Aleteia

Poznałam judaizm i zakochałam się na nowo we własnej wierze

Edgardo W Olivera/Flickr
Udostępnij
Komentuj

W zderzeniu z judaizmem chrześcijanin nie ma szans: musi się po prostu zakochać. Na nowo w swojej własnej wierze.

Jakiś rok temu zamieszkali po drugiej stronie naszej wąskiej telawiwskiej ulicy. Przyjechali do Izraela z Francji na fali emigracji po serii zamachów terrorystycznych. Ich mieszkanie otworzyło się przed nami jak scena: przez okna pokrywające całą szerokość ściany, niczym nieosłonięte, chcąc nie chcąc zaczęłam przyglądać się ich życiu.

Obserwowałam, jak każdego poranka on zakłada modlitewny szal, przytwierdza do ramienia i czoła tefilin z fragmentami Tory, zakłada jarmułkę i modli się zwrócony twarzą w stronę Jerozolimy. Jak w piątkowe popołudnia ona krząta się po kuchni, nakrywa stół białym obrusem, przebiera dzieci w odświętne ubrania. Jak przy zachodzie słońca gromadzą się przy stole całą rodziną, ona zapala świece, zakrywa oczy, wypowiada błogosławieństwo. Jak cała masa różnych drobiazgów i gestów w ich codzienności zdaje się nabierać zupełnie innego, wyższego znaczenia. Jak przekonanie, że wiara dotyka każdej płaszczyzny w ich życiu, i że wszystkiemu, co robią, towarzyszy myśl o Bogu, rozświetla ich rzeczywistość.

Nie sposób jest mieszkać w Izraelu i nie dotknąć śladów tego przekonania. Ba, trudno mimowolnie nie zamienić go w czyn! Uważny przyjezdny dostrzeże w parku nad rzeką Jarkon zawieszoną ponad chodnikiem przezroczystą nitkę, która w Szabat wyznacza ortodoksyjnym Żydom ścieżki spacerów, i pójdzie jej śladem. W kantynie państwowej instytucji zje koszerny posiłek, w szabat nie pojedzie do centrum miasta autobusem. W okresie Paschy nie kupi w sklepie chleba, a wchodząc do ortodoksyjnej dzielnicy ubierze się skromnie, by uszanować skromność jej mieszkańców. Pochwała Boga Izraela stanie się jego mimowolnym udziałem.

Nie wszystkim to pasuje. W niektórych, zwłaszcza niewierzących Żydach, ta rzeczywistość rodzi prawdziwy bunt.  

Ale chrześcijanin, który doświadczy żydowskiej duchowości i nie popatrzy na nią przez pryzmat uprzedzeń, zacznie inaczej pojmować swoją wiarę. Docierając do judaizmu – korzenia chrześcijaństwa – z większym zrozumieniem przeczyta Pismo Święte. Naprawdę zrozumie tożsamość Jezusa, rodzi się więc szansa, że podąży za Nim z większą świadomością. Ze zdumieniem odkryje, jak wiele słów modlitw, obrzędów i elementów tradycji, którą uważał dotąd za swoją, czerpie ze źródeł judaizmu. To doświadczenie przybliży go do Boga – zresztą w Ziemi Świętej dotknąć Go jakby łatwiej.

Z uwagą przypatrzy się nie tylko religijnym Żydom, ale też samemu sobie. Poczuje może nutkę zazdrości. Nie będzie chciał być gorszy.

Pewnego dnia, podglądając przez uchylone żaluzje szabat u francuskich sąsiadów, złapałam się na mimowolnym rachunku sumienia. Bo kiedy ostatnio z taką radością jak oni siadałam do niedzielnego obiadu? Jak tak naprawdę odpoczywam w niedzielę? Czy i moja codzienność chwali Boga? Nagle zawstydził mnie mój niedbały poranny pacierz, czasem jego brak. Spóźnienia na mszę. Niedbałość o skromność codziennego ubioru.

Do swojego duchowego życia wprowadziłam więc kilka poprawek. Sumienność wpisałam na listę „to-do”. Poczułam głęboką zmianę, ale i radość z tego, jak doświadczam spotkanie mojej duchowości z judaizmem.

Poczułam, jakbym się zakochała na nowo.

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail