Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jezu, czy Ci nie żal?

Fr Lawrence Lew, O.P./Flickr
Udostępnij

Patrząc na wszechobecny, także religijny kicz, kusi czasem, by zapytać: Jezu, czy Ci nie żal? Gotyckich katedr, fresków Giotta, barokowych oratoriów, kiedy wokół tylko nylon i plastik, Jezu, czy Ci nie żal?

Jest Wielki Piątek. Wchodzisz skupiony do francuskiego albo hiszpańskiego kościoła. Atmosfera podniosła i smutna, wiadomo. Golgota, krzyż, gwoździe, Chrystus w agonii. I nagle słyszysz skądinąd dobrze sobie znaną melodię.

A im bardziej słyszysz, tym bardziej uszom nie wierzysz, bo przecież wielu rzeczy mogłeś się spodziewać w tym miejscu i w tym dniu, ale nie „Góralu, czy ci nie żal”. Tymczasem chór, schola, czy też kantor z pełną powagą wykonuje ten właśnie utwór. No może nie dokładnie ten, ale dokładnie na tę samą melodię. Tyle że zamiast zwracać się do rzeczonego górala z pytaniem, czy mu nie żal i z sugestią, by wracał do hal, pieśń uprasza królowania Chrystusa i zbawienia dokonującego się na Jego krzyżu: Victoire, tu règneras! Ô Croix, tu nous sauveras!

W starych, porządnych śpiewnikach można nawet znaleźć adnotację: sur une melodie polonaise, czyli na melodię polską. Jak nasz poczciwy góral zawędrował aż do Galii, nie wiadomo. Dotarłszy tam, musiał widocznie wpaść w ucho komuś, kto stwierdził, że tak rzewna, chwytająca za serce muzyka, to z pewnością jest, a już na pewno powinno być, coś pobożnego. Jak pomyślał, tak zrobił. Pasyjna wersja „Górala” została powszechnie przyjęta, weszła na stałe do wielkopostnego repertuaru liturgicznego i ma się dobrze.

Coś podobnego na naszym polskim gruncie mógłby przeżyć Brytyjczyk, któremu trudno byłoby pewnie zrozumieć, dlaczego na niedzielnej mszy w wiejskiej parafii, a w Boże Ciało chyba w dowolnym miejscu, ni z tego ni z owego miejscowa ludność wykonuje jego hymn narodowy…

Jak to? A no tak to, że wdzięczne, marszowe, wpadające w ucho „Jezu, miłości Twej, ukryty w Hostii tej, wielbimy cud” zapożyczyło swoją melodię wprost od nobliwego wyspiarskiego God, save the Queen.

Ot, ciekawostka. Czy coś z niej wynika? Niekoniecznie. Pieśni na znaną melodię zaczęły żyć własnym życiem. I może tylko jeszcze to, że doświadczenie piękna jest w jakiś sposób pokrewne doświadczeniu religijnemu. Piękne jakoś odruchowo kojarzy nam się ze świętym. Dotknięcie przez piękno, przez sztukę popycha człowieka w stronę sacrum. To, co nas porusza ze względu na swoją wartość estetyczną, uwrażliwiając nas, dokonuje swoistej preewangelizacji, a doświadczenie religijne potrzebuje być jednocześnie doświadczeniem piękna.

6 sierpnia, w kazaniu na święto Przemienienia Pańskiego, przyznawałem się, że w moim mieszkaniu, nieopodal krzyża przed którym się modlę, wisi zdjęcie z pewnego czarno-białego filmu, choć kobieta na nim uchwycona to bynajmniej nie Matka Boska. Wisi tam po to, żeby przypominać mi za każdym razem, gdy zaczynam się modlić, że Bóg jest piękniejszy nawet od Audrey Hepburn w Wojnie i pokoju. Bo Bóg jest piękny, a ja potrzebuję o tym pamiętać. Człowiek tęskniąc za pięknem, tęskni za Bogiem, choćby tego nie wiedział.

Patrząc na wszechobecny, także religijny kicz, kusi czasem, by zapytać: Jezu, czy Ci nie żal? Gotyckich katedr, fresków Giotta, barokowych oratoriów, kiedy wokół tylko nylon i plastik, Jezu, czy Ci nie żal?

Jasne, że nie one są najważniejsze i że Jezusowi obojętne, czy przychodzi do nas w szczerozłotym kielichu, czy w glinianym kubku. Ale nam nieobojętne. Naszej wrażliwości nieobojętne. Naszej zdolności do wypatrywania, dostrzegania i spotykania Boga nieobojętne.

Komuś, kto ma wyobraźnię przeżartą pornografią – a kicz to pornografia sztuki – bardzo trudno dostrzec i zachwycić się delikatnym pięknem mijającej go na ulicy dziewczyny. A ona jest piękna. I jest naprawdę.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail