Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

O czym św. Matka Teresa rozmawiała z Panem Jezusem?

By Manfredo Ferrari - Praca własna, CC BY-SA 4.0
Udostępnij
Komentuj

Nawet jej wieloletni przyjaciel, o. Sebastian Vazhakala, nie wiedział o jej mistycznych doznaniach i rozmowach z Jezusem. Fakty te ujrzały światło dzienne dopiero podczas procesu kanonizacyjnego.

Wszyscy znaliśmy św. Matkę Teresę z Kalkuty przez pryzmat jej dzieł i zgromadzenia, które powołała. Niewiele natomiast osób, jak okazuje się na podstawie dokumentów ujawnionych w trakcie procesu kanonizacyjnego, znało prawdę o jej wnętrzu. Ta, która niosła uśmiech i pośród ubogich, sama w sobie nosiła wielką ciemność i pustkę – w listach do kierowników duchowych pisała wręcz, że nie ma już wiary. Mimo tych zmagań, dla osób którym pomagała była prawdziwym światłem. Jedna kobiet, którym Matka Teresa pomogła powiedziała jej: „Przyjdź jeszcze! Twój uśmiech sprowadził słońce do tego domu!”.

Sama święta, była jednak bardziej surowa wobec siebie:

Zanim jednak nadeszła ta „noc ciemna”, którą notabene przeżywało wielu świętych, w tym chociażby św. Jan od Krzyża, św. Matka Teresa doświadczała przez 10 miesięcy spotkań z Jezusem. „Przyjechałaś do Indii dla Mnie. (…) Będziesz nosić proste indyjskie ubranie, albo raczej takie, jakie nosiła moja Matka – proste i ubogie. (…) Potrzebuję indyjskich zakonnic, Misjonarek Miłości, które by były moim ogniem miłości wśród biednych, chorych, umierających (…) Nie bój się – będę zawsze z tobą. (…) Pozwól Mi działać. Nie odmawiaj Mi. Zaufaj Mi z miłością, zaufaj Mi ślepo” – miał mówić do niej Chrystus.

Rzeczywiście, św. Matka Teresa zapłonęła miłością do Niego tak wielką, że nie potrafiła oprzeć się pokusie przebywania z Nim cały czas: „Czasami Najświętszy Sakrament tak bardzo mnie pociągał. Nie mogłam się doczekać Komunii Świętej. Noc po nocy sen mnie opuszczał i tylko spędzałam te godziny, tęskniąc do Jego przyjścia”.

Św. Matka Teresa spełniła wolę Jezusa i założyła Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości. Wtedy zaczęły się schody. „Ciemność jest taka, że naprawdę nic nie widzę ani umysłem, ani rozumem. Miejsce Boga w mojej duszy jest puste. Nie ma we mnie Boga. Kiedy ból tęsknoty jest tak wielki, po prostu tęsknię i tęsknię za Bogiem i wtedy jest tak, że czuję – On mnie nie chce, nie ma Go tu. (…) Czasem słyszę po prostu, jak moje serce krzyczy: «Mój Boże» i nic więcej się nie dzieje. To tortury i cierpienie, których nie potrafię wytłumaczyć”.

Ten stan utrzymywał się już do końca jej życia. „Bardzo często czuję się jak mały ołówek w rękach Boga. On to pisze, On to myśli, On tym porusza, ja mam tylko być ołówkiem”. Ołówkiem, który nie czuje dotyku ręki piszącego. Pewnie dlatego mówiła niedługo przed śmiercią: „Jeśli kiedykolwiek będę świętą, na pewno będę świętą «od ciemności». Będę ciągle nieobecna w niebie, aby zapalać światło tym, którzy są w ciemności na ziemi”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail