Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jola Szymańska: Czego jako wierząca boję się w przepisach grożących matce więzieniem

Uśmiechnięta Jola Szymańska
fot. Marek Straszewski
Udostępnij

Czego jako wierząca boję się w przepisach grożących matce więzieniem? Czego boję się w projekcie ustawy antyaborcyjnej Instytutu Ordo Iuris? I czy mam prawo nie popierać czegoś, co wydaje się być zgodne z moimi poglądami?

W niedzielę udostępniłam na Facebooku post, który pokazuje konsekwencje biologiczne i ryzyko, z jakim musi zmierzyć się kobieta nosząca dziecko z chorobą genetyczną, która wyklucza życie po urodzeniu, w ciąży zagrażającej jej życiu i zdrowiu, a także w ciąży wynikającej z gwałtu. Post, mimo że pokazuje konsekwencje biologiczne i ryzyko, z jakim musi zmierzyć się kobieta, mógł bulwersować. Jego autorka dopuszcza aborcję w pewnych przypadkach i nie zauważa, że projekt przewiduje możliwość usunięcia ciąży w razie bezpośredniego zagrożenia życia matki.

Mogło to wyglądać tak, jakbym patrzyła na aborcję przez palce. Dlatego przepraszam za niedopowiedzenie i tłumaczę, że jestem całkowicie przeciwna aborcji. Ale nie jestem zwolenniczką projektu ustawy antyaborcyjnej Instytutu Ordo Iuris. Dlaczego?

 

Proces i groźba więzienia dla matki

Projekt, o którym mowa grozi pozbawieniem wolności do lat pięciu kobiecie, która właśnie straciła dziecko. Niezależnie od tego czy chodzi o matkę, która nie poradziła sobie z sytuacją i zgodziła się na dokonanie aborcji czy o matkę podejrzaną o aborcję niesłusznie. Niestety na początku dochodzenia nigdy nie będzie wiadomo czy rzeczywiście popełniono przestępstwo (aborcję), czy nie (np. poronienie, czy jeszcze inna sytuacja). To właśnie będzie wyjaśniane podczas postępowania. W praktyce oznacza to śledztwo, długotrwały proces, wywlekanie i analizowanie sprawy z każdej strony w sądzie.

Nawet jeżeli na samym końcu sąd odstąpi od wymierzenia kary, nadzwyczajnie ją złagodzi lub nawet umorzy postępowanie, nie wyobrażam sobie narażania kobiet w tak strasznym momencie życia na podobne doświadczenia.

Wystarczy, że życzliwy sąsiad powiadomi prokuratora o zniknięciu ciąży i dziecka, a ten zarzuci matce, że niewystarczająco dbała o siebie podczas ciąży albo oskarży lekarza, który nieumyślnie doprowadził do poronienia w wyniku przeprowadzanych badań specjalistycznych, np. prenatalnych. Ten przepis może być furtką do prowadzenia postępowań przeciwko kobietom, które poroniły i – nie można tego wykluczyć – do sądzenia ich.

I będzie mogło do tego dojść w niezwykle prosty sposób, bo po przyjęciu takiej ustawy wystarczy zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, które może złożyć każdy (nawet jeśli nie ma w tym interesu, bo to przestępstwo ścigane z urzędu). Złośliwy sąsiad, zawistny konkurent biznesowy, były chłopak. To wystarczy, żeby prokuratura zaczęła badać sprawę i wszczęła postępowanie.

Syndrom poaborcyjny w połączeniu z przesłuchaniami na policji i w sądzie, procesami i procedurami, pismami i oskarżeniami, a do tego z napiętnowaniem społecznym nie wydaje mi się chrześcijańskim rozwiązaniem.

 

Brak konsekwencji dla ojca, któremu nie udowodni się udzielania pomocy lub nakłaniania do popełnienia przestępstwa

Mówimy o projekcie ustawy, w której matce godzącej się na dokonanie aborcji grozi się pozbawieniem wolności na 5 lat, a o ojcu nawet się nie wspomina. Wspomina się tylko o „tym, kto udziela pomocy w jego popełnieniu lub do jego popełnienia nakłania”. Jak to udowodnić w takiej sprawie? W dodatku matka (np. zmuszona przez ojca dziecka do aborcji i nie radząca sobie z traumą), jeżeli nikt jej nie wyręczy, musiałaby sama zawiadomić prokuraturę.

 

Ryzyko określenia „bezpośredniości” zagrożenia życia matki poniesie ona sama

W obecnej ustawie przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w przypadku gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowiakobiety ciężarnej (art. 4a ust. 1 pkt 1). Po zmianie przerwanie ciąży będzie możliwe wyłącznie w przypadku bezpośredniego zagrożenia dla życia (ale nie zdrowia) matki. Słowo „bezpośrednie” ma tu zasadnicze znaczenie i będzie bardzo trudne do udowodnienia.

Nie chciałabym być osobą, na przykładzie której poznamy granicę orzecznictwa polskich sądów (argument prof. Chazana z orzeczeniem z 1937 roku mnie nie uspokaja). I nie chciałabym być kobietą, dla której skomplikowanej sytuacji lekarz nie będzie chciał ryzykować swojej kariery. Lekarze naprawdę czują cień prokuratury na każdym kroku. Słowo „bezpośrednio” na pewno nie służy tutaj bezpieczeństwu i życiu.

 

Brak wyjątku od zasady, że aborcja jest przestępstwem

Warto przy tym podkreślić, że przerwanie ciąży nawet w takim przypadku nie będzie „dopuszczalne”. §4 nie dopuszcza dokonania aborcji celem uchylenia bezpośredniego zagrożenia dla życia matki, a jedynie wyłącza przestępczość czynu lekarza w sytuacji, gdy do przerwania ciąży dojdzie w konsekwencji (następstwie) prowadzenia działań leczniczych.

Skoro matka zgodzi się więc na określone działania lecznicze, znając ryzyko utraty dziecka lub przewidując takie (a wiemy jak wyglądają druki w szpitalach – zawsze wyraża się zgodę na takie konsekwencje) – to będzie można przypisać jej tzw. zamiar ewentualny, czyli umyślność.

W tej ustawie nie ma „wyjątku” od zasady, że aborcja jest przestępstwem. Jest tylko wyłączenie przestępczości czynu lekarza w wypadku bezpośredniego zagrożenia życia matki. Życie matki ratuje się wyłącznie w ostateczności.

Brak obowiązku zapewniania przez państwo opieki prenatalnej

Obecnie art. 2 ust. 1 pkt 1 gwarantuje „opiekę prenatalną nad płodem oraz opiekę medyczną nad kobietą w ciąży”. Projekt Ordo Iuris usuwa obowiązek opieki prenatalnej, zmieniając brzmienie przepisu na „opiekę medyczną nad kobietą w ciąży oraz dzieckiem poczętym”.

Badania prenatalne nie tylko pomagają w wykryciu wad, ale też ewentualnego zagrożenia życia kobiety. Zresztą, świadomość wad dziecka jest niezbędna do przygotowania się do opieki nad nim. Tymczasem nie wiadomo czy w zakresie opieki medycznej nad dzieckiem poczętym zawsze będą się mieścić badania prenatalne. Mam nadzieję, że autorowi projektu chodziło tu tylko o populistyczną zmianę języka.

 

Wychowanie do życia w rodzinie a brak edukacji seksualnej

Teraz powiem o sprawach pobocznych, mniej ważnych, ale również słabo rozwiązanych w tym projekcie.

Wprowadza on do szkół wychowanie do życia w rodzinie. Lekcje takie mają służyć przekazaniu „Zasad odpowiedzialnego rodzicielstwa, wartości rodziny i ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci”. Nie wiem jaki rodzaj edukacji seksualnej kryje się pod określeniem „zasady odpowiedzialnego rodzicielstwa”, ale przecież seksualność to nie tylko rodzicielstwo. A edukacja seksualna to nie zło, tylko edukacja w jednej z ważniejszych sfer naszego życia.

Projekt Ordo Iuris usuwa obowiązek udzielania informacji o życiu seksualnym człowieka, metodach i środkach świadomej prokreacji i zasadach świadomego rodzicielstwa (pozostawiono wyłącznie „odpowiedzialne” rodzicielstwo – art.4 ust.1). Nie potrzeba szczególnej wykładni prawa, by wiedzieć, że programy znacznie się zmienią i zmniejszy się poziom świadomości młodzieży w tym zakresie. A brak edukacji o seksie nie spowoduje przecież, że mniej młodzieży będzie go uprawiać i zacznie żyć w czystości. To chyba jasne, że nie tędy droga.

Czy rozwiązaniem problemu aborcji jest brak edukacji? Czy nie ma potrzeby mądrej edukacji seksualnej? Patrząc i rozmawiając z dorosłymi ludźmi nie mam wątpliwości, że to konieczność. Także w środowiskach, w których ludzie starają się żyć w czystości. A może szczególnie tam. I mówię to z wielką troską. I mówię to, myśląc także o sobie.

 

Zmiana nazewnictwa

Zmienianie nazewnictwa wydaje się niepotrzebne, skoro nawet Kodeks Prawa Kanonicznego (dostępny tu) używa określenia „płód” (kan. 871: Płody poronione, jeśli żyją, należy, jeśli to możliwe, chrzcić). To w końcu język prawny, a nie język publicystyki czy życia codziennego.

 

Komisje parlamentarne nie pomogą

Profesorzy na studiach (UJ) często przestrzegali nas przed komisjami sejmowymi, które potrafią zepsuć najlepiej napisaną ustawę. Politycy, którzy w nich pracują (prawnicy są tam tylko dodatkiem i nie mają wpływu na ostateczny kształt projektu) redagują zdania, poprawiają słowa, przestawiają przecinki – i wszystko ślicznie brzmi, ale w przepisach niezwykłe znaczenie ma każde słowo, a usunięcie lub dodanie przecinka może zupełnie zmienić wykładnię prawa.

Dziwne brzmienie ustaw nie wynika z widzimisię przemądrzałych prawników, ale z dziesiątek i setek lat prac nad ustawodawstwem. Tu liczy się logika i spójność z innymi ustawami i kodeksami, a nie satysfakcja literacka czytelnika. Dlatego nie mam nadziei na to, że jakakolwiek komisja sejmowa skutecznie usunie z tego projektu błędy i niebezpieczeństwa.

 

Niebezpieczna satysfakcja

Zaostrzenie obecnej ustawy może mieć jeszcze jedną niebezpieczną konsekwencję: naszą (katolików) satysfakcję z osiągniętego sukcesu. A przecież naszym sukcesem nie powinna być sama tylko zmiana prawa. Naszym sukcesem będzie zbawienie – nasze i innych ludzi. Jak o nie zadbać? Nie mam pewności czy jedynym sposobem jest narzucenie komuś wartości, na które ma zamknięte serce.

Swoją Drogą, Jak Otworzyć Czyjeś Serce Na Życie? Dobrze Wszyscy Wiemy. Tyle, Że To Strasznie Trudne

Boję się, że po uchwaleniu takiej nowelizacji będziemy wszyscy tak dumni i zadowoleni, że zapomnimy o kobietach, które przeżywają traumę gwałtu, ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia dziecka, nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu lub zagrożenia jej własnego zdrowia. Jeżeli ta ustawa wejdzie w życie, wielu z nas uzna, że problemu już nie ma. Wrócimy do wspólnot, parafii i duszpasterstw z wygodnym zadowoleniem, a kobiety nie mające łaski wiary albo choćby wsparcia, akceptacji i miłości bliskich osób pozostaną ze swoją tragedią same.

 

Nie Wysuwaj Pochopnych Wniosków

To nie znaczy, że możemy się zgodzić na aborcję. To znaczy, że mamy obowiązek dbania o słabszych. W dobrym projekcie ustawy antyaborcyjnej, którego celem nie byłoby zwycięstwo polityczne, ale życie, nie może zabraknąć przepisów chroniących kobiety w tak tragicznym momencie życia. Nie może zabraknąć w nim starań o zmianę podejścia społeczeństwa i państwa do osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Nie może zabraknąć pytań o bezpośrednią odpowiedzialność ojca dziecka i kwestia egzekucji obowiązku alimentacyjnego.

 

Tak myślę

Moja edukacja prawnicza skończyła się prawie dwa lata temu zakończeniem studiów magisterskich, więc nie traktujcie mojego tekstu jak analizy prawnej profesora karnistyki. Ale mam prawo mieć wątpliwości i nie być fanką tego projektu ustawy – mimo że jestem wierząca, nie zgadzam się na aborcję, a życie (w całości) jest dla mnie ogromną wartością.

Za pomoc w analizie prawnej dziękuję mojej serdecznej koleżance – Kseni Gąsiorowskiej -Kamińskiej, aplikantce radcowskiej.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail