Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Wydobyta spod gruzów siostra: „Zostałam uratowana. Dlaczego?”

AP/FOTOLINK
Udostępnij

Zdjęcie zakrwawionej siostry, leżącej na ziemi i piszącej smsy, szybko obiegło świat tuż po tragicznym trzęsieniu ziemi we Włoszech. Jaka historia za nim się kryje? Poznajcie siostrę Marjanę Lleshize.

Siostra Marjana obudziła się pół godziny po pierwszym wstrząsie, który miał miejsce o 3:32 w Abruzji w środkowych Włoszech. Leżała pod łóżkiem, poobijana i zraniona wśród gruzów cegieł i betonu, które jeszcze chwilę temu tworzyły budynek żeńskiego zakonu w Amatrice.

„Wtedy zaczęłam wysyłać smsy do przyjaciół. Do rodziny nie, bo nie chciałam ich martwić. Następnie, kiedy zorientowałam się, że pomoc nie nadchodzi, zaczęłam żegnać się z najbliższymi i prosić ich o modlitwę. W końcu straciłam nadzieję na ocalenie i ofiarowałam swoje życie za kogoś innego” – powiedziała w wywiadzie dla Radia Watykańskiego.

Dom, w którym mieszkała pochodząca z Albanii siostra ze zgromadzenia służebnic Pańskich, został zrównany z ziemią. Tak samo jak prowadzony przez zakonnice dom starców oraz jak znaczna część miasta.

Burmistrz Amatrice przez łzy powiedział przed kamerami: „Moje miasto już nie istnieje”. Ogółem wskutek trzęsienia ziemi, które miało miejsce w środę, 24 sierpnia, zginęło we Włoszech ponad 290 osób. Wstrząsy o sile 6,2 w skali Richtera dało się odczuć nawet w Rzymie, mimo że epicentrum było oddalone od stolicy o ponad 100 km i miało miejsce w okolicach Nursji.

Gdy siostra Marjana przygotowywała się już na najgorsze, usłyszała głos „anioła”. „To było dokładnie w tym momencie (gdy ofiarowywała swoje życie za kogoś innego – przyp. red.), usłyszałam głos młodego mężczyzny wołającego mnie i w tym głosie usłyszałam głos Boga, który wzywał mnie do życia” – opowiadała katolickiej agencji informacyjnej SIR.

„Anioł”, który wyciągnął siostrę spod gruzów, pochodził z Kolumbii i miał na imię Louis. Pracował jako pielęgniarz w domu starców. Gdy oboje z siostrą przemierzali gruzowisko, usłyszeli wołanie dwóch sióstr, a potem jeszcze kolejnej. Nie byli jednak w stanie im pomóc, więc wyszli na ulicę by tam czekać na pomoc.

Tu właśnie zostało zrobione słynne zdjęcie, które po tym jak opublikowała je włoska agencja informacyjna ANSA, obiegło świat. Zakrwawiona siostra, leżąca na chodniku, znów pisała smsy. Tym razem informując swoich najbliższych o tym, że przeżyła.

„Myślę o siostrach, które wciąż są pod gruzami. Muszę przyznać, że nie byłam świętsza od nich. Więc zadaję sobie pytanie, dlaczego ja zostałam ocalona, a nie one?” – mówiła w rozmowie z dziennikarzami, wycierając łzy.

W obliczu takiej tragedii dodała: „Okazuje się, kim człowiek naprawdę jest, bez względu na jego religię, kulturę, na to jak dobra jest dana osoba. Weźmy na przykład mnie. Nie jestem lepsza niż ludzie, którzy zginęli. Lecz ja zostałam uratowana. Dlaczego?”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail