. W końcu dla Pana Boga ważne jest to, że chcemy być przy Nim, że z Nim rozmawiamy, a nie to, że idealnie wypełniamy schemat, który na siłę budujemy w swojej głowie.

Bardzo trafiają do mnie słowa Moniki Myszki-Wieczerzak (DomDobreMiejsce.pl): „I kiedy tak dwoję się i troję, żeby jakoś to moje rozbawione nieraz towarzystwo okiełznać, marzę czasem o ciszy i spokoju klasztorów kontemplacyjnych. Zastanawiam się wtedy, czy macierzyństwo to rzeczywiście moje powołanie i uświadamiam sobie, że ten trud to jest właśnie moja modlitwa”.

 

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail