Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Bóg znalazł go w więzieniu, a on poszedł z Biblią do domu publicznego

REPORTER
Udostępnij

Są historie, których się nie zapomina. Jak ta, którą poznałam czternaście lat temu. Opowiadałam ją w gronie najbliższych, ale nigdy nie opisałam.

Dziś szczegóły się zatarły, nawet imiona dwojga głównych bohaterów. Może dlatego, że byliśmy umówieni, iż w tekście nie podam nazwisk, imiona zaś zmienię? Ale ta historia to dla mnie jeszcze jeden dowód na to, że Bóg w swym miłosierdziu może wyprowadzić z każdego zła, a człowiek, który zazna Bożego Miłosierdzia ma wewnętrzny przymus dzielenia się Miłością, której sam doświadczył.

To było czternaście lat temu. W 2002 roku. W sierpniu do Polski miał przyjechać papież Jan Paweł II, by konsekrować bazylikę Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Znany był już program i hasło  pielgrzymki – „Bóg  jest miłością”.

W redakcji „Rzeczpospolitej”, gdzie wówczas pracowałam, planowaliśmy wydanie przed pielgrzymką dodatku specjalnego, zastanawialiśmy się nad tematami i tekstami. Myśleliśmy jak przekazać czytelnikom świeckiej gazety czym jest miłosierdzie. I wtedy przyszedł pomysł, aby znaleźć osobę, która doznała Bożego Miłosierdzia i pod wpływem tego doświadczenia zmieniła swoje życie.

Nie pamiętam już w jaki sposób dotarłam do niego – dajmy mu imię Piotr, po tym, kto mi o nim powiedział. Był mężczyzną czterdziestokilkuletnim, który dzielił życie na „przed” i „po”. Na życie przed nawróceniem i po nim, przed więzieniem i po wyjściu na wolność.

Kilka lat – nie pamiętam już ile – spędził w więzieniu za oszustwa finansowe. Za murami więzienia została rodzina; żona szybko wniosła sprawę o rozwód. Jak mówił poczuł, że jest na samym dnie. Pogrążony w pustce i beznadziei instynktownie szukał pomocy. I wtedy, tam, w więzieniu, sięgnął po Biblię. Od tego dnia właściwie się z nią nie rozstawał. Uczepił się Słowa Bożego, a Bóg powoli, powoli zmieniał jego serce.

Więzienny kapelan pomógł uwierzyć, że i jemu Bóg w swym wielkim miłosierdziu może wszystko przebaczyć. Piotr odbył u niego spowiedź z całego życia. Wtedy postanowił też, że kiedy wyjdzie na wolność założy firmę budowlaną, w której będzie zatrudniał osoby, które podobnie jak on były w więzieniu, a po wyjściu pragnęły zacząć nowe, uczciwe życie. Uważał, że to będzie jego forma ekspiacji, zadośćuczynienie za popełnione zło.

Jak zapowiedział, tak zrobił. Kiedy się poznaliśmy, prowadził pod Warszawą firmę budowlaną, w której zatrudniał – choć nie wyłącznie – byłych więźniów. Planował rozbudowę firmy. Chodził też regularnie na spotkanie wspólnoty modlitewnej, nie pamiętam już której, w centrum Warszawy. Z Biblią właściwie się nie rozstawał. Tak było także tamtego dnia.

Po spotkaniu, z Biblią pod pachą, wszedł do… domu publicznego w centrum Warszawy, gdzieś w okolicach Krakowskiego Przedmieścia. Tak, to brzmi dziwnie, ale czyż życie nie zaskakuje bardziej niż scenariusze filmowe? Nie ma co dociekać w jakich proporcjach chęć nawracania właśnie w tym miejscu mieszała się z innymi intencjami.

Strony: 1 2

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail