Aleteia

Jola Szymańska: Rozmawiać jak Jezus? Krótki przewodnik

fot. Marek Straszewski
Udostępnij
Komentuj

Chcę rozmawiać z ludźmi tak, jak robił to Jezus. Wiem, że nigdy nie dorosnę Mu do pięt, ale nie zamierzam się poddać.

Na pomysł wpadłam po ostatnim felietonie. W zasadzie byłam do niego zmuszona własną bezmyślnością (co i jak – odsyłam do tekstu), bo nigdy nie planowałam mówić o prawie. Stało się. Starałam się pisać w wolności od emocji, skupiłam się na konkretach. Ale rykoszetem oberwałam lawiną komentarzy, na które nie dało się nie patrzeć, a które były tak kosmicznie negatywną bombą, że zbierałam się z podłogi kilka dni.

Pal licho z racją. Ma ją tylko Bóg. Powierzam Mu każde swoje słowo, każdy gest. Szczególnie to, co wynika z mojej ludzkiej ułomności i ograniczeń. Ale nie chcę działać bez Niego. Nigdy i nigdzie. Dlatego spisałam sobie profilaktycznie kilka ratunkowych wskazówek.

 

Szukasz odpowiedzi na trudne pytanie?

Jeżeli szukasz odpowiedzi na trudne pytanie, nie szukaj jej w Internecie. Nie opieraj się na zdaniu ulubionych blogerów, biskupów czy pisarzy. Nie potwierdzaj swoich wrażeń ripostą publicysty. Co w takim razie robić? Wyłącz komputer, odłóż telefon, otwórz Pismo Święte, módl się. I uwalniaj się od samej (samego) siebie.

 

Chcesz wziąć udział w dyskusji?

Jeżeli koniecznie chcesz wziąć udział w dyskusji, nie myśl o sobie, o tym, co ci się wydaje. Zapomnij, że ktoś cię wkurza. Wycisz się i zastanów jaki jest twój cel. Dlaczego chcesz dyskutować? Jaka jest twoja motywacja? Czy Jezus powiedziałby rozmówcy to, co chcesz powiedzieć? Czy powiedziałby to w taki sposób?

Nie rozmawiaj, jeżeli rozmowa grozi ci utratą równowagi emocjonalnej. Rozmawiaj, jeżeli szukasz prawdy, a nie pochlebstwa. Rozmawiaj, jeżeli twój cel to zbawienie, a nie erystyczne zwycięstwo. Rozmawiaj, jeżeli jesteś wolny. Rozmawiaj, jeżeli potrafisz kochać swojego rozmówcę. Nawet, jeżeli bardzo się różnicie. Rozmawiaj, jeżeli masz w tym pokój serca.

 

Jak przygotować się do trudnej rozmowy

Nikt z nas tego nie uniknie. Zresztą, taktyka uniku nie zawsze jest mądrym rozwiązaniem. Bez wychodzenia naprzeciw problemom, przestalibyśmy się rozwijać. Jeżeli więc czeka cię trudna rozmowa, zasada numer jeden brzmi: uznaj jedyną rację i prawdę w Tym, który umacnia. To Jemu oddaj swoją wiedzę, poglądy, uczucia, ale też swoje wady, pokusy i słabości.

Zastanów się poważnie, co chcesz przekazać i na czym ci zależy. Czy to jest ważne także dla kochającego wszystkich ludzi Boga? Zapytaj Go i odłóż emocje na bok. Zastanów się, czy rzeczywiście jesteś w tej kwestii obiektywny, czy masz wystarczającą wiedzę. Czy powoływane przez ciebie autorytety mówią na pewno to, co powiedziałby Jezus?

Bądź przy tym spokojny. Nie walczysz o swoją rację, ale szukasz prawdy. Staraj się zrozumieć perspektywę drugiej strony. Nie szantażuj i nie zmuszaj. Zapraszaj, proponuj, pytaj. I nie daj się zniewolić złości. Ona nigdy nie pochodzi od Boga.

 

Ktoś cię zranił?

Czasem to się zdarza. Powiedział coś bez miłości. Zrobił coś złośliwie, przeciw tobie. Był zwyczajnie wredny. A może nawet okrutny. Co robić? Wybacz mu. Zdecyduj o wybaczeniu, oddawaj swoje emocje do tej osoby i ją samą Bogu. Dziękuj (o tak, to mistrzostwo świata) Jezusowi za tego człowieka i za własne życie. Pamiętaj, że wybaczenie jest decyzją, nie uczuciem. Od krzywdy nie uwolni cię złośliwa riposta, ale miłość Boga, który wypełni Twoje serce wolnością.

 

Nie przedkładaj dyskusji nad relacje z najbliższymi

Na koniec coś, co zbyt często nam umyka. Otóż, nie ma takiego tematu i takiej sprawy, która jest warta cierpienia najbliższych. Chociaż „cierpienie” może się tu wydawać słowem na wyrost. Jeżeli złość wzbudzona przez ludzi za szklaną szybą wpływa na twoje relacje i zachowanie wobec najbliższych, uważaj. Serio.

 

Całkiem ciekawe miejsce

Te wszystkie drobiazgi to… nie drobiazgi. To świadectwo każdego z nas. Czasem sprawdza się na przystanku tramwajowym, czasem przy grillu, a czasem w komentarzach na Facebooku. Niestety, choć to wszystko ładnie brzmi, weryfikuje się dopiero przy konkretnym spotkaniu.

Samo udostępnienie tego tekstu nie sprawi, że nauczymy się szanować i kochać tych, z którymi się nie zgadzamy, ale może pomóc w zreflektowaniu się na czas. Warto pamiętać, że standardy Jezusa są naprawdę wysokie. Jak myślisz, co zrobiłby na twoim miejscu?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail