Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Najzabawniejszy uczestnik igrzysk w Rio

AP/FOTOLINK
Udostępnij

David Katoatau jest nie tylko bohaterem Internetu, ale też bohaterem narodowym Kiribati!

Zastanówmy się, czym pan sztangista zasłynął, że stał się tak popularny? Pobił rekord świata? A skąd. Jest utytułowanym olimpijczykiem? Bynajmniej, no chyba że przyznają jakieś tytuły za 15. miejsce na podium. Ma wzruszającą historię swojej kariery sportowej? W sumie… Nie, można się popłakać tylko ze śmiechu, gdyż David Katoatau robi na pomoście to, co wychodzi mu najlepiej – zaraża ludzi pozytywną energią. A przy okazji podnosi ciężary.

https://imgur.com/9t80dEx

Ten 32-letni reprezentant Kiribati (pod tym linkiem macie mapę, jeśli tak jak ja zastanawialiście się, „gdzie, do jasnej anielki, jest Kiri-coś-tam”) po każdej próbie podniesienia ciężaru zawsze wykonuje swój taniec radości. Niezależnie od tego, czy próba jest udana, czy też nie! 

O tym, że sprawia wielką radość oglądającym go kibicom, jak i też innym zawodnikom, zarażając wszystkich pozytywną energią, nie trzeba chyba pisać, prawda? Zobaczcie na przykład ten jego występ i posłuchajcie piszczących fanek jego kocich ruchów:

Trzeba oddać jednak Davidowi sprawiedliwość: jako sztangista również odnosił sukcesy. Największy z nich to złoty medal na Igrzyskach Wspólnoty Narodów 2014, w kategorii wagowej do 105 kilogramów. Był to pierwszy sukces Kiribati na tych zawodach i z tego właśnie powodu David Katoatau został bohaterem narodowym. Wydrukowano nawet specjalną serię znaczków z jego podobizną!

KI006-14

Choć generalnie Katoatau nie jest czarnym koniem tych igrzysk, to nie można też powiedzieć, że jest czarną owcą. Mimo, że został sklasyfikowany na ostatnim miejscu w swojej kategorii wagowej – za nim byli już tylko zawodnicy, którzy spalili wszystkie swoje próby – to dobry humor i jeszcze lepsza choreografia nie odstępowały go na krok. Myślę, że powinniśmy brać z niego przykład i potrafić cieszyć się tym, co robimy, niezależnie od wyników.

Dlatego po napisaniu tego artykułu, niezależnie od jego poziomu „klikalności”, idę zatańczyć. A co!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail