Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

A gdyby św. Franciszek z Asyżu wszedł dziś do korporacji, co by nam powiedział?

Domena Publiczna
Udostępnij

Wiele osób próbuje patrzeć na św. Franciszka jak na kogoś, kto tylko biegał po okwieconych łąkach, rozmawiał ze zwierzątkami i żył dość beztrosko. Takie upraszczanie to duży błąd.

O św. Franciszku i jego współczesnym odbiorze opowiada o. Eryk Hoppe, gwardian Domu Zakonnego Braci Mniejszych (franciszkanów) z parafii Matki Bożej Anielskiej w Warszawie.

Przemysław Sałek: Jaki był pierwszy kontakt Ojca z postacią św. Franciszka?

o. Eryk Hoppe: Najpierw zainteresował mnie sam zakon, a nie jego założyciel. W wieku dorastania zacząłem chodzić do klasztorku w mojej rodzinnej miejscowości. Z czasem poznałem też pierwszych zakonników.

Jeden z nich, o. Mieczysław, uchodził w naszej lokalnej społeczności niemal za świętego. Jego postawa duszpasterska i duchowa przyciągała ludzi. Mając taki wzór, z czasem postanowiłem bliżej poznać św. Franciszka z Asyżu.

 

Porozmawiajmy o aktualnym odbiorze postaci św. Franciszka. Czy obecnie nie jest on traktowany zbytnio w sposób „bajkowy”?

W swoim życiu spotkałem osoby, również wśród współbraci, które miały obraz św. Franciszka bardzo uproszczony, np. odznaczający się nadmiernym optymizmem. Wiele osób próbuje patrzeć na św. Franciszka jak na kogoś, kto tylko biegał po okwieconych łąkach, rozmawiał ze zwierzątkami i żył dość beztrosko. Takie upraszczanie to duży błąd.

 

Jak więc powinniśmy postrzegać postać założyciela zakonu franciszkanów?

Zapomina się, że św. Franciszek był „nie tyle człowiekiem modlącym się, co samą modlitwą” (tak charakteryzują go pierwsze biografie). Często podejmował również intensywne posty. Regularnie udawał się w miejsca odosobnione, aby tam, w głębokim skupieniu, oddawać się intensywnej modlitwie, wręcz kontemplacji czy mistycznym uniesieniom.

Nie możemy też zapomnieć, że Biedaczyna z Asyżu był „człowiekiem krzyża”: krzyż adorował i stopniowo, dzień po dniu, dojrzewał do przyjęcia swojego osobistego krzyża, czego wyrazem były stygmaty, jakie otrzymał pod koniec swego życia.

 

Był też wielkim miłośnikiem przyrody. A to często jest kością niezgody. Jedni zarzucają, że postać Franciszka jest instrumentalizowana, np. przez ekologów. A inni nawołują, aby nie zapomnieć o tej wartościowej sferze jego życia. Jak postrzegać tę kwestię?

Patrząc na św. Franciszka przez pryzmat ekologii, nie możemy zapominać o źródle takiej postawy. Był on człowiekiem rozmiłowanym w Bogu jako Stwórcy, całym sobą wyrażał pochwałę Boga i jego dzieła stworzenia. Właśnie stąd wynikała jego fascynacja przyrodą.

Oczywiście możemy używać współczesnego języka i nazywać to podejściem ekologicznym. Musimy być jednak świadomi następującej kolejności: najpierw rozmiłowanie w Bogu, później w jego dziele.

 

Spróbujmy jeszcze mocniej uwspółcześnić postać św. Franciszka. Jesteśmy w klasztorze w samym centrum Warszawy, bardzo blisko zagłębia różnych korporacji. Jakie przesłanie mógłby mieć św. Franciszek dla osoby tam pracującej: często zabieganej, mającej na głowie kredyt itd.

Na pewno św. Franciszek nie wtargnąłby do jakiejś korporacji i nie zacząłby nawoływać do pochopnych, rewolucyjnych decyzji. Raczej starałby się każdego zrozumieć, przy okazji próbując jedynie przypomnieć o fundamentalnych wartościach, które w życiowym pośpiechu mogły zostać zagubione. Zachęcałby do stawania w prawdzie przed Bogiem i samym sobą.

Próbowałby też nas przekonać do życia w taki sposób, aby nikt przez nas nie cierpiał. Nie bez powodu zawołanie franciszkańskie brzmi „Pokój i dobro”. Trzeba mieć w sobie pokój, pracować nad zachowaniem go w sobie, aby następnie nieść go do otaczającego nas świata i spotykanych w nim ludzi, czyniąc dobro.

 

Skoro Ojciec wspomniał o pokoju – zarówno w kraju, jak i na świecie, nasilają się podziały i konflikty. Czy nie brakuje obecnie w przestrzeni publicznej głosu franciszkanów nakłaniającego do szukania pokoju?

Przyznam uczciwie, że z tym zagadnieniem mam problem. Pamiętam, co mówił o szukaniu pokoju Jan Paweł II, m.in. podczas spotkań w Asyżu. Znamy też przesłanie Benedykta XVI oraz starania obecnego papieża Franciszka, o to, aby pokój był nieustannie naszą troską. Niestety, słuchamy naszych papieży jednym uchem, a drugim, dość szybko, słowa te ulatują.

Dlatego warto podejść do tematu indywidualnie. Aby w życiu społecznym zapanował pokój, musimy najpierw wypracować w sobie zdolność do przebaczenia. Możemy mówić o pokoju na różne sposoby, ale dopóki nie osiągniemy pokoju w sobie oraz nie wykażemy się zdolnością do przebaczenia innym, to można zapomnieć o rozwiązaniu konfliktów.

Na koniec może jeszcze kilka podpowiedzi – skąd najlepiej czerpać wiedzę o św. Franciszku?

Bez wątpienia najważniejszą pozycją są „Pisma św. Franciszka” oraz wiele innych publikacji, które nawiązują do pierwszych biografii; interesujące są próby ukazania Franciszka jak gdyby żył w naszych czasach, np. „Skarb w dłoni żebraka” Romana Brandstaettera.

Z najnowszych opracowań warto zwrócić uwagę na książkę bp. Grzegorza Rysia: „Franciszek. Życie-miejsca-słowa”.

Można też wskazać na filmy, dzięki którym współczesny człowiek łatwiej będzie mógł wyobrazić sobie, jak wyglądał świat za czasów Franciszka z Asyżu, m.in. „Św. Franciszek, kuglarz boży” (1950), „Brat Słońce, siostra Księżyc” (rok 1972),  czy „Franciszek (1989)”.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail