Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
piątek 30/10/2020 |
Bł. Benwenuty Bojani
home iconAktualności
line break icon

Adam, bezdomny z Krakowa. Fragment niezwykłej książki „Różnica”

Redakcja - publikacja 14.09.16

Ja mam swoje zasady, nie chodzę pijany na zupę do sióstr. Jeżeli cię stać na picie, to stać cię też na zupę w barze – mówi Adam.

Nazywam się Adam Łukasik, pochodzę z Radomska. To jest między Częstochową a Piotrkowem Trybunalskim.

Od 1987 roku jestem w Krakowie. Będąc w wojsku, poznałem piękną panienkę i tu zostałem. Żyliśmy w konkubinacie przez sześć lat, wynajmowaliśmy mieszkanie na Kurdwanowie. Rozstaliśmy się, bo każdy z nas miał inny pomysł na życie. Najbliższej rodziny nie miałem, bo rodzice zginęli w wypadku samochodowym, zostałem sam z siostrą. Wychowywał nas potem wujek z ciocią. Niczego mi nie brakowało, ale byłem strasznym łobuziakiem, opamiętałem się dopiero w technikum. Tato był kierowcą, wujek też, zawsze mnie to interesowało, więc poszedłem na mechanika.

W 1987 roku trafiłem do więzienia – spowodowałem po pijaku wypadek i dożywotnio zabrali mi prawo jazdy. Wracając z zabawy zabiłem dwie kobiety. Siedziałem 12 lat, straciłem wszystko – kontakt z rodziną, ze znajomymi. Po wsi się rozeszło, że jestem zabójcą. 

W więzieniu pracowałem w kuchni, miałem kurs, bo zrobiłem, będąc jeszcze w wojsku. Współwięźniowie najbardziej narzekają na małe porcje. Jadłospisy są tak ustalone, że waży się w żywym towarze, a nie w docelowym. I dlatego z 10 dag kotleta, po zmieleniu i upieczeniu zostaje osiem i pół. Stąd te rozbieżności, ale wszystko trzeba było liczyć, więc nie było rady.

Dostałem możliwość wyjścia warunkowego, za dobre w sprawowanie, ale zrezygnowałem. Polega to na tym, że owszem, wychodzi się wcześniej, ale jeszcze ma się kuratora na pięć lat. To wolałem odsiedzieć te dwa lata, które mi zostały.

Pamiętam, że jak wychodziłem, to szef kuchni odprowadził mnie na pociąg do Krakowa. Wcześniej jeszcze poszliśmy się napić do restauracji w Wadowicach (bo tam kończyłem odsiadkę). Jechałem do Krakowa, bo znałem tutaj jeszcze kilku ludzi. Nie wychodziłem całkiem „goły”, za lata pracy dostałem wyprawkę, zarabiałem 50 proc. średniej krajowej, czyli na nowe pieniądze jakieś 400 zł miesięcznie. Miałem ze sobą jakieś 70 tysięcy.

Dojechałem do Krakowa i tak chodziłem w poszukiwaniu przyjaciół do picia. Mogłem wynająć jakieś mieszkanie, ale jak człowiek jest sam, to inaczej myśli. Jak ktoś wychodzi i ma rodzinę, to idzie do nich, wraca do życia. A ja nie miałem nikogo. Ja się chciałem napić, znaleźć przyjaciela i tyle. Zresztą znalazłem z kolegą działkę i tam mieszkaliśmy. Myślało się tylko o tym, żeby zapić smutki. Żyje się z dnia na dzień, czasem się złapie jakąś pracę.

Mieszkaliśmy w kilku na tej działce, w końcu dostaliśmy ją na własność. Mieliśmy pieska z opieki, węgiel dostawaliśmy na zimę. Nie piliśmy codziennie, bo niektórzy chodzili do pracy. Nie powiem, że była sielanka, ale takie normalne życie, a nie jakieś kluby.

Też mi się zdarza, że czasem proszę o jedzenie, ale to tylko wtedy, kiedy już mnie bardzo głód przyciśnie, a wszystkie stołówki są pozamykane. Nie mam jakiś wymagań, jak proszę, to o chleb i cokolwiek do tego chleba, mówię, że najtańsze, byle by coś było. Nie jestem taki, że jak ktoś mi da pięć czy dziesięć złotych, to od razu biegnę po spirytus czy denaturat. Wolę pozbierać butelki czy puszki, mam wtedy na jakąś zupę w barze i czasem coś zostanie.

Jeżeli chodzi o jakieś trudne sytuacje, to ostatnio spotkałem takich trzech małolatów i mnie pobili. Chcieli papierosy, nie miałem i za to. Jeden uderzył mnie butelką pod okiem, dalej mam ślady. Obronili mnie ochroniarze z hostelu na Warszawskiej. Zadzwonili po pogotowie, ale mnie nie szyli, tylko dali jakąś maść. Leżałem cztery dni na Kopernika.

A wcześniej to jeszcze dostałem od innych bezdomnych. Bo bezdomni też są podzieleni – „łaziory” są na dole, „giganci” na środkowej półce, a ci najwyżsi wędkują na Grodzkiej i Szewskiej. Ja tam dla nich jestem normalnym człowiekiem. Wolę pozbierać butelki, niż stać z jakąś kartką, że zbieram na piwo.

  • 1
  • 2
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
bezdomnycodziennośćhistoriawyznaniażycie
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Philip Kosloski
5 świętych, których ciała nie uległy rozkłado...
Theresa Aletheia Noble
Dobra spowiedź. 10 cennych rad od księży
Mathilde de Robien
Imiona, które noszą w sobie pieczęć Boga. Moż...
PAPIEŻ PRZYTULA CHOREGO MĘŻCZYZNĘ
Marine Soreau
„Papież nie bał się mnie objąć”. Opowieść czł...
KOBIETA NA POLU
Redakcja
Cytat z Biblii dla ciebie na dziś [26 paździe...
ST JOSEPH,THE WORKER CARPENTER, JESUS,CHILDHOOD OF CHRIST
Philip Kosloski
Ta starożytna modlitwa do św. Józefa podobno ...
ABORCJA
Michał Lubowicki
Twoja wiara nie ma nic do rzeczy w kwestii ab...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail