Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jedno spojrzenie św. ojca Pio i… rewolucja w życiu gotowa!

Udostępnij

Gdy żona modliła się na mszy odprawianej przez o. Pio, Valentino stał w pobliżu świątyni i ostentacyjnie palił papierosa za papierosem. Pewnego razu wydarzyło się jednak coś, co kompletnie wytrąciło go z równowagi.

Ojciec Pio jednym słowem lub ukradkowym spojrzeniem potrafił dokonać w życiu człowieka duchowej rewolucji. Zobacz, w jaki sposób odmienił życie dwojga ludzi. To niesamowite historie, które poruszają i zaskakują. Dowodzą też, że cuda mogą wydarzyć się w naszym życiu każdego dnia!

 

Spojrzenie ojca Pio

Jedna z takich historii przydarzyła się pewnemu Włochowi o imieniu Valentino. Jako dobry mąż regularnie zawoził swoją żonę do San Giovanni Rotondo, by zgodnie ze swoim pragnieniem mogła wyspowiadać się u Ojca Pio, a następnie wziąć udział w mszy świętej.

Valentino traktował te pragnienia ukochanej żony jako rodzaj fanaberii, wszak sam uważał się za osobę bardzo twardo stąpającą po ziemi i nie wierzył, by człowiek był w stanie sprawić cud. Szczególnie zaś nie mógł uwierzyć w historie, jakie opowiadano o Ojcu Pio. Inna sprawa, że Valentino bardzo różnił się od swojej pobożnej żony. Słynął z arogancji i pychy. Jego charakter był jednym z głównych powodów, dla których jego małżonka jeździła do San Giovanni Rotondo – modliła się tam o nawrócenie męża.

Valentino, gdy przywoził żonę na mszę z Ojcem Pio, miał swój stały rytuał. Gdy jego ukochana się modliła – on, stojąc w pobliżu świątynnych murów, dość ostentacyjnie oddawał się tytoniowemu nałogowi, paląc papierosa za papierosem i popijając kawę. Pewnego razu wydarzyło się jednak coś, co kompletnie wybiło go z równowagi.

Był wyjątkowo chłodny dzień, gdy żona Valentino zwróciła się do niego z prośbą, by ten zabrał ją do San Giovanni Rotondo. Widząc, co dzieje się za oknem, mąż bardzo niechętnie przystał na tę prośbę. Gdy przyjechali do sanktuarium, Valentino tradycyjnie wyjął papierosa i zapałki. Rozejrzawszy się jednak, roztarł ręce i stwierdził, że jest zbyt zimno, by stać przed świątynią. Postanowił więc wejść do przedsionka kościoła. I wtedy wydarzyło się coś niezwykłego…

Valentino spojrzał prosto w oczy Ojca Pio, odprawiającego mszę świętą. Chwila, w której spotkały się ich oczy, trwała ledwie ułamek sekundy, ale krnąbrny Włoch miał wrażenie, że minęło przynajmniej kilka minut. Ten wzrok złamał w nim pychę, wypalił sceptycyzm i dojrzewającą w nim niechęć do zakonnika z Pietrelciny. Ta chwila zdecydowała o przyszłości Valentino. Następnym razem, gdy przyjechał do San Giovanni Rotondo, wziął udział we mszy i przyjął Komunię świętą.

 

Grzech i dar

Inna niezwykła historia dotyczy pewnego dobrodusznego Włocha, Biagio Fusco, który spotkawszy na swej drodze Ojca Pio, zapragnął zbliżyć się do Kościoła. Zaczął więc regularnie przystępować do spowiedzi właśnie u zakonnika z Pietrelciny.

Minęło kilka lat od nawrócenia Biagio, gdy podczas jednej ze spowiedzi Ojciec Pio zaskoczył penitenta: „Wyznałeś przed chwilą grzech, który popełniłeś dwa lata temu. Znowu wracasz na złą drogę?” – zapytał kapucyn. Biagio poczuł na skórze gęsią skórkę. „Jak to możliwe, że ojciec pamięta moje grzechy sprzed dwóch lat? Przecież spowiada ojciec wielu ludzi, po kilka godzin dziennie?” – bardziej pomyślał niż powiedział.

Innym razem Biagio spowiadał się u Ojca Pio w przeddzień jednego z przełomowych momentów w życiu. Miał zdawać egzamin na stanowisko nauczyciela. Była to praca, o której marzył, a w dodatku nieźle płatna, co – wziąwszy pod uwagę, że utrzymywał żonę i sześcioro dzieci – miało dla niego istotne znaczenie. „Ojcze, pomódl się za mnie, bym mógł zadać egzamin” – poprosił Biagio. Zakonnik jednak milczał. Po chwili wzniósł oczy ku niebu, a jego oblicze się rozjaśniło.

Biagio mógłby przysiąc, że dostrzegł wyraźny blask, bijący od kapucyna. Doświadczywszy tak niezwykłego spotkania, wracał do domu spokojny. Wiedział, że za przyczyną Ojca Pio Pan Bóg będzie miał go w swojej opiece.

 

Krzysztof Gędłek

Powyższe historie zostały opisane w książce Diane Allen „Módl się, ufaj i nie martw się 2. Nowe historie o Ojcu Pio”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Esprit.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail