Aleteia

„Powiedz babci, że zachowałam się jak trzeba”. Historia „Inki”, Dziewczyny Wyklętej

Pomnik Danuty Siedzikówny "Inki" w Gdańsku / REPORTER
Udostępnij

W szeregach „Żołnierzy Wyklętych” były i kobiety, jak sanitariuszka legendarnego „Łupaszki” Danuta Siedzikówna „Inka”. Warto przypomnieć jej życiorys w Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Grób, w którym leżało ciało „Inki”, został odnaleziony jesienią 2014 przez zespół z IPN pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka. Było zakopane 50 cm pod chodnikiem na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku. Obok niej leżały zwłoki ppor. Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Oboje zostali rozstrzelani 28 sierpnia 1946. Szczątki legendarnej sanitariuszki „Łupaszki” przez siedemdziesiąt lat spoczywały w bezimiennym dole. Uroczysty pogrzeb – dokładnie 70 lat po śmierci – odbył się w Gdańsku.

 

„Inka”, Dziewczyna Wyklęta, sanitariuszka „Łupaszki”

Szymon Nowak, historyk, autor książki „Dziewczyny Wyklęte” (m.in. o „Ince”) mówił, że niezłomna sanitariuszka doczekała się sprawiedliwości dziejowej. Bo do niedawna to komunistyczni zbrodniarze byli chowani z honorami godnymi bohaterów, a Wyklęci spoczywali w bezimiennych dołach.

Komunistycznym oprawcom nie wystarczało zadanie hańbiącej śmierci. Gnębili ofiary jeszcze po śmierci, odmawiając im prawa do godnego pochówku. „Skazując na karę śmierci nieletnią (Danusi Siedzikównie brakował miesiąc do ukończenia 18 lat), komunistyczny sąd pogwałcił nawet swoje ówczesne prawo” – mówi portalowi Aleteia.pl Nowak. I przypomina, że mimo to Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski i „Inkę” rozstrzelano. Prawdopodobnie nie mogąc dopaść partyzanckiego dowódcy mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, komuniści zemścili się na jego bezbronnej sanitariuszce i łączniczce.

Zastrzelili i, nie rozczulając się nad ciałami skazańców, zakopali w drewnianej skrzyni bez wieka, a na tym wszystkim zrobili później alejkę. Ludzie chodzili po bohaterach, nawet nie przypuszczając, kto w tym miejscu leży pod ziemią.

 

Ułańska fantazja „Inki” i dzieciństwo w cieniu wojny

Danusia Siedzikówna urodziła się 3 września 1928 roku w Głuszczewinie koło Narewki na Podlasiu. Jej ojciec Wacław był leśniczym w Olchówce, a mama Eugenia pochodziła z rodziny Tymińskich. Oprócz Danki mieli jeszcze dwie córki – starszą Wiesławę i młodszą Irenę.

Jakie było dzieciństwo ciemnowłosej, ciemnookiej i lekko pucołowatej dziewczynki, która spogląda na mnie z jednego ze swych ostatnich zdjęć? Zapewne takie, jakie przeważnie bywa dzieciństwo – beztroskie i wesołe. Danusia jeździła konno. Nie brakowało jej ułańskiej fantazji, bo na konia wsiadała, skacząc z płotu. Chodziła do szkoły salezjanek w Różanymstoku niedaleko Sokółki. Grała na gitarze, śpiewała. Sielanka, ale do czasu.

Kiedy wybucha wojna, ojciec Danusi, jako leśniczy niebezpieczny dla bolszewickiej władzy, zostaje aresztowany przez NKWD. Zesłany do pracy w kopalni złota na Syberii, po agresji Niemiec na ZSRR dołącza do armii gen. Andersa i ewakuuje się do Teheranu, gdzie umiera. Matka, działaczka ZWZ-AK, po donosie na gestapo, jesienią 1942 roku trafia do więzienia w Białymstoku. Dorastające dziewczynki zostają pod opieką babci.

 

„Inka” wstępuje do AK. Chce pomścić rodziców

Doświadczenia z pewnością odciskają piętno na siostrach Siedzikównach. Ostatecznie do podjęcia walki przeciwko okupantom popycha je wieść o rozstrzelaniu matki w 1943 roku. Dwie najstarsze siostry wstępują w szeregi AK. W konspiracji chcą pomścić rodziców. Danusia przyjmuje pseudonim „Inka” (po koleżance, z którą przyjaźniła się jako dziecko).

W szwadronach brygady mjr. „Łupaszki” była głównie sanitariuszką, ale wykonywała także funkcje łączniczki. Gdy została aresztowana, pojechała właśnie do Gdańska, szukając kontaktu z dowódcą. Miała także zakupić leki i opatrunki do partyzanckiej apteczki. Nie zdążyła… – opowiada Szymon Nowak.

„Danusia była dobrą, młodą dziewczyną, wychowaną w duchu patriotycznym. Miała małokalibrowy pistolet, ale nigdy nie strzelała. Opiekowała się za to także przeciwnikami. Po walkach zostawiała im swoje opatrunki, żeby mogli obwiązać rany” – zauważa historyk. Dodaje jednak, że ta samarytańska dobroć na nic się nie zdała. „W czasie rozprawy komuniści znaleźli odpowiednich „świadków”, którzy potwierdzili, że Inka zabijała, a nawet wydawała rozkazy do rozstrzelania pojmanych jeńców. Oczywiście była to nieprawda” – dodaje Nowak.

 

Ostatnie słowa „Inki” przed śmiercią: Niech żyje Polska!

Bita i poniewierana podczas brutalnych przesłuchań nie zdradziła nikogo. Nie podpisała też prośby do prezydenta o łaskę. Bo były w niej zwroty, z którymi się nie zgadzała (jak np. ten, że nie miała świadomości swoich czynów). Wiedząc o nadchodzącej śmierci, wysłała do rodziny krótką informację. „Powiedzcie babci, że zachowałam się jak trzeba”.

Przed śmiercią zdążyła się wyspowiadać. Kiedy wprowadzono ją do sali egzekucji w więziennej piwnicy, była całkiem spokojna. Za chwilę skończą się jej cierpienia. Będzie po wszystkim. Stoi więc wyprostowana, może trochę dumna, spogląda w oczy żołnierzy z ochotniczego batalionu egzekucyjnego. Chce widzieć wszystko, więc nawet nie mruga powiekami.

Kiedy zostaje odczytany wyrok śmierci i pada komenda „ognia”, niespodziewanie „Inka” wraz z „Zagończykiem” krzyczą najgłośniej jak mogą „Niech żyje Polska!”. Jakby się umówili. Salwa, opada kurz na podłogę, opada ciało „Zagończyka”, a „Inka”… stoi, nawet nie draśnięta. Nikt z plutonu egzekucyjnego nie odważył się strzelić do bezbronnej, niewinnej dziewczyny. Zdenerwowany dowódca oddziału wyrwał broń z ręki któremuś żołnierzowi i sam wykonał wyrok. Zanim broń wypaliła „Inka” zdążyła jeszcze krzyknąć „Niech żyje major Łupaszko!”.

 

Danuta Siedzikówna. Bohaterka z krwi i kości

Bohaterowie antykomunistycznego podziemia wydają się nam odlegli. Zupełnie inne czasy, okoliczności, problemy. Czy „Inka” może być bohaterką, autorytetem dla współczesnych nastolatek?

Każdy musi mieć swoich bohaterów. Wzór do naśladowania, odpowiedni poziom do zdobycia, ideał w dążeniu podczas drogi przez życie. Danusia była jak inne dziewczyny. Miła, skromna, uczynna. Nie chciała zabijać i nie zabijała. Ale chciała walczyć o niepodległą Polskę i walczyła o nią, jak tylko mogła – odpowiada Nowak.

I dodaje: „Trzeba się cieszyć, że młodzi ludzie na swoich bohaterów wybierają Żołnierzy Wyklętych, Dziewczyny Wyklęte. Ludzi, którzy naprawdę żyli i w swoich wyborach zachowali się jak trzeba. Że Inka, która stałą się ikoną patriotycznej młodzieży, jest człowiekiem z krwi i kości, a nie filmowym fikcyjnym superbohaterem”.

*Korzystałam z S. Nowak, Dziewczyny Wyklęte, Fronda