Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Bob Dylan. Bard poszukujący Boga

Frank Micelotta/Picturegroup/East News
Udostępnij

Jakkolwiek wyboista byłaby droga duchowa i artystyczna tegorocznego laureata literackiej Nagrody Nobla, zawsze znajdzie się na niej miejsce na dialog z Absolutem.

Bob Dylan jest symbolem poszukiwań pokolenia dorastającego na Zachodzie w pierwszej połowie lat 60. Wychowany w tradycji judaizmu, w dojrzałym wieku zwrócił się ku radykalnej formie chrześcijaństwa ewangelikalnego. 75-letni laureat literackiej Nagrody Nobla nie deklaruje dzisiaj związków z jakimkolwiek instytucjonalnym wyznaniem, ale wciąż pokazuje, że poszukiwanie Boga jest istotnym elementem jego artystycznej działalności.

Głos powojennego pokolenia

Tegoroczny noblista należy do szczególnego pokolenia, które wchodziło w dorosłe życie w dynamicznie rozwijającym się po II wojnie światowej mocarstwie. Artysta był w rodzinie już drugim pokoleniem urodzonym w USA – jego dziadkowie, należący do społeczności żydowskich z terenów dzisiejszej Litwy i Ukrainy, przybyli za Atlantyk na początku XX wieku.

Generacja Dylana, dorastająca w relatywnie dobrej sytuacji ekonomicznej i bytowej, targana było jednak wieloma egzystencjalnymi niepokojami. Zimna wojna, zaangażowanie militarne ich kraju w liczne konflikty zbrojne, nierozwiązane wciąż problemy rasowe, a także płytkość konsumpcyjnego American way of life skłaniała młodych do zadawania sobie fundamentalnych pytań o sens i cel życia, istnienie miłości i sprawiedliwości, czy też w końcu do poszukiwania Absolutu.

Religia praktykowana przez pokolenie rodziców, sprowadzona często do społecznego rytuału, była przez wielu młodych odrzucana jako fałszywy i pusty konwenans. Tworzyły się grupy „beatników”, zafascynowanych nowoczesną poezją, kulturami i wierzeniami Wschodu, lewicującym światopoglądem i eksperymentujących z narkotykami. Młodzi z najdalszych zakątków kraju, tak jak Dylan pochodzący z północnej Minnesoty, ciągnęli do wielkich ośrodków miejskich: Nowego Jorku, Los Angeles lub San Francisco, tętniących życiem kulturalnym i politycznym.

Popularność zyskiwali śpiewacy i bardowie wykorzystujący surowe instrumentarium, zazwyczaj ograniczające się do gitary, harmonijki ustnej i własnego głosu. W klubach i kawiarniach wyśpiewywali strofy protestu przeciwko zastanej rzeczywistości. W ten nurt wpisał się tegoroczny noblista, który od początku lat 60. zdobył swoimi piosenkami, mocno osadzonymi w amerykańskiej tradycji folkowej, sporą popularność w kręgach nowojorskiej bohemy.

Teksty pisane przez Dylana wyróżniały się spośród wielu podobnych mu wykonawców klimatem duchowego poszukiwania, jak chociażby jeden z jego pierwszych przebojów „Blowin’ In The Wind”, pytający wprost o zasadniczy sens życia człowieka. W 1997 roku Jan Paweł II podczas spotkania z artystą w ramach Kongresu Eucharystycznego w Bolonii, gdzie Dylan dał w obecności papieża krótki koncert, powie wprost, że wiatr, któremu artysta zadaje pytanie o najważniejsze życiowe wybory, to „wiatr Ducha Świętego”.

Zwrot muzyczny i duchowy

Być może, gdyby w 1965 roku Dylan nie zdecydował się na muzyczny zwrot ku zdobywającej coraz większą popularność estetyce elektrycznego rocka, pozostałby po dziś dzień kojarzony tylko jako twórca folkowych protest-songów. Niemniej – nagrywając w 1965 roku bluesowo-rockową, opartą na brzmieniu gitar i organów elektrycznych oraz perkusji płytę „Highway 61 Revisited” – odważnie wkroczył na rodzącą się właśnie w USA i Wielkiej Brytanii scenę „mocnego uderzenia”. Nie zrezygnował przy tym z głębokich, coraz bardziej erudycyjnych i symbolicznych tekstów.

Paradoksalnie jednak artysta, który jeszcze do niedawna był symbolem pokoleniowego buntu, w stosunku do ogarniającego Zachód ruchu hippisowskiego zaznaczył swój dystans. Na słynnym festiwalu w Woodstock w 1969 roku, uchodzącym za apogeum buntu pokolenia ’68, Dylan w ogóle się nie pojawił. Nagrał za to płytę „Nashville Skyline” w stylu country, tak bardzo wyśmiewanym przez wielu hippisów jako wyraz konserwatyzmu i prowincjonalnego wstecznictwa.

Gdy Ameryka zachwycała się brzmieniem gitar Jimmiego Hendrixa czy songami Janis Joplin, Dylan zaczął nagrywać płyty osadzone w amerykańskiej tradycji country, spiritual i gospel, z wieloma odniesieniami biblijnymi. W tym czasie wycofał się praktycznie z życia publicznego, poświęcając czas rodzinie i studiowaniu Pisma Świętego. Zwrot ten jednak dopiero zapowiadał chrześcijański przełom w życiu i twórczości Dylana, który nastąpił dziesięć lat później.

Chrześcijańska trylogia

Trzy płyty wydane przez Dylana w latach 1979-1981: „Slow Train Coming”, „Saved” i „Shot of Love” zadziwiły słuchaczy. Z jednej strony przebojowym repertuarem, odegranym przy współudziale tak znanych muzyków jak Mark Knopfler z grupy Dire Straits, Ron Wood z The Rolling Stones oraz perkusisty The Beatles Ringo Starra – a z drugiej najbardziej chyba do tej pory radykalnym w świecie mainstreamowego rocka przesłaniem chrześcijańskim.

Strony: 1 2

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail