Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Należałem do katolickiej mafii. I jestem z tego dumny

Udostępnij

W zasadzie to nigdy jej nie opuściłem, bo z mafii jest tylko jedna droga wyjścia…

Powstała w 2000 roku w Polsce. Obecnie w jej szeregach jest około 2000 młodych osób rozsianych po całym kraju, a nawet i za granicą. I to nie tylko w Europie, bo od niedawna zaczęli werbować swoich członków także w Ameryce Południowej, gdzie jest niezwykle duża Polonia. Mówi się, że od początku jej istnienia przewinęło się przez nią łącznie już ponad 4 000 osób. Robi wrażenie, prawda? A te liczby nie odzwierciedlają jeszcze całej prawdy o tej katolickiej organizacji. Najistotniejsi są w niej ludzie.

Przyszłych członków pozyskują na wczesnym etapie edukacji, już na poziomie gimnazjum. Zakwalifikowanie do struktur poprzedza wywiad środowiskowy – zbiera się opinie proboszcza, wychowawcy, pedagoga. Miałem okazję przyglądać się procesowi rekrutacji z perspektywy ich głównej siedziby, która ma miejsce w… będziecie zaskoczeni – budynku Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski.

Oni są dosłownie wszędzie. W szkołach, na uniwersytetach, w urzędach, firmach, mediach. W każdym ośrodku akademickim Polsce, w wielu na świecie. Opus Dei to przy nich pikuś. Chcę nocować jutro w Bydgoszczy? Dzwonię do tamtejszego łącznika, szefa wspólnoty zlokalizowanej w tym mieście, i po chwili odzywają się ktoś, kto może udzielić mi schronienia. Potrzebuję doradztwa prawnego? Mogę skorzystać z pomocy co najmniej kilku „swoich” osób. Boli mnie górna szóstka? Mam problem z komputerem? Z przyswojeniem zagadnień fizyki jądrowej? Nie muszę się o nic martwić, bo mam opiekę ze strony mojej „rodziny”. Zupełnie jak we włoskiej mafii.

 

Niełatwe losy katolickich mafiosów

Wymarzony kandydat to człowiek inteligentny, z ponadprzeciętnymi wynikami w nauce, będący jednocześnie aktywny społecznie – poszukują osób nie tylko wyspecjalizowanych w konkretnych dziedzinach, ale również lokalnych liderów i organizatorów akcji oraz wydarzeń. Jednym z istotniejszych kryteriów jest także niski dochód w rodzinie. Dlaczego? Organizacja wspiera swojego podopiecznego materialnie, trafiając tym samym do osób, które pomimo trudnej sytuacji finansowej, a często też i rodzinnej, potrafią nie tylko rozwijać swoje pasje i zainteresowania, ale również dawać coś od siebie i udzielać się społecznie. Nietrudno zauważyć niezwykły potencjał takiej młodzieży.

Udało mi się dotrzeć do części bazy danych z uwagami na temat sytuacji podopiecznych, opatrzonych wyłącznie numerami identyfikacyjnymi.

  • Średnia ocen: 5,46; szkolne koło wolontariatu; samotny ojciec – mama nie żyje; 6 dzieci; najwyższa średnia ocen w szkole;
  • Średnia ocen: 5,55; rodzina niepełna – tata nie żyje; wolontariuszka Szlachetnej Paczki; Stypendium Prezesa Rady Ministrów; wolontariat szkolny; liczne konkursy szkolne;
  • Średnia ocen: 5,0; szkolne koło wolontariatu; wolontariat w parafii; wyjechał do Lizbony na praktyki; lektor; śpiewa i gra w chórze; ukończył kurs j. portugalskiego; medal Prezydenta Miasta dla najlepszych uczniów; wyróżniony jako jeden z najlepszych wolontariuszy w swoim środowisku;
  • Średnia ocen: 5,12; wolontariat szkolny; wolontariat w Fundacji „Pomóż im”; udział w finale Ligii Lekkoatletycznej; I m-ce w finale Konkursu Orkiestr Dętych w Rydze;
  • Średnia ocen: 5,69; trudna sytuacja rodzinna (choroba taty; bezrobocie mamy); bardzo niski dochód, uzdolnienia plastyczne i sportowe; wolontariat szkolny; samorząd uczniowski; lektorka; schola; KSM; wolontariat w parafii;

 

Są wszędzie

Trafiłem do niej na początku studiów poprzez konkurs oferujący stypendium oraz indeks na Uniwersytet Warszawski lub Jagielloński.

No dobrze, to wszystko tak pięknie wygląda, teraz powiedzcie, czego oczekujecie od nas w zamian? – zapytał jeden z moich kolegów podczas kolacji z przedstawicielami organizacji, zwanej „Fundacją” lub też „Dziełem”.

Niczego, macie być porządnymi ludźmi – odpowiedziała dziennikarka od lat związana z konkursem, który wygraliśmy. Wtedy się nieco uspokoiłem. To nie mafia, nie chcieli przecież nic w zamian. Zwykła katolicka organizacja charytatywna oferująca wsparcie materialne i duchowe. Teraz już wiem, jak bardzo się myliłem. Wszyscy zaciągnęliśmy wtedy ogromny dług.

 

SAD but true

W końcu okazało się, że jak każda porządna mafia, tak i ta katolicka, w pewnym stopniu skupia się na pieniądzach. Z jednej strony na wypłatę stypendiów dla swoich podopiecznych i organizację dla obozów oraz formacji potrzebują około 8 mln złotych rocznie. Z drugiej strony, każdy jej członek ma dług, który stara się spłacać angażując się w wolontariat oraz inne działania społeczne. Tu jest jedna różnica między katolicka mafią, a tą tradycyjną. Nikt tego długu od nich nie wymusza. Stypendyści sami wiedzą, jak wielką pożyczkę miłosierdzia zaciągnęli u swoich darczyńców.

Nazywani są „żywym pomnikiem św. Jana Pawła II”, gdyż jedną z ich podstawowych misji jest szerzenie jego nauczania. Buduje to poniekąd wizerunek niezwykle twardych i niezłomnych ludzi. Jak mosiężne pomniki. A chyba o to w mafii chodzi, prawda?

Ci, którzy nie są już „opłacani”, bo skończyli edukację, dalej angażują się w działania organizacji. Zrzeszyli się w instytucję o enigmatycznej nazwie „Stowarzyszenie Absolwentów Dzieło” (w skrócie SAD), by kontynuować tę misję.

Jedna z nich, Magdalena „Kaczka” Kaczor, była misjonarką na placówkach zagranicznych. Służyła na Węgrzech, Rumunii, a kilka miesięcy temu wróciła z Meksyku. Skończyła Międzyobszarowe Indywidualne Studia Humanistyczne i Społeczne na Uniwersytecie Warszawskim.

Fundacja dała mi umocnienie w wierze i najlepszych przyjaciół. Co prawda są już rozrzuceni po Polsce i świecie, ale zawsze bliscy i gotowi skoczyć za mną w ogień. To oni stali się dla mnie najpiękniejszym nośnikiem wartości: wiary w Jezusa, ambicji i kreatywności – mówiła w jednym z wywiadów. Zresztą zobaczcie ją w akcji.

 

Innym przykładem aktywnej absolwentki Fundacji jest Beata Tkaczyk-Ozimek, która z pomocą SAD założyła punkt przedszkolny „LOLEK” – świecką inicjatywę katolickiego przedszkola, które prowadzi formuje w duchu nauczania św. Jana Pawła II.


Również i ja jestem absolwentem Fundacji. Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, bo to o niej była mowa w tym artykule. Zawdzięczam jej indeks na studia, wsparcie materialne oraz fascynujące doświadczenie pracy przy organizowanych przez nią wydarzeniach: Kanonizacyjnej Iskrze Miłosierdzia oraz kampanii społecznej Dnia Papieskiego. To dzięki niej trafiłem do Aletei.

Najbardziej jestem jednak wdzięczny Fundacji za wspaniałych przyjaciół oraz najcudowniejszą kobietę w tej części Drogi Mlecznej – Aleksandrę.

 

W Dzień Papieski, ale także w każdy inny dzień, możecie wesprzeć prowadzony fundusz stypendialny. Wystarczy kliknąć tu i wejść na stronę „Dzieła”.

 

Pewnie zastanawiacie się, czemu pisałem o niej, jak o mafii?

Kilka tygodni temu rozmawiałem z moją redaktor naczelną o Fundacji. Uczestniczyła w audycji radiowej razem ze stypendystą.

– To naprawdę fascynujące dzieło, jesteście wszędzie!

– Niektórzy drwią, że jesteśmy jak sekta, Opus Dei.

– Jak mafia raczej…

 

No to została mafia. Najlepsza jaką znam.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail