Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

#HolocaustAleppo. Krzyk rozpaczy

ebrahim.art/Instagram
Udostępnij

Przejrzenie materiałów, które pod hashtagiem #HolocaustAleppo są gromadzone na portalach społecznościowych, to wstrząsające doznanie. Chociaż trudne emocjonalnie, jest nam ono potrzebne.

Rozświetlone ostrzałem miasto, ludzie w popłochu biegający po ulicy, krzyki, twarze zalane krwią, próby reanimacji, ofiary wyciągane spod zawalonych budynków… Mnóstwo tego rodzaju obrazów – zdjęć oraz filmów – znajdziemy, jeśli w wyszukiwarce wpiszemy #HolocaustAleppo (wyrażenie poprzedzone krzyżykiem, to tzw. hashtag, znacznik pozwalający grupować informacje na dany temat). Jeśli wiemy, że nasz organizm odmawia posłuszeństwa, gdy zostaje postawiony przed drastycznym widokiem, lepiej dwa razy się zastanówmy przed wpisaniem tego hasła. Są jednak niebagatelne powody, dla których – jeśli tylko jesteśmy w stanie – warto poświęcić tym materiałom trochę czasu, uwagi i – nie ukrywam – wewnętrznej energii. Wyjdziemy z tego wycieńczeni emocjonalnie, z wielką ilością pytań i myśli w głowie.

Abstrakcja?

Miasto składające się z resztek po budynkach, jakichś kikutów, konstrukcyjnych szkieletów. Wśród wybuchów ludzie, ranni i zabici, w ogromnej mierze spośród ludności cywilnej, kobiet, dzieci. Dobrze znamy ten widok ze zdjęć przedstawiających Warszawę w czasie Powstania 1944 roku. Podobny dramat rozgrywa się teraz, choć czasami wydaje się nam mało realny, jak wszystko, czego nie doświadczamy osobiście i od czego dzielą nas setki kilometrów. Gdzieś podobno giną ludzie – serwisy informacyjne podają liczby zabitych w Syrii, a dla nas pozostaje to cały czas abstrakcją. Filmy przedstawiające nie kolejne dane, ale cierpienie konkretnych osób mają moc, by dać nam poczucie realności tych wydarzeń.

Twarzą tego cierpienia stał się w sierpniu pięcioletni Omran Daqneesh, wyciągnięty z gruzów po bombardowaniu. Pokryty pyłem zmieszanym z krwią, zdezorientowany, ale nie rozpaczający, tak jakby wojna stała się dla niego normalnością. Nagranie obiegło serwisy informacyjne i portale społecznościowe. Myślę, że nie brakuje osób, dla których zdjęcie stało się impulsem do przebudzenia. W ostatnich dniach widzieliśmy z kolei odkopane spod gruzu miesięczne niemowlę. To dzieci, którym udało się przeżyć. Widać jednak dobrze, jak bardzo ich życie było zagrożone. Wiemy też, że ich najbliższym wojna już przyniosła śmierć. Obrazy te przejmująco przypomniały, jak wciąż aktualne są słowa „Piosenki o Bośni” Josifa Brodskiego: „W chwili, gdy rozrywki żądasz, / w telewizji mecz oglądasz, / lub się pławisz w słodkiej nudzie – / giną ludzie”.

Czy jednak hasło #HolocaustAleppo jest dostatecznie uzasadnione? Holokaust był przecież akcją unicestwienia wyraźnie określonych grup ludzi, głównie Żydów, podjętą ze względów ideologicznych. W Syrii mamy natomiast do czynienia z typowymi efektami wojny. Trudno jednak uniknąć poczucia, że takie analizy mają w sobie coś niesmacznego. Byłoby to przecież roztrząsanie, na ile dobrze ubrano w słowa krzyk rozpaczy.

Zgrzyt

Otworzyłam stronę z informacją o wspomnianym wyżej Omranie. Na chwilę jego twarz zakryła reklama. Symboliczne: sprawy sytego Zachodu, cieszącego się jak na razie pokojem, a gdzieś w tle, ledwo widoczna wykrwawiająca się Syria. Reklamy to niejedyny powód, dla którego oglądanie materiałów z Aleppo na ekranie komputera jest w pewien sposób niestosowne. Internet przeglądamy często przy jedzeniu, w autobusie, podczas przerwy w pracy. Rozbiegane myśli wędrują gdzieś daleko, a palec niedbale przewija wiadomości. Makabryczne obrazy z Aleppo znajdują się w ten sposób w zupełnie nieadekwatnym otoczeniu. Jedynym, co niweluje straszny zgrzyt, jaki niesie oglądanie cudzego cierpienia z bezpiecznego dystansu, jest chyba patrzenie w modlitewnym skupieniu. Może również takie patrzenie, które niesie za sobą konkretne decyzje i działania.

Susan Sontag w książce „Widok cudzego cierpienia” zauważa: „Frustracja, którą przeżywamy, bezsilni wobec tego, co obrazy te ukazują, może się przełożyć na oskarżenie o nieprzyzwoitość przyglądania się im albo niewłaściwe sposoby ich upowszechniania – często tuż obok reklam środków piorących i przeciwbólowych oraz sportowych samochodów. Gdybyśmy mogli poradzić coś na to, co te obrazy ukazują, może nie przejmowalibyśmy się tak bardzo tymi sprawami”.

Możesz działać

Czy wobec cierpienia mieszkańców Syrii jesteśmy zupełnie bezradni? Nie pozostaje nam nic innego niż bierność? Gdyby tak było, patrzenie na filmy i zdjęcia zebrane pod hashtagiem #HolocaustAleppo byłoby pustym podglądaniem. Mamy jednak po pierwsze możliwość duchowego towarzyszenia poprzez modlitwę – nie tylko w ramach dobiegającego końca Tygodnia Modlitw za Uchodźców „Umrzeć z nadziei”. Pamięć w modlitwie to zadanie na co dzień, a jak twierdzą ci, którzy w tej kwestii mają większe doświadczenie, jeśli traktujemy modlitwę poważnie, wcale nie jest to zadanie łatwe. Po drugie możemy pomóc tym, którzy działają na miejscu, w Syrii. Jedną z form jest akcja „Rodzina rodzinie” koordynowana przez Caritas, polegająca na regularnym wspieraniu finansowym konkretnej syryjskiej rodziny. Istotnym działaniem jest po trzecie także zdobycie informacji na temat konfliktu w Syrii i sytuacji uchodźców, tak by móc mądrze reagować wobec krzywdzących opinii, choćby w rozmowie ze znajomymi.

Fotografie wyraźnie przyczyniły się do protestu przeciwko wojnie w Wietnamie. Może i tym razem obraz przyniesie społeczną reakcję. 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail