Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

„Nie bój się”, to znaczy pozwól Bogu działać. Lekcja płynąca ze zwiastowania

Berthold Werner/Wikipedia
Udostępnij
Komentuj

Nad jednym z wejść do Bazyliki Zwiastowania jest figura Maryi, którą uchwycono w momencie, kiedy robi krok do przodu, ma wyciągnięte przed siebie rozłożone ręce. To jest obraz człowieka, który daje wiarę słowom Boga: „Nie bój się”.

Piszę ten tekst w Nazarecie, mieście zwiastowania, gdzie rozpoczyna się historia Jezusa Chrystusa. Nazaret jest miastem, gdzie Bóg mówi: „Nie bój się”.

 

Nie bój się, Maryjo

Najpierw powiedział to do młodej dziewczyny imieniem Miriam. Nie bój się wejść w coś, co dla ciebie jest kompletnie niezrozumiałe, wbrew twoim ludzkim planom. Coś, co może być źle przyjęte przez innych.

Miriam wiedziała, że Jej „tak” oznacza gotowość na to, że Józef, któremu była już zaślubiona, może uznać ją za cudzołożnicę. Niby jak miał zrozumieć, że to pochodzi od Boga? Miriam nie tylko ryzykowała okryciem się hańbą, ale także ukamienowaniem przez ludzi, bo taka była kara za cudzołóstwo.

Swoje zwiastowanie miał także Józef. Dla niego sytuacja, w której się znalazł, była również bardzo trudna. Dopiero co zaślubiona żona okazuje się być ciężarną, ale nie on jest ojcem. To hańba, która kładzie się cieniem także na nim. Będą wytykać go palcami, drwić, a on może być zmuszony rzucić kamieniem w swoją niewierną żonę. Józef chce ratować sytuację i potajemnie oddalić Miriam, ale wtedy przychodzi do niego Bóg i mówi: „Nie bój się jej przyjąć”.

W tym mieście Bóg zaprosił dwoje ludzi do porzucenia lęku, który zamyka, szuka wymówki, ratuje się ucieczką, chowa się za czymś. Zaprosił ich do odważnej postawy otwartości i przyjęcia, która zrodziła najpiękniejszy owoc.

Nad jednym z wejść do bazyliki Zwiastowania jest figura Maryi, którą uchwycono w momencie, kiedy robi krok do przodu, ma wyciągnięte przed siebie rozłożone ręce. To jest obraz człowieka, który daje wiarę słowom Boga: „Nie bój się”.

 

Otwartość Kościoła

Kościół też musi nieustannie uczyć się postawy Miriam z Nazaretu. W czasie Soboru Watykańskiego II zrobił poważny krok do przodu, wychodząc z otwartymi rękoma do współczesnego świata. Od tamtej pory widzimy kolejnych papieży, którzy spotykają się z duchowymi przywódcami różnych religii, szukają przestrzeni wspólnego zaangażowania dla dobra współczesnego świata i człowieka, a nawet wspólnie się modlą, jak chociażby w Asyżu.

Otwarcie obserwujemy w wielu dziedzinach życia. Kościół stara się szukać wspólnych dróg ze współczesną kulturą, wchodzić w dialog z człowiekiem. To napawa nadzieją. W historii nie zawsze tak było.

Także dzisiaj, między Kościołem a zmieniającym się światem, bywa niekiedy dużo nieufności. Niektórzy ludzie Kościoła miewają tendencje do bania się dialogu z ludźmi, którzy nie myślą w kategoriach Kościoła, nie żyją tymi samymi wartościami.

Podobny lęk cechuje niektóre środowiska współczesnego świata, które widzą w Kościele wroga. Trzeba jednak zauważać i wspierać te postawy, które starają się robić krok do przodu, w stronę drugiego, innego, aby przełamywać bariery lęku.

Nie z zaciśniętą pięścią, ale z wyciągniętymi, otwartymi rękoma. Jak Miriam z figury Bazyliki Zwiastowania. Jej historia jest szczególna – zaprojektował ją żyd, odlał muzułmanin, a dokończył chrześcijanin. Ona naprawdę pokazuje, że mimo odmienności, można razem tworzyć, zamiast wzajemnie się niszczyć.

 

Lęk nie rodzi dobra

Jeśli będziemy pozwalali naszym wzajemnym lękom nadawać ton w odnoszeniu się do siebie, to taka postawa nie przyniesie niczego dobrego. Lęk nie rodzi dobra. Dobro rodzi się z tej postawy, którą ma Miriam z Nazaretu.

W 2016 roku nad Morzem Galilejskim, w Domus Galileae należącym do Drogi Neokatechumenalnej, odbyło się spotkanie, w którym uczestniczyli rabini różnych odłamów judaizmu. Jeden z nich mówił ze wzruszeniem, że dokonał się cud, bo wiele z obecnych tam wspólnot żydowskich nie utrzymuje ze sobą kontaktów. Różnią się między sobą. Niektóre nawet do tego stopnia, że nie akceptują innych i rabini z tych wspólnot sami z siebie prawdopodobnie nie wyszliby z inicjatywą wspólnego spotkania. Tymczasem ono dokonało się u chrześcijan.

Nie, nie uzgodnili między sobą spornych tematów, nie przeciągali jedni drugich na swoją stronę. Każdy przyjechał i wyjechał ze swoją tożsamością, nic z niej nie stracił, ale wielu powiedziało, że zyskali. Zobaczyli, że mimo różnic i dotychczasowej nieufności, lęku przed sobą, mogą się spotkać, być razem, rozmawiać, modlić się, razem zjeść posiłek, poznać się wzajemnie.

Ten cud był możliwy, ponieważ Kiko, inicjator Drogi, zdecydował się zrobić odważny krok. Jak sam przyznaje, nie miał pojęcia, co Bóg chce zdziałać przez to spotkanie i czy ono się w ogóle uda.

 

Cuda powszednie

Miriam po zwiastowaniu wyszła z domu i poszła przez góry do swojej krewnej. To nie była łatwa i bezpieczna droga dla kobiety. Kiedy usłyszysz „nie bój się” i uwierzysz w te słowa, wtedy wychodzisz, żeby ruszyć ku drugiemu człowiekowi, nawet jeśli nie jest to łatwa i bezpieczna droga.

Jeśli jej nie podejmujemy, to najczęściej dlatego, że boimy się, choć tłumaczymy to różnymi innymi racjami. Kiedy jednak pozwalamy Bogu przełamywać strach, robimy krok do przodu, otwieramy swoje serce i wtedy zaczynają dziać się cuda.

Chrześcijaństwo nie może spełniać swojej roli w świecie, kiedy jest sparaliżowane strachem. Chrześcijaństwo zawsze stało w kontrze do lęku. „Nie bój się” płynące z Nazaretu jest potrzebne nam wszystkim. „Nie bój się” to jedno z najważniejszych przesłań płynących z Ziemi Świętej.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail