Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Pozwól sobie na słabość [komentarz do Ewangelii]

Udostępnij

Musisz być mocny. To zdanie słyszał chyba każdy z nas, w różnych odmianach. W szkole, w domu, w pracy, a także w Kościele. Słabość jest niemile widziana. To rodzi pokusę udawania.

Pracując na parafii przez pewien czas borykałem się z depresją. Długo nie potrafiłem powiedzieć otwarcie, że sobie nie radzę, szczególnie jako katecheta w szkole. W głębi serca miałem pragnienie, żeby coś się w końcu załamało tak, żebym już nie musiał udawać, że wszystko jest w porządku.

Moi przyjaciele namówili mnie do sięgnięcia po pomoc specjalisty. Pamiętam jak wyzwalającym uczuciem był fakt, kiedy mogłem w sekretariacie szkolnym dać zwolnienie lekarskie podpisane przez psychiatrę. Już nic nie musiałem udawać. Miałem depresję i nie radziłem sobie.

Kiedy patrzę na bohaterów dzisiejszych czytań mszalnych, widzę ludzi stających wobec faktów, które nie pozwalały im udawać silnych. Musieli zgodzić się na to, że są słabi i potrzebują pomocy. Mojżesz, wódz Izraela, okazuje się słaby w czasie bitwy z Amalekitami. Nie może utrzymać rąk podniesionych ku Bogu i za każdym razem, kiedy je opuszcza Izraelici zaczynają przegrywać. Potrzebuje pomocy Aarona i Chura, którzy podtrzymują jego zdrętwiałe ręce.

Wdowa z Ewangelii także toczy jakąś walkę ze swoim przeciwnikiem. Sama jest zbyt słaba, żeby się mu przeciwstawić. W tamtym czasie i w tamtej kulturze, kiedy kobieta traciła męża, który utrzymywał dom i zapewniał bezpieczeństwo, pozostawała bezbronna. Musi prosić o pomoc nielitościwego sędziego i to prosić go bardzo usilnie, zanim ten się zgodzi.

Wobec pokusy bycia silnym Bóg dopuszcza czasem doświadczenia, które konfrontują nas z naszą słabością. Czasami może to wydawać się upokarzające, ale może także przynieść wolność. Już nie musisz udawać. Możesz szczerze powiedzieć, że sobie nie radzisz, nie potrafisz, nie wiesz, nie rozumiesz. Możesz prosić o pomoc.

Tak też jest w relacji do Boga, w wierze. Ileż my walczymy o to, żeby udowodnić Bogu, ale chyba najbardziej samym sobie, że jesteśmy mocni. Przychodzą jednak doświadczenia, które pokazują jasno: nie, nie jestem mocny, jestem tylko grzesznikiem. One także przychodzą po to, żeby pomóc nam zaakceptować fakt swojej słabości. Boimy się trochę w Kościele tego stwierdzenia: akceptować swoją słabość. Mylimy to z zuchwałym grzeszeniem. Tymczasem to jest po prostu moment, w którym patrzysz na siebie w prawdzie i dostajesz jednocześnie wolność dziecka Bożego.

„Poznacie prawdę i prawda was wyzwoli” – mówi Jezus. Widzisz swoją słabość, ale wierzysz, że Bóg kocha cię także z twoją słabością. Tak naprawdę, to tylko szczerze godząc się na swoją słabość, zaczynasz potrzebować Jezusa. To jest ten moment, w którym możesz modlić się piękną modlitwą z tradycji Kościoła wschodniego: „Jezusie, Synu Boga żywego, ulituj się nade mną grzesznym!”. Ta modlitwa nie jest szamotaniną, to jest modlitwa wprowadzającą głęboki pokój.

To jest droga, którą widzę w dzisiejszym Słowie Bożym: od słabości do pokoju serca.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail