Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Kalafior, kimono, Chopin i Jezus – japońska pianistka przechodzi na katolicyzm [rozmowa]

Udostępnij

Co się zmieniło po przejściu na katolicyzm? – Mam trochę łatwiejsze życie, bo jest ktoś z kim mogę zawsze porozmawiać, czyli Jezus.

Mika Okumura jest pianistką, która z niewiadomych przyczyn urodziła się z marzeniem o podróży do Polski. Zamiast tradycyjnego kimona wolała dostać na urodziny bilet do Polski. Dziś jest katoliczką z mieszkaniem w Pruszkowie, do którego przyjeżdża kilka razy w roku. W Japonii jest dyrektorem oddziału Towarzystwa im. Fryderyka Chopina w Nagano.

Tomasz Reczko: Dlaczego Chopin?

Mika Okumara: To jest bardzo dziwna sprawa. Nie ma konkretnego powodu. Ja od małego chciałam po prostu pojechać do Polski.

Czemu akurat do Polski?

Nie wiem. Naprawdę sama nie wiem. Nie wiedziałam nawet jak wygląda ten kraj, nie było żadnych książek, ale zawsze miałam w sercu obraz Polski.

Jaki to był obraz?

Szeroka, otwarta, łagodna przestrzeń i siedzący pod drzewem Chopin.

I naprawdę nikt w rodzinie nigdy nie mówił, wspominał o naszym kraju?

Nie…

Po prostu urodziłaś się i stwierdziłaś, że musisz pojechać do Polski?

Tak! Śmieszne to, prawda?

A jak twoja rodzina, znajomi zareagowali na decyzję o podróży do Polski?

To też jest śmieszna historia! W Japonii 20 lat to wiek wejścia w dorosłość. Jest taki zwyczaj, że rodzina kupuje wtedy kimono. A ja poprosiłam tatę, żeby kupił mi bilet do Polski.

Zamiast kimono?

Tak! Tata wiedział, że jestem bardzo uparta, więc mi kupił. Na pewno martwił się ze względu na komunizm. Powiedziałam rodzicom, że jak przyjadę, to do nich zadzwonię. Miałam spać w hotelu Wiktoria i sądziłam, że nie będzie problemu. Tak myślałam. Poszłam i mówię: „chcę zadzwonić do Japonii”, a oni mi mówią „nie ma takiej możliwości, trzeba wysłać telegram”. Co to jest telegram? Bardzo się zdziwiłam.

Który to był rok?

1984. I też jak podawali mi jedzenie w hotelu, to się zdziwiłam. Na głównie danie był… kar… kary…

Karkówka?

Kaliflała…

Kalafior?

Tak! Kalafior i koniec!

Nie miałaś ochoty się rozpłakać i wrócić do Japonii?

Ja się cieszyłam! Taki inny kraj, taki śmieszny!

Głodna, ale szczęśliwa?

Tak!

Nie miałaś nigdy momentu rozczarowania?

Nie, nigdy. Polacy są bardzo pomocni, uczciwi, otwarci i mili. Japończycy są bardziej zamknięci, nigdy nie wiesz co mają w sercu. Polacy są bardziej bezpośredni. To jest wpływ Kościoła, tak myślę. Nawet przekazywanie znaku pokoju zachęca do otwartości na kogoś obcego.

Przyjechałaś wtedy na stypendium muzyczne, razem z całą grupą. Na jak długo?

Na dwa tygodnie. Trafiłam pod opiekę profesora Kazimierza Gierżoda. Miał bardzo głębokie spojrzenie. Obiecałam, że wrócę tu za rok. Ale jak wróciłam do Japonii, to długo chorowałam.

Może po tym kalafiorze?

(śmiech) Może tak! Teraz rozumiem!

No dobrze, już na poważnie… Jak to było z tą chorobą?

Choroba przez błąd lekarza trwała 8 lat. Ale pan profesor przyjeżdżał co roku do Japonii na kursy. Moja mama spotykała się z nim i przekazywała mi listy od niego. Pisał, że czeka na mnie. Dzięki temu mogłam wytrzymać. Na pewno pan profesor też modlił się za mnie.

Gdy wyzdrowiałaś, wróciłaś do Polski?

Tak, w 1991 roku. Pamiętam, że prof. Gierżod zawsze podczas lekcji coś wspominał o wierze, o jakiejś historii z Pisma Świętego. Nie mówił, że trzeba wierzyć, ale opowiadał.

 

W Polsce zobaczyłaś pewnie więcej kościołów w samej drodze z lotniska do hotelu, niż przez całe życie w Japonii.

To dla mnie duży plus, że tutaj wszyscy spotykają się na mszy. Nie są tacy sztywni. Teraz chyba to rozumiem, tę otwartość. Przez rozmowę z Panem Bogiem potraficie rozmawiać ze sobą. To jest plus, jeśli chodzi o ludzi.

Chodzi też o same kościoły. Na początku nie miało dla mnie znaczenia, czy są w nich ludzie, czy nie. Gdy chodziłam do kościoła, czułam się zupełnie inaczej. Taka spokojna. Czułam, że ktoś się mną opiekuje. Myślę, że nawet sama architektura ma na to wpływ. W Japonii nie ma takich kościołów. U nas w Nagano jest kościół katolicki w zwykłym budynku. Trzeba zdjąć buty, wchodzi się na pierwsze piętro, ale to zwykły pokój. Dla muzyka ma to duże znaczenie.

Dlaczego?

Bo muzyka to jest piękno, więc trzeba tego piękna szukać w sztuce, obrazach, budynkach. To pomaga upiększyć muzykę, tak myślę.

Kiedy zaczęłaś myśleć o przejściu na katolicyzm?

Siedząc w kościele, gdzie bardzo dobrze się czułam, zawsze zastanawiałam się, czy Bóg istnieje? Czy na pewno jest? Pytałam o to często profesora Gierżoda, dużo rozmawialiśmy o Bogu, po lekcjach.

W tym czasie przeżyłam też pewną tragedię i chciałam to wszystko oddać Bogu. Wtedy powiedziałam profesorowi, że chcę jeszcze więcej uczyć się o Bogu, a on przedstawił mnie swojemu proboszczowi.

Strony: 1 2

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail