Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Zamiast łóżeczka kupowaliśmy trumnę. Dzień Dziecka Utraconego

Udostępnij

„Nasz syn wybrał się do nieba wcześniej. Możemy cieszyć się tym, że mamy tam swojego świętego”. O trudnym doświadczeniu poronienia, szoku i błogosławieństwie mówią rodzice, którzy stracili dziecko w 10. tygodniu ciąży.

Czy to doświadczenie miało jakiś wpływ na wasze małżeństwo?

Zofia: Ja na pewno potrzebowałam w tym momencie po prostu wsparcia, nie tylko psychicznego, ale nawet fizycznego. I to, że Tomek wtedy ze mną był, że przeżywaliśmy razem śmierć naszego dziecka, to jest naszym kapitałem na przyszłość.

Tomasz: Ta decyzja bycia przy Zosi stanowiła o mnie później – nauczyłem się tego, że jestem dla rodziny i żadna praca nie jest w tym momencie ważniejsza.

Zofia: Zrobiliśmy Władziowi normalny pogrzeb, mimo początkowego sprzeciwu księdza, który zaproponował nam „pokropek”, czyli pokropienie trumny wodą święconą, bez Mszy św.

Tomasz: Wiedzieliśmy, że już za Władzia nie trzeba się modlić, bo jest u Pana Boga, ale chcieliśmy zamówić Mszę dziękczynną, też za nas. Później mieliśmy takie poczucie, że zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy – pożegnaliśmy go, nadaliśmy mu imię. To było dla nas bardzo ważne.

Jak wyglądał pogrzeb Władka? Jak pożegnaliście się ze swoim synem?

Zofia: Przed pogrzebem wyszyłam Władziowi białą szatkę i napisaliśmy do niego list, w którym było wszystko, co chcielibyśmy mu powiedzieć. Ten list razem z szatką włożyliśmy do trumny.

Piękne było to, że w szpitalu Świętej Rodziny jest kaplica, w której mogliśmy z tym dzieckiem pobyć sam na sam. Potem pojechaliśmy na cmentarz. Poprosiliśmy też naszą rodzinę, żeby ubrali się nie na czarno, tylko na biało. W trakcie Mszy św. rozdaliśmy im kartki i długopisy i poprosiliśmy, żeby oni też coś napisali do Władzia.

Pomyśleliśmy, że jeżeli się do kogoś choć raz w życiu odezwiesz, to bardziej pamiętasz, że ten ktoś w twoim życiu był. Byłam bardzo szczęśliwa, że piszą coś do naszego dziecka. To był bardzo wzruszający moment. Te listy włożyliśmy później do trumny.

Myślę, że bardzo trudno jest takim mamom, które nie przeżywają tej straty – zostają one, które poroniły, czyli one, z którymi coś jest nie tak – tak często się myśli o poronieniu. To ma ogromne konsekwencje.

Jest nam teraz łatwiej mówić o tym, że straciliśmy dziecko, bo widzimy, że to była sprawa dopełniona, zamknięta, przeżyta z Panem Bogiem. Dlatego nie była czymś przytłaczającym, choć była bardzo trudna.

*Wywiad ukazał się w serwisie Katolickiej Agencji Informacyjnej 15 października 2015r.

Strony: 1 2

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail