Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Cichy osiemnastoletni bohater

Udostępnij

W kilka sekund wszedł przez okno i zaczął wynosić z płonącej świetlicy niepełnosprawne dzieci i młodzież.

Większość uczniów wiedziała o wszystkim, nim nadszedł wrzesień. Niektórzy z zapartym tchem słuchali opowieści przed uroczystością rozpoczęcia. Słuchali, jak ich kolega, Adam zatrudnił się w ośrodku pomocy społecznej na cały lipiec, aby trochę zarobić na sierpniowy wyjazd. Robił tam wszystko – sprzątał, przenosił towary z magazynów, które odnawiano. Miał już 18 lat, nie było żadnych zdrowotnych i prawnych ograniczeń.

Pod koniec lipca ekipa remontowa przez nieostrożność zaprószyła ogień, który początkowo gdzieś tlił się w ukryciu. Późnym popołudniem, gdy wszyscy murarze i malarze poszli do domów, pożar wybuchł w świetlicy. W Domu Opieki przebywały na stałe dzieci i młodzież z głębokim upośledzeniem, głównie osoby z rodzin, które nie umiały sobie poradzić z opieką nad  nimi.

Adam tego dnia przyszedł trochę później. Chciał prosto z pracy pójść na wieczorną mszę, był od dawna ministrantem. Chyba nikt w szkole nie wiedział, czy to on pierwszy zauważył ogień, czy to pielęgniarka wskazała mu płomienie. W sumie, to nie jest ważne. Wiadomo jednak, że był jedynym mężczyzną w najbliższym otoczeniu pożaru.

Adam wiedział, że w świetlicy są podopieczni, którzy nie poruszają się samodzielnie. W kilka sekund wszedł przez okno do pomieszczenia i zaczął wynosić dzieci i młodzież ze świetlicy. Niedługo to trwało, ale też ogień był szybki. Ostatnie dwie osoby Adam wynosił już, przechodząc przez płomienie.

Ktoś wezwał straż i karetkę pogotowia. Strażacy w niecałe pół godziny ugasili pożar. Ogień nie zdołał się bardzo rozprzestrzenić, zresztą niektóre salowe wcześniej użyły gaśnic. Lekarze i pielęgniarki z pobliskiego szpitala mieli więcej pracy. Po kilku godzinach okazało się, że nikt z pensjonariuszy ośrodka nie został w szpitalu. Musiał tam jednak zostać Adam – miał poważnie poparzony bark, tułów i jedną nogę.

W sierpniu nigdzie nie wyjechał, jak planował. Nie wiadomo było, czy zdoła na początku września przyjść do szkoły.

Jego klasa właśnie weszła do sali. Wychowawczyni jeszcze nie zaczęła mówić, kiedy w otwartych drzwiach pojawił się Adam wsparty na kulach. Uśmiechnął się na powitanie, ale klasa z poważnymi minami wstała, gdy wchodził. Ktoś zaczął bić brawo. Stali tak w milczeniu chyba ponad minutę.

Brawa ucichły, wtedy Adam zapytał: „Co się stało, czy ominął mnie jakiś ciekawy występ?”.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail