Aleteia

Danuta „Inka” Siedzikówna znowu przemówiła

Kadr z komiksu
Udostępnij

Malowana historia i nagrane na płytę opisy. W Białymstoku powstał właśnie drugi w Polsce komiks dla niewidomych, a pierwszy zapisany za pomocą audiodeskrypcji.

Paulinę Królikowską i Daniela Bauma poznałam niewiele ponad rok temu. Siedzieliśmy w którejś warszawskiej kawiarni, wiatr rozwiewał nam włosy tak, że całkowicie zakrywały nam twarze, a my czworo (był z nami również mój fotoreporter) przeglądaliśmy pierwszy komiks w Europie napisany brajlem. Stworzyli go sami – on rysował, ona pisała. W podekscytowaniu i strachu, że niechcący coś zniszczymy, przekręcaliśmy jedna po drugiej barwne plansze, a fotoreporter zadawał tyle pytań, że bałam się, że pozbawi mnie mojej wierszówki.

Zatytułowałam reportaż o nich „Komiks na cztery ręce”, bo Paulina stale mówiła coś o integracji, której integracją wcale nie chciała nazywać. Komiks miał powstać po to, żeby osoby widome i niewidome mogły go czytać razem. Żeby mogły pogadać potem o tym, co je w nim ujęło, czy co było zwyczajnie kiepskie. A „integracja” brzmiała sztywno i kojarzyła się z przymusem.

Do tej pory dzieł napisanych brajlem było raptem kilka, a ze względu na potężne koszty produkcji, jeden egzemplarz kosztował nawet kilkaset złotych. Oni wyszli z projektem do ludzi. Zdobyli patronat i fundusze (a produkcja takiego dzieła to koszt porównywalny z zakupem dwupokojowego mieszkania w Łodzi), po czym w pocie czoła doprowadzili komiks do skutku.

Premiera była huczna. Wśród tłumu ludzi, którzy przyszli na wernisaż, dopchać się do autorów zdołali tylko dziennikarze – to była sensacja na skalę światową. Paulina i Daniel nie osiedli więc na laurach. Po wielkim sukcesie komiksu o Grzesiuku i jego wspomnieniach z obozu koncentracyjnego stworzyli kolejny. O Ince – sanitariuszce Armii Krajowej, w wieku 17 lat zamordowanej przez UB.

Koncepcja jest teraz o tyle inna, że komiks jest nie dla rąk, a dla uszu – bo do jego rysowanej wersji z dialogami dołączono audiodeskrypcję przygotowaną przez Monikę Marciniak. Trwające blisko sto minut nagranie powstało z udziałem profesjonalnego lektora oraz pracowników Muzeum Wojska w Białymstoku, którzy użyczyli głosów postaciom pojawiającym się w komiksie. Wersja audio przypomina więc słuchowisko radiowe i pozwala przekonać się, że do rozumienia obrazu potrzebna jest wyobraźnia – a niekoniecznie wzrok.

Przy tworzeniu komiksu opisanego brajlem autorzy również stawiali na wyobraźnię. Nigdy nie zapewniali, że niewidomy czytający komiks palcami zobaczy to, co dla widomego narysował Daniel Baum. „Na początku chcieliśmy, żeby kontury kształtów na rysunkach były obrysowane”, zdradzała wtedy Paulina, „żeby niewidomi mogli je wyczuć”. „Ale potem”, dodał Daniel, „nasz znajomy Marek Jakubowski uświadomił nam, że większa część niewidomych nie widzi od zawsze. Więc kształt, szczególnie w jakiejś perspektywie, jest dla nich zupełnie niezrozumiały. Oni dużo lepiej wyobrażą sobie to, co ma tam być.
Liczyła się więc idea wspólnej treści, możliwość przejścia razem przez identyczną historię”.

I to nie byle jaką historię. Bo Paulina Królikowska jak do tej pory nigdy nie brała się za błahe historyjki. Ma bowiem talent do tego, żeby te poważne przedstawiać tak, aby chciało się je czytać.

Szalenie istotne jest jednak, że komiks o Ince dostępny jest dla wszystkich za darmo. Wystarczy wejść pod podany adres, pobrać go i cieszyć się możliwością czytania razem z niewidomym znajomym.

„Jak to za darmo?”, rzekłby ktoś. „Więc co z tego mają autorzy?” Trzeba powiedzieć otwarcie, że ani Paulina, ani Daniel nie są milionerami. Nie zarabiają na swoich komiksach, a raczej sami do nich dokładają. Po co im to – nie pytają. Przez lata walk z ludźmi, którzy stawiali im granice, bo nie rozumieli sensu ich pracy dla innych, Daniel i Paulina nauczyli się już nie zadawać sobie pytania „po co”.