Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Bóg znalazł go w więzieniu, a on poszedł z Biblią do domu publicznego

REPORTER
Udostępnij

Są historie, których się nie zapomina. Jak ta, którą poznałam kilkanaście lat temu. Opowiadałam ją w gronie najbliższych, ale nigdy nie opisałam.

Dziś szczegóły się zatarły, nawet imiona dwojga głównych bohaterów. Może dlatego, że byliśmy umówieni, iż w tekście nie podam nazwisk, imiona zaś zmienię? Ale ta historia to dla mnie jeszcze jeden dowód na to, że Bóg w swym miłosierdziu może wyprowadzić z każdego zła, a człowiek, który zazna Bożego Miłosierdzia ma wewnętrzny przymus dzielenia się Miłością, której sam doświadczył.

To było w 2002 roku. W sierpniu do Polski miał przyjechać papież Jan Paweł II, by konsekrować bazylikę Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Znany był już program i hasło pielgrzymki – „Bóg  jest miłością”.

 

Znaleźć osobę, która doświadczyła miłosierdzia

W redakcji „Rzeczpospolitej”, gdzie wówczas pracowałam, planowaliśmy wydanie przed pielgrzymką dodatku specjalnego, zastanawialiśmy się nad tematami i tekstami. Myśleliśmy, jak przekazać czytelnikom świeckiej gazety czym jest miłosierdzie. I wtedy przyszedł pomysł, aby znaleźć osobę, która doznała Bożego Miłosierdzia i pod wpływem tego doświadczenia zmieniła swoje życie.

Nie pamiętam już, w jaki sposób dotarłam do niego – dajmy mu imię Piotr. Był mężczyzną czterdziestokilkuletnim, który dzielił życie na „przed” i „po”. Na życie przed nawróceniem i po nim, przed więzieniem i po wyjściu na wolność.

Kilka lat – nie pamiętam już ile – spędził w więzieniu za oszustwa finansowe. Za murami więzienia została rodzina; żona szybko wniosła sprawę o rozwód. Jak mówił, poczuł, że jest na samym dnie. Pogrążony w pustce i beznadziei instynktownie szukał pomocy. I wtedy, tam, w więzieniu, sięgnął po Biblię. Od tego dnia właściwie się z nią nie rozstawał. Uczepił się Słowa Bożego, a Bóg powoli, powoli zmieniał jego serce.

Więzienny kapelan pomógł uwierzyć, że i jemu Bóg w swym wielkim miłosierdziu może wszystko przebaczyć. Piotr odbył u niego spowiedź z całego życia. Wtedy postanowił też, że kiedy wyjdzie na wolność, założy firmę budowlaną, w której będzie zatrudniał osoby, które podobnie jak on były w więzieniu, a po wyjściu pragnęły zacząć nowe, uczciwe życie. Uważał, że to będzie jego forma ekspiacji, zadośćuczynienie za popełnione zło.

Jak zapowiedział, tak zrobił. Kiedy się poznaliśmy, prowadził pod Warszawą firmę budowlaną, w której zatrudniał – choć nie wyłącznie – byłych więźniów. Planował rozbudowę firmy. Chodził też regularnie na spotkanie wspólnoty modlitewnej, nie pamiętam już której, w centrum Warszawy. Z Biblią właściwie się nie rozstawał. Tak było także tamtego dnia.

 

Neli. „Byłam prostytutką”

Po spotkaniu, z Biblią pod pachą, wszedł do… domu publicznego w centrum Warszawy, gdzieś w okolicach Krakowskiego Przedmieścia. Tak, to brzmi dziwnie, ale czyż życie nie zaskakuje bardziej niż scenariusze filmowe? Nie ma co dociekać, w jakich proporcjach chęć nawracania właśnie w tym miejscu mieszała się z innymi intencjami.

Faktem jest, że tego dnia, w tym miejscu Piotr poznał – nazwijmy ją Neli – kobietę około trzydziestoletnią o oryginalnej urodzie, zdradzającej mieszane pochodzenie. Istotnie, ojciec urodzonej w Polsce kobiety pochodził z Afryki. Życie Neli, o czym dowiedział się później, było znaczone przemocą, samotnym macierzyństwem, wreszcie domem publicznym. Piotr postanowił, że ją z tego miejsca wyciągnie. Niedługo trwało, gdy Neli uznała, że może mu zaufać. Kiedy poznałam Piotra, mieszkali już razem, planowali ślub. Neli spodziewała się dziecka.

To wszystko wiedziałam od Piotra, który zapowiedział jednak, że nie mogę pisać o Neli, jeśli ona sama nie zechce mi o sobie opowiedzieć. Co więcej, nie mogłam zdradzić przed nią, że wiem, iż była prostytutką. Miała mi o tym opowiedzieć sama. Czas biegł, wizyta papieża się zbliżała. Nie chciałam pisać tekstu o Piotrze bez historii Neli. Jego historia bez niej była niepełna, nieprawdziwa, więc czekałam aż Neli zgodzi się na spotkanie.

Wreszcie umówiłyśmy się. Podczas pierwszej rozmowy nie powiedziała wiele, była ostrożna, czułam, że mnie bada. Upłynęło trochę czasu, gdy spotkałyśmy się po raz drugi, a było to w jakiejś kawiarni na Ochocie. Neli opowiedziała trochę o sobie, o przemocy, której doznawała jako dziecko, a potem w życiu dorosłym, o dwojgu dzieci wychowywanych samotnie, o miłości Piotra, o dziecku, którego się spodziewała… Wreszcie, gdy straciłam już nadzieję, że się naprawdę otworzy, wyjęła z torebki długopis i na białej serwetce napisała: „byłam prostytutką”. Potem wstała i wyszła.

Dziennikarsko miałam historię dopiętą. Mogłam pisać. A jednak nigdy tej historii nie opisałam. I nie dlatego, że papież był już w Polsce, że w Łagiewnikach mówił o miłosiernej i przebaczającej miłości Boga. Mówił, iż to „Duch Święty pozwala nam przez Krzyż Chrystusa poznać grzech, każdy grzech, w pełnej skali zła, jakie w sobie zawiera. Z drugiej strony, przez Krzyż Chrystusa Duch Święty pozwala nam zobaczyć grzech w świetle «mysterium pietatis», czyli miłosiernej, przebaczającej miłości Boga «przekonywanie o grzechu» staje się równocześnie przekonywaniem o tym, że grzech może być odpuszczony, a człowiek może odzyskać poczucie godności umiłowanego dziecka Bożego”.

Tej historii nie opowiedziałam czytelnikom „Rzeczpospolitej” chyba dlatego, że miała ciąg dalszy, a ja w niej jakoś zaczęłam uczestniczyć. Nagle dowiedziałam się, że Neli znalazła się w szpitalu, miała trudności z donoszeniem ciąży, życie dziecka było zagrożone. Odwiedziłam Neli w szpitalu na Pradze. Później dowiedziałam się, że Neli urodziła zdrowego syna. Na chrzcie dano mu na imię Józef. Od Piotra wiedziałam, że niebawem mieli wziąć ślub. Później nasz kontakt się urwał.

Nie wiem, jak dalej potoczyły się losy Neli i Piotra. Czy Piotr nadal prowadzi firmę budowlaną i zatrudnia w niej tych, którzy po opuszczeniu więzienia chcą zacząć nowe uczciwe życie? Nie wiem jaką Neli jest mamą dla Józefa, który dziś ma już czternaście lat. Wiem, że gdyby Bóg nie dotknął swoją miłością Piotra, gdy był w więzieniu, a on tą Miłością nie podzielił się z Neli, gdy była prostytutką, zupełnie inaczej potoczyłyby się ich losy i tych, którym Piotr dał szansę na godne życie, zatrudniając w swojej firmie.

Wiem też, że ten, kto doświadczy Bożego miłosierdzia jest wewnętrznie przymuszony do tego, by tą Miłością się dzielić.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail