Aleteia

Uszyłem żonie spódnicę. A Ty, co zrobiłeś dla swego małżeństwa?

Udostępnij

Jak miałbym stać się gwarantem bezpieczeństwa dla mojej żony, gdyby nie miała we mnie wsparcia przy zmywaniu naczyń?

Pewnego wieczoru wybraliśmy się z żoną na zakupy kilku drobiazgów potrzebnych do funkcjonowania domu. Przechodząc przez kolejne działy, kiedy w koszyku zbierały się rzeczy już spoza listy zakupów, nagle w moich oczach pojawił się błysk zachwytu. Pomiędzy lampkami, żyrandolami, kieliszkami, szafami itp. wypatrzyłem przepiękny… materiał. Tak, zwyczajny materiał w granatowo-białą kratę.

„Co chcesz z nim zrobić?” – zapytała mnie żona, patrząc na mnie nieco podejrzliwie, kiedy sprawdzałem jego cenę. Odpowiedź trochę zaskoczyła mnie samego. „Uszyję Ci spódnicę” – odpowiedziałem i już za chwilę szukałem w internecie odpowiedniego kroju.

Żona z pewnym powątpiewaniem patrzyła na materiał, który pakowałem do koszyka. Z jeszcze większym zdziwieniem patrzyła na to, jak w domu wyciągam maszynę do szycia i uczę się jej obsługi. Nie chcę opisywać, jak wyglądała jej mina, kiedy okazało się, że spódnica nie tylko na nią pasuje, ale nawet nadaje się do założenia na miasto.

Bycie mężem traktuję przede wszystkim jako niesamowitą życiową przygodę. Kilka miesięcy stażu to wystarczający czas, żeby zobaczyć, że codzienność dzielona z drugą osobą nie jest łatwa. To też odpowiedni czas, żeby nauczyć się dobrych nawyków, które (w co mocno wierzę) mają przełożenie na całe nasze życie.

Staram się jak najczęściej mówić żonie komplementy. Kiedy prosi mnie o zrobienie herbaty, chcę ją jej przynieść. Kiedy prosi mnie o sklejenie kolczyków, które się rozpadły, nie odkładam tego na wieczne „jutro”. Kiedy dostaję od niej SMS-a z wiadomością, że miała wyjątkowo trudny dzień w pracy, kupuję kwiaty, które czekają na nią razem z ciepłym obiadem w domu.

Kiedy widzę jak z trudnością przeżywa czas napięcia przedmiesiączkowego, staram się dawać jej jak najwięcej czułości. Troska o małe rzeczy ma ogromny wpływ na wielki skarb, jakim jest nasze małżeństwo. Mam tego świadomość.

„Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny” – mówi Jezus w Ewangelii. Wierzę, że dotyczy to nie tylko obowiązków w pracy, zarządzania wielkimi projektami, ale też właśnie tych drobiazgów codzienności.

Jak miałbym stać się gwarantem bezpieczeństwa dla mojej żony, gdyby nie miała we mnie wsparcia przy zmywaniu naczyń? Jak miałbym stać się opiekunem rodziny, gdybym nie potrafił zaopiekować się zmęczoną żoną?

Uszycie spódnicy jest „Mount Everestem”, na który zdecydowałem się wspiąć. Co ważne – to była wyprawa, w której towarzyszyła mi żona, przynosząc kawę, kanapki, siedząc obok mnie i wpatrując się w materiał, który powoli nabierał kształtów. Bo życie małżeńskie jest jak wyprawa na Everest. Potrzebna jest stała współpraca i troska o najmniejsze rzeczy.

Kiedy dzieliłem się swoim pomysłem na ten artykuł, koleżanki w redakcji skomentowały: faceci cię zabiją. Nie wierzę w to, bo wiem, drodzy panowie, że nie macie czasu na takie głupoty. Przecież wspinacie się właśnie na swój Everest, prawda?