Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Jak się chce, to z dzieckiem można wszystko”, czyli matka pracująca

EAST NEWS
Udostępnij

Z dzieckiem można wszystko. A więc także pracować. Choć wymaga to pewnej gimnastyki, to wiele daje i mamie, która ma malucha przy sobie, i dziecku, które od początku angażowane jest w „dorosłe” sprawy.

Magda jest kosmetologiem. Często zdarzało jej się pracować z synkiem. „Młody spał w chuście na plecach wiele razy, jak robiłam paznokcie (śmiech). Czasem biega gdzieś w trakcie. Przy paznokciach, małych zabiegach, jak np. brwi nie przeszkadza to nikomu. Na zabiegi wymagające mojego większego skupienia i/lub relaksu klientki młody zostaje z babcią albo mężem” – mówi. Pytam, jak reagują klientki. Te młodsze zarażają się miłością do chust, a starsze? „Starsze nie mogą wyjść z podziwu, że jak się chce, to z dzieckiem można wszystko” – odpowiada Magdalena.

Jeszcze ciekawiej jest u Małgorzaty, która pracuje z dzieckiem w chuście albo nosidle. „Jestem ornitologiem i dziecko obowiązkowo jeździ ze mną w teren. Robimy różnego rodzaju ekspertyzy, inwentaryzacje, monitoringi…” – wylicza.

Jak wygląda jej dzień? „W skrócie: trzeba się zwlec wcześnie rano, oporządzić dziecko, i na plecy. Lornetka i aparat na szyję. I heja ho, poprzez turzycowiska, młaki i trzęsawiska. Tuż po macierzyńskim nie zabierałam córki do biura, ale jak tylko przyszła wiosna i dużo pracy w terenie, przełożony nie miał nic przeciwko braniu córki” – mówi portalowi Aleteia.pl.

Uśmiech łagodzi obyczaje

Matka Polka musi sobie radzić. Nie ma w naszym pięknym kraju zbyt wielu możliwości łączenia pracy z wychowaniem dzieci, jak jest to na przykład w krajach skandynawskich, gdzie mamy mogą zatrudnić się na połowę albo część etatu. I gdzie pracodawca patrzy na kobietę z dzieckiem jakoś tak łaskawiej niż w Polsce.

Będąc w ciąży często słyszałam, że jak urodzę, będę musiała ze wszystkiego zrezygnować. I zamknąć się w domu na cztery spusty, bo przecież dziecka na uczelnię nie zabiorę. Tym bardziej do redakcji. „Dziecko, dopóki nie osiągnie trzeciego roku życia, powinno być tylko z mamą. Żadne żłobki, żadne nianie” – przestrzegały matki, które same wybrały taką drogę.

Być może to mechanizm racjonalizacji własnych wyborów, a przecież każda z nas może być taką mamą, jaką tylko zechce. Dla mnie to bycie mamą aktywną. A Franciszek mi w tym nie przeszkadza. Od pierwszych dni zabierałam go na zajęcia na uczelnię (fakt, budził zdumienie studentów) czy egzaminy. Dziś zabieram go na redakcyjne kolegia, na których czasem próbuje wyrwać koledze z laptopa pendrive’a albo zagłuszyć nasze obrady gaworzeniem. Ale jego słodki uśmiech łagodzi obyczaje.

Oczywiście z Franciszkiem pisanie większych tekstów to sport ekstremalny. Bywa, że kilka akapitów powstaje przez cały dzień, z przerwami na karmienie, przewijanie, usypianie, znowu karminie. Dlatego wymykam się z domu, rozkładam laptop w kawiarni, delektuję się kawą i szmerem rozmów (tak innym od gaworzenia!) i pracuję. A kilka stolików dalej malarskie arcydzieła tworzy kilkuletnia Tosia – córka baristki. Ma wakacje, więc mama musi zabierać ją ze sobą. Matka Polka pracująca.

 

Strony: 1 2

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail