Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Syndrom postaborcyjny – istnieje czy nie?

Udostępnij

W przestrzeni publicznej pojawiły się billboardy przekonujące, że aborcja to nic złego, a kobiety, które decydują się na przerwanie ciąży nie są same, bo robi to co trzecia kobieta w Polsce. Czy faktycznie tak jest? Czy aborcja nie pozostawia śladów w psychice? Przypominamy nasz wywiad o syndromie postaborcyjnym.

Anna Malec: Syndrom postaborcyjny to problem wymyślony przez chrześcijan czy fakt, który ma potwierdzenie w badaniach naukowych?

Anna Rudecka, psycholog, psychoterapeuta*: Termin „syndrom postaborcyjny” został po raz pierwszy użyty w 1981 roku w Stanach Zjednoczonych. Amerykański psychoterapeuta Vincent Rue, pracujący na co dzień z kobietami, stwierdził, że doświadczeniu aborcji towarzyszą często objawy podobne do objawów zespołu stresu pourazowego. Przedstawił wyniki swoich obserwacji w Kongresie Amerykańskim i zaproponował nazwanie tego zespołu objawów „syndromem postaborcyjnym”.

Oczywiście, część kobiet twierdzi, że go nie doświadcza. Pytanie – dlaczego. Aborcja jest tak traumatycznym doświadczeniem, że psychika próbuje bronić się przed jej skutkami – kobieta stosuje różne mechanizmy obronne po to, żeby nie skonfrontować się ze swoimi uczuciami.

 

Syndrom postaborcyjny dotyczy każdej kobiety, która dokonała aborcji, tylko czasem objawia się w mniej oczywisty sposób?

Część kobiet twierdzi, że nie przeżywa w związku z dokonaniem aborcji żadnych uczuć.  Jednak, gdybyśmy porozmawiali z nimi trochę głębiej, prawdopodobnie okazałoby się, że każda kobieta doświadcza trudnych emocji.

W Polsce aborcja była dozwolona od 1956 do 1993 roku praktycznie na życzenie. Obecnie przed zabiegami medycznymi pacjenci podpisują zgodę na ich przeprowadzenie i zostają poinformowani o ewentualnych skutkach ubocznych – mają świadomość, co może się wydarzyć. Wcześniej kobiety nie były uprzedzane, że po zabiegu aborcji mogą cierpieć na depresję, przeżywać ogromne poczucie winy czy mieć myśli samobójcze.

Alternatywą dla tych trudnych emocji bywa wejście mocno w religijność, przyklejenie na tę ranę „religijnego plasterka”. Np. kobieta mówi: „wiem, że Pan Bóg mi wybaczył”, ale widać, że ona sama sobie nie wybaczyła. Okazuje się, że ma głębokie poczucie nieprzebaczenia samej sobie.

Decyzja o aborcji wywołuje głęboki wewnętrzny konflikt – zdarza się, że próbując go rozwiązać, kobieta doradza aborcję innej kobiecie. Próbuje przekonać świat i siebie, że aborcja to nic takiego.

Niektóre kobiety radzą sobie też w ten sposób, że w ogóle nie mówią o swojej aborcji, nikt z ich otoczenia nie wie, że jej dokonały.

 

Z drugiej strony, w przestrzeni publicznej pojawia się sporo kobiet, przyznających się do aborcji, które walczą o to, by „mieć prawo do swojej macicy”. Jak to wytłumaczyć?

Jak wspomniałam, aborcja wywołuje ogromny wewnętrzny konflikt, który rodzi się stąd, że kobieta decyduje się na dokonanie zabójstwa integralnej części siebie. Aborcja to doświadczenie w pewnym sensie graniczne, tak jak doświadczenie traumy. W związku z tym, żeby poradzić sobie z pojawiającymi się trudnymi emocjami, kobiety dokonują pewnego rodzaju racjonalizacji.

Próbując przekonać same siebie, że nic się nie stało, zostają się walczącymi działaczkami, aktywistkami pro choice.

Jest to próba rozwiązania dysonansu poznawczego – jeśli zrobiłem coś, czego nie jestem pewien, przeżywam jakiś konflikt wewnętrzny. Próbuję wówczas przekonać jak najwięcej osób, żeby zrobiły to samo, bo w ten sposób uzasadniam swój wybór. Mogę przeżywać mniejsze poczucie winy. To jest mocno związane z potrzebą społecznej aprobaty  – jeśli w społeczeństwie coś jest aprobowane, przestajemy to postrzegać, jako coś złego.

 

Czy doświadczanie syndromu postaborcyjnego jest zależne od wieku, w którym kobieta dokonała aborcji? Czy 12-latka, która nie jest jeszcze w pełni dojrzała, przeżywa to tak samo jak dorosła kobieta?

Wiadomo, że dziecko nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje. Jest też często pod dużą presją rodziców, ale myślę, że jest to doświadczenie traumatyczne dla każdej kobiety.

Spotykam się z kobietami, które mówią, że było to doświadczenie, które zniszczyło je psychicznie, ale są też kobiety, które przekonują, że nie wpłynęło ono znacząco na ich życie.

W czasach komunistycznych, do 1993 roku, aborcja była traktowana jako regulacja narodzin. Jeśli w rodzinie było już kilkoro dzieci, mogło się zdarzyć, że kobieta miała potem kilka aborcji. Było to usankcjonowane przez prawo. Siłą rzeczy nie można było przyznać, że aborcja powoduje problemy psychiczne.

Aborcję wykonywało się też ze względów medycznych – jeśli kobieta miała problemy kardiologiczne, kłopoty z nerkami albo cierpiała na depresję, to wręcz traktowano aborcję jako „lekarstwo” – twierdzono, że jej stan się poprawi, kiedy dokona aborcji. Badania pokazują coś dokładnie przeciwnego. Na przykład u kobiet, które miały myśli samobójcze, po dokonaniu aborcji, myśli samobójcze się nasilały. Kiedy decydowały się na urodzenie dziecka, zyskiwały motywację do życia i ich kondycja psychiczna się poprawiała.

 

Przychodzą do pani starsze kobiety, które nie mogą poradzić sobie z faktem dokonanej przed laty aborcji?

Tak. Ten syndrom może objawić się bardzo szybko po dokonaniu aborcji, ale może być też zapomniany na lata i objawić się np. w okresie przełomu życia albo pod jego koniec, kiedy kobiety dokonują rozrachunku, mają perspektywę tego, jak ich życie wyglądało.

Przychodzą też dlatego, że w społeczeństwie aborcja przestaje być tematem tabu. Kiedyś się o tym nie mówiło, często nawet mąż nie wiedział, że jego żona dokonała aborcji.

Strony: 1 2

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail