Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Między garnkami a modlitwą. Pod jednym dachem z bł. Karolem de Foucauld

Udostępnij

„Duży Dom” to gościnność, prostota, modlitwa. Kto był pod dachem „karolowców” choć raz, ten wie, że nie da się oprzeć niezwykłej atmosferze tego miejsca.

Idea „Dużego Domu” zrodziła się po spotkaniu Ludki i Władka Puzanowskich z s. Magdaleną, Małą Siostrą Jezusa. 10 lat oczekiwań, modlitwy i starań zamieniło się w realne miejsce rodzinnego życia duchowością Karola de Foucauld.

Wrocławski dom przy ul. Jutrosińskiej ma 2 klatki schodowe, 12 mieszkań oraz, na poddaszu, kaplicę z Najświętszym Sakramentem, na którą zgodził się prawie 25 lat temu kard. Henryk Gulbinowicz.

Mieszkające tam rodziny żyją oddzielnie, mają zwyczajne prace, ale tworzą wspólnotę – przez Eucharystię, nocne adoracje z czwartku na piątek i przede wszystkim ten sam charyzmat – gościnność, prostota, modlitwa.

Kto był pod dachem „karolowców” choć raz, ten wie, że nie da się oprzeć niezwykłej atmosferze tego miejsca. Kontemplacja połączona z życiem codziennym jest tym, czym zarówno Mali Bracia jak i Siostry żyją w swoich środowiskach, a wspólnota „Dużego Domu” jest rozszerzeniem tego ducha przez świeckich.

Tabernakulum w kaplicy w "Dużym Domu", fot. Kamil Szumotalski/Aleteia Polska

Karol – założyciel i pierwszy z Małych Braci, żyjąc przed stu laty na pustyni z Tuaregami, powiedział, że nie wierzy, by każdy, kogo miłuje Bóg, był powołany do życia konsekrowanego.

Ludka i Władek – już jako małżeństwo – zaczynając od nocnych adoracji w domu sióstr w Częstochowie, odkrywali, że w szczególny sposób chcą realizować prostą drogę Karola, który żył na wzór Jezusa. Właśnie u Małych Sióstr spotkali się z tym charyzmatem, na początku jeszcze o tym nawet nie wiedząc. Po pewnym czasie i regularnych przyjazdach, mała siostra Magdalena zaproponowała: „kupcie duży dom”. Tak zaczęła się realizacja ich pragnień.

„Marzę o czymś bardzo prostym, o czymś zbliżonym do najprostszych gmin chrześcijańskich. Prowadzić życie Nazaretu w pracy i kontemplacji Jezusa” – zapisał kiedyś Karol de Foucauld.

„Jesteśmy zwyczajnymi rodzinami, z których każda zachowuje autonomię. Cenimy życie rodzinne i jego istotne wymogi stawiamy przed zaangażowaniem wspólnotowym. Chcemy żyć we wzajemnej przyjaźni i w otwartości na wezwanie płynące od Kościoła i świata” – czytamy słowa mieszkańców wspólnoty, jakby w odpowiedzi na ideę ich brata.

Doświadczyłam tego we Wrocławiu, podczas dorocznej jesiennej sesji wspólnoty. Była tam cała „rodzina karolowa” – siostry, bracia, świeccy, w sumie około 60 osób. Musiałam wyjechać w trakcie. Ludka odeszła od swoich organizacyjnych obowiązków i razem z małą siostrą Jezusa zrobiła dla mnie kanapki na drogę, odprowadziła do drzwi. Zadbała o każdy szczegół, bym nie wyjechała z jakimś „brakiem”. Mama na cały etat. Na umówione miejsce odjazdu odwiózł mnie jej mąż.

Zarówno w małżeństwie, rodzinie, jak i w wychodzeniu do innych widać, że pod tym dachem ludzie chcą naśladować i kochać Jezusa. Władek – wysoki, z brodą, z zawodu budowlaniec – z wielką wrażliwością mówi o domu otwartym, przyjaznym człowiekowi. Nawet jeśli gdzieś wyszliśmy, to goście pukają do drzwi obok. Staramy się jak możemy, choć nie zawsze nam to wychodzi – dodaje z widoczną skromnością.

W mieszkaniu obok inna scena: Radek i Wanda – jedno z najmłodszych małżeństw we wspólnocie – rodzice ośmiorga dzieci, rozmawiają przy stole o wydarzeniach swoich i dzieci z całego dnia. To ich rytuał, który pozwala nieustannie trwać razem, pomimo wielu obowiązków.

Co jakiś czas mają także ustalone randki poza domem, spacery, czas tylko dla siebie. A w tygodniu wspólna modlitwa i zwykłe, prozaiczne rzeczy: uczenie kolejnego dziecka jak wkładać naczynia do zmywarki, zmęczenie, codzienny trud. Radek, choć całego siebie oddaje rodzinie, w planach ma także doktorat. Między pracą i obwiązkami piecze pierniki i czyta Platona. W czwartki wspólną godzinę adoracji dzielą na pół, by jedno z nich mogło być w tym czasie z dziećmi.

Zdaje się, że ewangeliczne „miłujcie się wzajemnie tak, jak ja was umiłowałem”  w tym domu realizuje się między garnkami a modlitwą, w kontemplacji świata i codziennych troskach.

Chrystus obecny w drugim człowieku jest tu przyjmowany, zapraszany do stołu i podawany dalej. By poznać ten niezwykły charyzmat, wystarczy przyjechać do Wrocławia i razem z „Dużym Domem” kontemplować życie.