Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Tata nie uciekł do klasztoru, ale klasztor przywiózł do domu

Udostępnij

Codzienna modlitwa brewiarzowa, reguła benedyktyńska i… świeże bułki z rana przynoszone dla dzieci. Jak wygląda życie z oblatem benedyktyńskim?

Kim są oblaci benedyktyńscy? To osoby wszczepione w konkretną wspólnotę benedyktyńską przez złożenie przyrzeczeń oblackich. Mieszkają poza klasztorem, ale utrzymują z nim stały kontakt: przyjeżdżają na dni skupienia i rekolekcje, w miarę możliwości starają się uczestniczyć w najważniejszych wydarzeniach rodziny benedyktyńskiej. Oblatem benedyktyńskim może zostać każdy chrześcijanin świecki (także żyjący w małżeństwie), a nawet kapłan, który, pozostaje w swoim środowisku. Warunek? Pragnie życi duchem Reguły św. Benedykta.

W dniu, w którym mój tata został oblatem benedyktyńskim, opactwo w Lubiniu stało się trochę  naszym drugim domem. Tata nie uciekł do klasztoru, ale za każdym razem, gdy wracał z Lubinia, przywoził klasztor ze sobą i – krok po kroku – wprowadzał do naszej rodzinnej codzienności benedyktyński charyzmat, który dziś, dzięki tacie i lubińskim mnichom, kojarzy mi się najbardziej z dwoma, bardzo konkretnymi postawami: „stałość” i „prawdziwe szukanie Boga”.

Regułę św. Benedykta poznawałam latami, jednak – paradoksalnie – nie przez wnikliwą lekturę, ale przyglądając się mnichom i po prostu spędzając czas z nimi i z tatą. To w Lubiniu zachwyciłam się liturgią i szeroko pojętym celebrowaniem kościelnych uroczystości.

Dzięki posłudze brata zakrystianina (z którym nigdy nie zamieniłam słowa) zrozumiałam, co to znaczy „przyklęknąć ze czcią przed Najświętszym Sakramentem” i jak poprzez zwyczajną czynność, jaką jest choćby zapalenie świec przed Eucharystią, można wyrazić Bogu swoją miłość i oddać Mu chwałę. Także tam uwierzyłam, że gdy wykonuje się coś, nawet  najmniejszego, ale połączonego z wielką miłością do Boga, to razem z Chrystusem naprawdę zbawia się świat.

Mój tata natomiast pokazał mi, na czym polega benedyktyńska stałość, owa niezwyczajna zwyczajność wiary. Pamiętam, jak podczas naszej wizyty w klasztorze jeden z ojców poprosił mnie, bym opowiedziała żonie kandydata na oblata, jak mieszka się z kimś takim. Moje pierwsze słowa zaskoczyły chyba wszystkich.

Długo szukałam jakiejś nabożnej i górnolotnej odpowiedzi, a opowiedziałam jej o czymś, co nagle przyszło mi do głowy. O tym mianowicie, że tata wstaje od tego czasu o wiele wcześniej i codziennie, po swoich porannych modlitwach, idzie po świeże bułki, że jest po prostu jakoś bardziej dla nas.

Dopiero potem przyszedł czas na opowieści o niezwykle cennych wizytach w opactwie i o domowych duchowych rozmowach, jakie toczyliśmy w związku z lekturą pism ojców Kościoła i benedyktyńskich „klasyków”, których mój tata czytywał swego czasu niemal na okrągło. Bywało, że to ich pisma (a czasem myśli św. Benedykta) niosły odpowiedź na rozterki, z którymi się do taty przychodziło. On – zupełnie nieświadomie – wchodził wtedy w rolę bogobojnego starca, a czasem nawet i opata z Reguły, i raczył nas którymś z dobrze znanych mu apoftegmatów, czyli opowieści o ojcach pustyni.

Od rozmowy z tą panią minęło kilka lat – a moje spojrzenie na oblaturę taty nie uległo zmianie. Najbardziej cenię go za nienarzucające się świadectwo potężnego wpływu duchowości benedyktyńskiej na współczesnego człowieka, w której także i ja – zdeklarowana  miłośniczka i propagatorka duchowości ignacjańskiej – odnajduję prawdziwe skarby.

Zawsze gdy odwiedzają nas znajomi i chcą poznać urokliwe miejsca naszego regionu, zawozimy ich do Lubinia na modlitwę brewiarzową z benedyktynami, krótki pobyt w kościelnych i klasztornych murach oraz do przepięknego ogrodu, gdzie – odkąd tylko pamiętam – rosną kandelabrowe grusze. My robimy to po to, by lepiej poznali nie tylko nasz dom, ale i nasze opactwo. Tata realizuje w ten sposób jedno ze swoich oblackich zadań: przyczyniać się do tego, by duchowość benedyktyńska promieniowała poza mury klasztoru.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail